Ukojenie 2. Młody #3

Ukojenie 2. Młody #3

– Pas – nakazała chłopakowi, który usiadł z przodu i zignorował tą czynność.
– Po co? Na pięć minut drogi?
– Mały...!
Zapiął dla świętego spokoju i Emma ruszyła.
– Czemu on zawsze ładuje się na przednie siedzenie?! – natychmiast wzniosła sprzeciw nielubiąca siedzieć z tyłu Nicole.
– Bo jesteś gówniarą – zaśmiał się Trevor.
– Bujaj się!
– Przestańcie – wtrąciła czterdziestopięciolatka. – A może jednak pojedziemy do Jimmy’ego? Tam kupimy wszystko za jednym zamachem, no i będzie taniej.
– Nie! – zaprotestował nastolatek, mając świadomość, że ochroniarz na pewno go zapamiętał.
– Dlaczego?
– Bo nie! Mogę nie jechać wcale.
– Na pewno tam narozrabiał, dlatego nie chce jechać – rzuciła złośliwie brunetka, zapewne w zemście za siedzenie z tyłu.
– Zamknij się, kur..., bo cię tyknę! – zagrzmiał chłopak, zwracając tym samym na siebie uwagę kobiety, która od razu spojrzała na niego dość podejrzliwie.
Przestraszony perspektywą podchodzącego do matki i sprzedającego go bez jakichkolwiek skrupułów pracownika sklepu chłopak siedział spięty, planując przy okazji bolesne odegranie się na siostrze. Niepożądana wiedza kobiety o jego niecnym czynie zaowocowałby bez wątpienia zatrzymaniem go w domu i na nieszczęście, doszłaby do tego jeszcze zapewne kłótnia z Tommym. Miał świadomość, że Emma być może coś już sobie pomyślała, gdyż o wiele częściej wierzyła grzecznej dziewczynie, niż jemu, zbuntowanemu i starającemu się zawsze postawić na swoim łobuzowi. Do tego przypomniała mu się groźba ze strony kobiety, że jak nie przestanie wagarować, dopuści się jeszcze czegokolwiek niezgodnego z prawem, lub poczuje od niego alkohol lub przyłapie na zażywaniu jakichś środków, to zapisze go do psychologa, do czego kochany wujek przy każdej nadarzającej się okazji ją namawia.
Wiedział, że jak będzie musiał do niego chodzić, a nadal będzie postępował tak, jak postępuje, gdyż raczej ciężko będzie mu  zerwać z "luźnym” życiem, lekarz może posunąć sprawę dalej i załatwić mu kuratora, lub nie daj Boże, jakiś zakład. Nie raz już słyszał rozmowę matki z bratem, który naciskał, żeby zapisać go terapię, lub wsadzić do jakiegoś ośrodka, bo podobnie, jak z ojca, wyrośnie z niego bandyta...
– Trevor! Czy powinnam o czymś wiedzieć? – zapytała nagle blondynka, lecz zamyślony nad możliwymi konsekwencjami kradzieży i zajęty proszeniem losu, aby jednak nie jechała do tego sklepu młodzik nie usłyszał kobiety, błądząc gdzieś w zaświatach i wyglądając przy tym jak Trevor senior, który też bardzo często zagłębiał się w dziwnych, dołujących spekulacjach.
– Mały!!! – ryknęła na całe wnętrze pojazdu, wyrywając syna z tej myślowej otchłani.
– Co?
– Pytałam o coś!
– O co?
– Czy zrobiłeś coś, czego nie powinieneś zrobić? Mów prawdę!
– A co mogłem zrobić? – wywalił maślane oczy.
– No właśnie pytam. Jeśli nic, to czemu się denerwujesz?  
– Bo mnie wkurza taka czerstwa gadka! – obejrzał się na siostrę, przejeżdżając palcem po szyi, lecz starając się zrobić to dyskretnie.
Nicole wyszczerzyła zęby w szyderczym uśmiechu, gapiąc się na brata z dumnym zadowoleniem i drażniąc go jeszcze bardziej.
– Trevor! – upomniała kobieta, która najwidoczniej kątem oka zauważyła jego gest, lecz nie zdążyła zbesztać go ostrzej, gdyż Volvo właśnie zatrzymało się pod sklepem.
I ciekawe, pod którym z nich...?  
