Pani Dwóch Krajów cz. 60

XCII
     Nie dowiedział się już, o czym rozmawiały tego wieczoru Ana i Amaktaris. Mógł się tylko domyślać, że była to rozmowa długa i dotyczyła zapewne czegoś więcej niż tylko sztuki przywracania wzroku ślepcom czy szczegółów jutrzejszego zabiegu i roli, którą każda z nich miała w nim odegrać. Tak czy inaczej, temat ten także musiał zostać poruszony, gdyż rankiem okazało się, że wszystko zostało przygotowane i Nefer przynajmniej o to nie musi się martwić. Zapowiedziany pokaz boskiej mocy Najwspanialszej Amaktaris, czy też może raczej uzdrowicielskiej sztuki Any z Abydos, przyciągnął uwagę zadziwiająco małej grupki wtajemniczonych. Tłumy ciekawskich były jednak ostatnią rzeczą, której wszyscy zainteresowani mogliby sobie życzyć i najpewniej nikogo postronnego o niczym nie poinformowano. Na pusty zazwyczaj, prywatny dziedziniec osobistych apartamentów Władczyni przybyli tylko Ana, Królowa, mistrz Serpa, który przyprowadził pacjenta, Towarzysz Prawej Ręki oraz sam Nefer. Młodszego kapłana nikt właściwie nie zapraszał, ale też i nie próbował wyprosić. Korzystając z dobrego światła i zachowując milczenie, Ana starannie obejrzała oślepłe oczy Ahoresa. Kiwnęła głową i podeszła do Królowej, podczas gdy mistrz Serpa odprowadzał przyjaciela w nieco bardziej zacienione miejsce.
     "Wygląda to dobrze. Spróbuję i jest duża szansa, że wszystko się uda. Okażesz swoją potęgę i swoją łaskę.” - Jeżeli zabrzmiały w tym nawet ślady ironii, to Amaktaris nie zareagowała.
     "Dziękuję ci i nie zapomnę ani o tym, co teraz uczynisz, ani o złożonych obietnicach.”
     "Wszyscy wiedzą, że zawsze dotrzymujesz słowa. Pamiętaj jednak, że nawet jeżeli zdołam przywrócić światło jego oczom, to nie na długo. Za miesiąc lub dwa oślepnie ponownie, jak wszyscy, którym w ten sposób pomogłam. Nie traćmy czasu.”
     Mimowolną uwagę Any Nefer uznał za niezwykle trafną, rzeczywiście, nikt z nich nie mógł pozwolić sobie na stratę czasu w tym, co pragnęli i powinni uczynić.
     Ahoresa ułożono na solidnym, drewnianym stole, sprowadzonym zapewne ze szpitala. Podczas gdy leżał na plecach, podeszła do niego Królowa. Nefer spodziewał się w skrytości ducha czegoś w rodzaju ceremonii świątynnej, może nawet kadzidła czy złożenia jakiejś ofiary, a przynajmniej dłuższych przemów Bogini oraz pacjenta. Obyło się jednak bez tego wszystkiego. Amaktaris położyła po prostu dłonie na oczach starego kapłana i powiedziała dobitnym oraz pewnym, ale też życzliwym głosem.
     "Ahoresie, zawsze dobrze służyłeś bogom, usłuż teraz i Mnie, Żywemu Obrazowi Izydy. Przywrócę w tym celu jasność twoim źrenicom.”
     Starzec nie odezwał się. Być może podano mu jakiś środek oszałamiający, zachowywał się bowiem zadziwiająco spokojnie.
     Królowa usunęła się, a Jej miejsce zajął Mistrz Serpa, który silnie uchwycił głowę pacjenta. Z żywą uwagą przyglądał się następnie poczynaniom Any. Uzdrowicielka, nadal bez słowa, kolejno rozwarła szeroko powieki chorego i unieruchomiła je w tej pozycji drewnianymi rozpórkami własnego pomysłu. Skinęła na męża oraz na Mistrza Apresa, by na wszelki wypadek unieruchomili też ręce pacjenta. Uczynili to, starając się nie utrudniać dostępu. W dłoni Any zalśniła specjalna, brązowa igła, jedna z kilku wykonanych niegdyś na jej zlecenie z najlepszego brązu. Nefer dobrze zapamiętał te narzędzia. Musieli za nie zapłacić własnym srebrem i to sporo, żona nie była bowiem zadowolona z efektów pracy kolejnych rzemieślników i wciąż domagała się takich czy innych poprawek. Bardzo ceniła swoje igły i najwidoczniej zabrała je ze sobą w podróż do stolicy. Teraz miały się przydać jak nigdy dotąd.