– No kurde, mamo, mówiłem, że jest tu w cholerę ludzi! – nastolatek jeszcze bardziej się zdenerwował, a nienawiść do przyrodniej siostry natychmiast wzrosła.
Nie odpowiedziała, tylko opuściła z córką pojazd, młodzik natomiast szybko otworzył schowek i natychmiast do niego zajrzał. Nie wiedział, co go tam czeka, ale zaraz odetchnął z ulgą – biała, baseballowa czapka, z niewielkim logo firmy "Nike Jordan” nadal leżała w środku. Szybko wcisnął ją na czuprynę i dość nisko opuścił daszek, mając nadzieję, że chociaż tak ukryje się przed grubasem, lecz, niestety, nie zmienił przecież ciuchów, więc pociecha z nakrycia głowy była raczej marna.
Kobieta bacznie obserwowała syna, w końcu nie wytrzymała i zapytała szorstko:
– Mały, czy ty czegoś nie nawywijałeś w tym sklepie?! Nie zamierzam świecić przez ciebie oczami.
– Nie.  
– Trevor, nie kłam, już dwa razy wpadłeś na kradzieży – "molestowała” małolata, stojąc cały czas na parkingu, przy wozie.
Uparcie próbowała dowiedzieć się prawdy, chcąc działać w porę, gdyż bardzo bała się, żeby chłopak nie zrobił się gorszy od własnego ojca. Wiedziała, że jeśli zaczyna szaleć już w tym wieku, to niewątpliwie tak może się stać.
– Kurde, daj mi spokój, mówiłem chyba, że nie! Jeżeli zamierzasz ciągle się na mnie usadzać, to idźcie sobie same! – fuknął i wrócił do wozu, siadając na przednim siedzeniu.
– Trevor, wysiadaj.
– Nie – usilnie kombinował, jak nie iść na te pieprzone zakupy, a kłótnia zdawała się być w tej chwili bardzo dobrą wymówką.
– Jeśli nam nie pomożesz, nigdzie dzisiaj nie pójdziesz – zagroziła coraz bardziej zaniepokojona zachowaniem syna kobieta.
Była już niemal pewna, że coś przeskrobał, ponieważ zawsze, jak wyciął jakiś numer, bardzo nieswojo się zachowywał.  
Nadal nie ruszał się z wozu, kalkulując, czy zaryzykować, iść i nie mieć problemu z wyjściem z domu, czy zostać...? No ale przecież jak wpadnie, to i tak nigdzie nie wyjdzie, więc kółko się zamyka...
– Pytam ostatni raz: idziesz czy nie!?! – zagrzmiała w końcu zniecierpliwiona rodzicielka, rozejrzawszy się przy okazji, czy nie robi sobie przypadkiem wstydu przed chodzącymi z każdej strony ludźmi.  
Zmuszony jej agresją niechętnie wysiadł. Emma zamknęła auto i udali się w kierunku sklepu, i ku jego uciesze, nie poszli do drzwi, którymi uciekał, lecz do tych na końcu budynku. To też natchnęło go nadzieją, gdyż spaślak stał przy tamtym wejściu, dawało więc to cień szansy, że go jednak ominą, poza tym też odrobinę wiary, że może już skończył pracę...?  
Szedł ze spuszczoną głową, starając się jak może nie pokazywać twarzy i myśląc przy okazji: "jakim cudem skurwiel zauważył, że chowam ten jebany klej? Przecież zrobiłem to na środku sklepu, a ochrona stoi za kasami, poza halą z towarami". Teraz szczerze pożałował swego czynu, mając świadomość, że przez chęć spotkania z dziewczyną, które, notabene, i tak trwało bardzo krótko, być może zaprzepaścił dzisiejszą, jakże zajebiście zapowiadającą się imprezę. Ale chciał, ciągnęło go, więc nie ma teraz sensu płakać nad swoją głu...
– Kurde, uważaj trochę!! – wydarła się nagle Nicole, której Trevor, zajęty chaotycznymi próbami poukładania rozbieganych myśli nastąpił na nogę, popychając ją przy okazji dość mocno.  
Spojrzał przed siebie – mijający go ludzie gapili się na niego jak na Boga, lub wręcz przeciwnie, jak na diabła, myśląc chyba, że jest pijany. Nie ukrywali zdziwienia, widząc młodego chłopaka, będącego, jak sądzili, pod wpływem alkoholu, zwłaszcza, że szedł z matką.
– Patologia... – mruknął do żony jakiś obwieszony srebrem, otyły gość, gdy już minął rodzinę Bennetów.
– Że co, słucham...?! – warknęła Emma, odwróciwszy się na pięcie i natychmiast podeszła do mężczyzny. – Co pan powiedział?! – stanęła przed nim w wysoce bojowej pozie.
– Mówiłem do żony, nie do pani – warknął typ, kompletnie nie przejmując się tym, że obraził kobietę, zresztą po samej jego gębie widać było, że to jakiś zadufany w sobie, mający wszystko w dupie, narcystyczny kretyn.
– Cham i prostak! – fuknęła blondynka i odkręciwszy się o sto osiemdziesiąt stopni, wznowiła podróż w kierunku hali, od której dzieliło ich już tylko kilka metrów. – A ty uważaj, jak chodzisz – zganiła syna, który niezbyt przejął się jej uwagę, ponieważ głowę cały czas zaprzątało mu coś innego.
– Podeptał mi nogę, nie patrzy, jak lezie – pyskowała Nicole, nie mogąc najwyraźniej darować, że taki mały opieprz dla brata ze strony matki.
– Weź, bo cię...!!! – huknął w końcu wkurwiony szatyn i agresywnie machnął głową przed nosem dziewczyny, tworząc imitację uderzenia.
– Trevor! Zachowuj się... oboje się zachowujcie, jesteście w sklepie! – syknęła Emma, mając już dość tej wojny.
– To ja się zachowuję, czy on?! – uniosła się czternastolatka, nie mogąc zrozumieć ignoranckiej postawy kobiety.
– Idź, weź wózek – Emma szybko zmieniła temat, nie chcąc zaczynać ponownej, irytującej, słownej potyczki.
Usłuchała i się oddaliła. Matka spojrzała na Trevora – nadal szedł schylony, lecz nie zaczepiała go już, chciała jak najszybciej dokonać zakupów i wyjść z tego ogarniętego chaosem i pośpiechem miejsca. Chłopak, wiedząc, że jest bardzo daleko od punktu, gdzie zatrzymał go ochroniarz, delikatnie spojrzał w lewo, lecz typa nie wypatrzył. Stres jednak nie zniknął, gdyż nastolatek właśnie ubzdurał sobie kolejną przykrą rzecz, a mianowicie: że typowi może przyjść do głowy, aby przespacerować się po sklepie i tam może na niego wpaść. Nadzieja jeszcze w tym, że może jednak go nie pozna, młokosy przecież kradną tu codziennie, więc może mu się pomyli...?
Zadzwonił telefon chłopaka, wyzwalając go z więzów ponownego rozmyślania, małolata w tym czasie wróciła z koszem, zła, jak osa.
– Pchają się, jakbym chciała wziąć ostatni wózek, dobijają mnie te stare prukwy! – syknęła, przekraczając w ślad za matką sklepową bramkę.
Trevor oddalił się kawałek i odebrał połączenie.
– No co jest, Magiku, kurwa?! Już po czwartej! – rzucił wzburzony Darren. – Przyłaź, chcę zajarać, a samemu jakoś nie idzie, z deka nudno!
– Jestem w sklepie i dopiero, co żeśmy weszli, a znając matkę, zejdzie co najmniej godzina. To i tak dobrze, że z nią, nie z babką, ona zawsze bierze tylko to, czego potrzebuje, nie, jak te pojebane dewoty, które muszą obejrzeć każdy produkt, przeczytać nazwę producenta, skład, datę ważności i cenę, a potem latają przez godzinę wzdłuż półek i szukają czegoś podobnego, o durne pięć centów tańszego – zarechotał młody szatyn, chwilowo zapominając o "zagrożeniu”.
– To za ile będziesz? O piątej umówiłem się z dziewczynami.
Trevor spojrzał na wyświetlacz – 16:09 i odparł:
– Mówiłem, około godziny, nie wiem dokładnie. Jak coś, to nie czekaj, dojadę do was.
– Dobra, to na razie. I streszczaj się, nie zamulaj tam! – rzucił Dario i się rozłączył.
Emma ruszyła w lewo, ponownie wprowadzając nerwówkę u syna, gdyż był to bardzo niepożądany przez chłopaka kierunek. Piknął sms i Trevor ponownie sięgnął po komórkę. "Mogę wyjść na godzinę, to gdzie się spotkamy?” – brzmiała wiadomość od Susan.
Niemałe zdziwienie pojawiło się na twarzy nastolatka, przecież uparcie twierdziła, że nie może...! Odpisał: "Jestem w sklepie, zajdź do mnie i jakby mnie jeszcze nie było, to chwilę poczekaj”.
– Trevor...! Tak ci się śpieszyło? Zostaw już ten telefon i idź, weź frytki, będzie szybciej. My pójdziemy po pieczywo i tam się spotkamy – zainterweniowała w końcu wyraźnie zniesmaczona Emma, wkładając do kosza jakieś mrożone warzywa.
Nie protestował, był wręcz szczęśliwy z faktu, że na chwilę oddali się od matki i będzie mógł dokładniej rozejrzeć się za pracownikiem sklepu. Dotarł do kolejnych zamrażarek, chwycił trzykilową torbę ziemniaków i inwigilując wzrokiem teren hali, poszedł w kierunku pieczywa. Matka już zaopatrzyła się w pół piekarni, więc bez przeszkód mogli ruszyć dalej.  
Minęło kolejne kilkadziesiąt minut, po których blondynka, mając już produktów po same brzegi, ku uciesze chłopaka wreszcie oznajmiła:
– Dobra, idziemy do kasy, szukajcie jakieś mniej zatłoczonej.
Znajdowali się, niestety, przy feralnym wyjściu, więc Trevor mimo, iż nadal nie wypatrzył kolesia, to ponownie spuścił głowę, nie chcąc ryzykować. Emma bezustannie lustrowała syna, lecz już nie pytała, wiedziała, że to nie ma sensu. Był tak samo uparty, jak ojciec, miała świadomość, że jeśli naprawdę narozrabiał, to i tak, mimo jej starań, się nie przyzna. Domyślała się, że coś jest nie tak, lecz postanowiła poczekać i ponownie zahaczyć o ten temat w domu, ale czy w ogóle warto psuć sobie nerwy wyciąganiem prawy, której i tak zapewne się nie dowie...?
– Chodźmy tam, tam jest chyba mniej bydła – zaproponował chłopak, wskazując bezpieczniejszą, oddaloną o spory kawałek kasę.
– Nie, tam jest mniej – odparła kobieta, ruszając przed siebie jak na złość do miejsca, którego chłopak starał się za wszelką cenę uniknąć.
Nerwowo spojrzał na zegarek – za dwanaście piąta. Doszli do punktu dokonywania płatności, w którym przed nimi były tylko dwie osoby i zaczęli ładować produkty na taśmę. Chłopak nijak nie mógł się skupić, raz po raz zerkając w kierunku wyjścia, dwie godziny temu nie pomyślałby nawet, że taka pierdolona tubka kleju za głupie cztery dolary będzie męczyć go pół dnia.
– No szybciej, nie śpij! – warknęła Nicole, gdyż chłopak ruszał się w tej chwili jak niedołężny emeryt.
Po kolejnych koszmarnych minutach przyszła w końcu ich kolej, więc młoda, bardzo sprytna kasjerka migiem podliczyła zakupy, które zapakowała do toreb, w ilości sztuk sześciu i nad wyraz uszczęśliwiony tym stanem rzeczy szatyn chwycił trzy największe i po chwili odeszli od kasy.
– Idziemy tam, przecież tam stoi samochód – rzucił młodzik, wskazując kierunek, z którego przyszli i bez czekania na decyzję rodziny udał się w stronę bezpieczniejszego wyjścia.
Pozostali bez sprzeciwu podążyli za nim, dlatego też coraz lżej na sercu robiło się nastolatkowi, przewidując, że chyba wyjdzie z tej całej sytuacji "bez szwanku”. Szczęście nie trwało jednak długo, ponieważ nie zdążyli przejść nawet dziesięciu metrów, gdy usłyszeli z tyłu.
– Proszę pani, proszę się zatrzymać!
Emma nie wiedziała, do kogo kierowana jest ta prośba, jednak przystanęła w miejscu, odwróciwszy się po chwili. "Kurwa, wiedziałem!!!” pomyślał Trevor, którego spokój uleciał w okamgnieniu.
Typ szedł do zdezorientowanej kobiety, która zobaczywszy go, od razu skierowała wzrok na syna, pożerając go pretensjonalnie-pytającym, zimnym jak głaz spojrzeniem.
– Czapka tu nic nie pomoże – uśmiechnął się z pełną satysfakcją ochroniarz, stając vis-a-vis Bennetów, był najwyraźniej wielce rad, że widzi go ponownie, do tego z osobą dorosłą.
– O co chodzi? – zapytała zdenerwowana kobieta, patrząc to na niego, to na syna.
Trevor trząsł się już cały, mając w głowie najczarniejsze myśli.
– To pani syn? – zapytał grubas.
– Tak. O co chodzi? – powtórzyła, rozgorączkowana.
– Może wyjaśnisz matce? – złośliwie spojrzał na chłopaka, który już nie chował twarzy, bo i po co?
– Co mam wyjaśniać? – mruknął, usilnie próbując zademonstrować niczym nie zakłóconą pewność siebie.
– Trevor...! – warknęła Emma, żądając wyjaśnień.
– No co? Nie wiem, o co chodzi – palił głupa, jak tylko umiał.
– Nie wiesz...? – zapytał sucho ochroniarz, któremu uśmiech zniknął już z twarzy. – Pani syn dopuścił się kradzieży i uciekł – dodał.
– Trevor...! – powtórzyła agresywnie rozgniewana blondynka.  
– No co? Ja nic nie wiem.
– Jak to nie wiesz? Przecież widziałem, jak chowałeś coś do kieszeni – typ nie odpuszczał.
– Tak...?! A ma pan jakieś dowody? Tu się kręci dużo małolatów, może mnie pan z kimś pomylił? Macie mnie na nagraniu? No i czemu mnie pan nie zatrzymał? – wkurzył się chłopak.
– Niestety, nie mamy, bo dobrze to sobie wykombinowałeś, ale to nie zmienia faktu, że cię widziałem. Po co miałbym kłamać? – mężczyzna wymownie spojrzał na Emmę.
– Może naprawdę się pan pomylił? – powiedziała czterdziestopięciolatka, która chyba nieco się pogubiła, ton głosu syna był niewiarygodnie przekonujący.
– Nie, nie pomyliłem się, nie pracuję tu pierwszy dzień. Więc jak załatwimy tą sprawę? Nie wiem, co ukradł, więc nie mogę powiedzieć, jaka był tego wartość, ale to nieistotne, liczy się to, że dopuścił się kradzieży i myślę, że powinniśmy zawiadomić policję.
– A ja myślę, że jeśli nie ma pan dowodów, to wzywanie jej jest kompletnym absurdem. Przecież macie tu wszędzie monitoring, więc to bardzo dziwne, że oskarża pan mojego syna, nie mając absolutnie nic na potwierdzenie jego winy – fuknęła Emma.
Koleś wywalił oczy, nie spodziewając się chyba, że ta rozsądnie wyglądająca kobieta podejdzie do sprawy w taki sposób. Kompletnie się zagubił, przez co chwilowo zamilkł, ale zaraz podjął próbę wybrnięcia z tej ośmieszającej go sytuacji.
– No dobrze, niech będzie. Teraz mu się upiekło i mu odpuszczę, ale wolałbym, żeby więcej nie przychodził do naszego sklepu – motał się typ, który stał się nagle mały, jak karzełek.  
– Więc proszę nie zawracać mi głowy, bo bardzo się śpieszę! Idziemy! – oznajmiła dzieciom wkurzona kobieta, spoglądając na ochroniarza i ruszyła przed siebie, a za nią brunetka z Trevorem, który mimo, że wiedział, że to tak łatwo nie przejdzie, odetchnął z ulgą, uśmiechając się pod nosem. Nie mógł uwierzyć, że jego od zawsze spokojna i uczciwa matka nie wyciągała od niego prawdy, tylko olała sprawę, do tego w mig zgasiła typa, robiąc to na dodatek w bardzo pięknym stylu.  
Kilka minut później, po zapakowaniu toreb i zwróceniu kosza Emma przekręciła kluczyk...

826 czyt.
100%41
fazka

fazka opublikowała opowiadanie , aktualizowała 17 lut, 13:12 w kategorii dramat, użyła 3104 słów i 18224 znaków. ·

Komentarze (1)

 
  • JuliKa20

    JuliKa20 18 lutego

    Jeśli przestaniesz używać słów "typ" , "tykać " , "temu" i "czerstwy " to ja zacznę używać opcji "wyloguj "☺ a tak serio to