     Uzdrowicielka pochyliła się nad głową Ahoresa i kolejno wykonała dwie serie szybkich, pewnych ruchów dłoni przy obydwu oczach pacjenta. Pracowała bez wahania, nie zwracając uwagi na wbite w nią spojrzenia wszystkich obecnych. Nefer raz czy drugi miał już okazję obserwować żonę przy podobnych okazjach i wiedział, że zabieg nie potrwa długo. W pewnym momencie Ahores napiął mięśnie, ale żaden z pomocników nie miał problemów z utrzymaniem w koniecznym bezruchu ciała starca. Ana usunęła rozpórki i odstąpiła, nakazując przy tym gestem aby Nefer i Mistrz Apres na wszelki wypadek nie puszczali jeszcze dłoni kapłana. Nie powinien w tej chwili odruchowo rozcierać oczu.
     "Ja widzę... To niemożliwe, ale widzę... Światło słońca, zieleń roślin... Nie wierzyłem, ale widzę... Dzięki Ci, o Wielka Bogini!”
     Ana uśmiechnęła się nieznacznie, przyzwyczajona do podobnych reakcji. Skłoniła się lekko w kierunku Amaktaris. Królowa przypatrywała się uzdrowicielce długo i uważnie, by w końcu także pochylić głowę, niżej nawet, i okazać w ten sposób uznanie dla tak wielkiej sztuki. Teraz jednak musiała wrócić do roli Boskiej Dawczyni Światła.
     "Puśćcie go.” - poleciła, podchodząc do stołu. - "Niech stanie o własnych siłach. Tylko nie rozcieraj oczu, Ahoresie.”
     Oszołomiony tym co się stało, a może także jakimiś ziołowymi naparami, stary kapłan wstał niepewnie, podtrzymywany przez Mistrza Serpę i Nefera. Po chwili odtrącił ich jednak i upadł na kolana przed Amaktaris, pochylając głowę i całując ziemię u Jej stóp.
     "Boska Pani! Prawdziwie nazywają Cię Dawczynią Życia i Światła! Dałaś światło moim oczom, oślepłym od wielu, wielu lat. Jesteś nie tylko Najpotężniejszą, ale też i Najlepszą oraz Najłaskawszą z Bogiń! Sądziłem, że to bogowie pokarali mnie za moją pychę, dawno, dawno temu... Pokarali za świętokradcze próby przejrzenia ich tajemnic... Porzuciłem te próby, ale nie liczyłam na łaskę... A teraz Ty... Pozwól, bym wielbił i sławił Twoje Imię, pozwól, bym służył Ci ze wszystkich sił!.”
     "Nie popełniłeś żadnego świętokradztwa, Ahoresie. Dobrze służyłeś bogom i dlatego przywróciłam ci wzrok. Izyda to łaskawa bogini.” - Przy tych słowach Władczyni spojrzała nieco zmieszana w stronę Any, ta jednak skłoniła tylko po raz drugi głowę. - "Chętnie przyjmuję twoją wdzięczność i twoją służbę.” - Ponownie zwróciła się do starego kapłana, przysuwając odrobinę stopę i pozwalając, aby ją ucałował, co uczynił żarliwie acz nieco niewprawnie.
     "Wstań, mój wierny sługo. Wiedz, że nawet bogowie nie mogą jednak wszystkiego i nie zdołam przywrócić ci wzroku na zawsze. Po pewnym czasie ciemność powróci. Ciesz się więc tym, co potrafiłam ci ofiarować. Wstań wreszcie, nie powinieneś pochylać teraz zbyt mocno głowy.”
     "Najpotężniejsza i Najłaskawsza z Bogiń, nie lękam się tej ciemności, nauczyłem się z nią żyć. Jestem już stary, wkrótce i tak czeka mnie podróż do Kraju na Zachodzie... Ale to, że jeszcze raz ujrzę świat w blasku słońca, błękit nieba, zieleń pól, fale Rzeki... To wielka łaska i wielkie szczęście dla Twego sługi. Bądź błogosławiona na wieki, o Boska Pani.”
     "Korzystaj więc z tej łaski, Ahoresie. Jeżeli chcesz obejrzeć świat, Rzekę, pola i łąki... Weź Moją łódź spacerową. Mistrz Serpa zapewne zechce ci towarzyszyć. Znajdziesz jeszcze sposób, aby okazać swoją wdzięczność. O tym pomówi jednak z tobą jutro Mój sługa, kapłan Nefer, którego zdążyłeś poznać.”
     Ahores skierował teraz spojrzenie swoich oczu, obecnie pozbawionych już zauważalnego uprzednio, szczególnego połysku, na stojącego obok młodszego kapłana. Odruchowo osłaniał twarz przed blaskiem słońca. Przyzwyczajenie się do nowej sytuacji zajmie mu zapewne kilka chwil i pomysł wycieczki po rzece luksusową łodzią oferującą wszelkie wygody – w tym dający cień baldachim - nie wydawał się najgorszy. W razie potrzeby Mistrz uzdrowiciel zadba o niezbędne szczegóły.
     "Tobie także jestem winien wdzięczność, panie, jako wysłannikowi Bogini, który odnalazł mnie, ślepego starca, i przyniósł dobrą nowinę, łaskę Boskiej Pani. Z radością zajmę się zadaniem, o którym mówiliśmy.”
     "Oczywiście, panie. Teraz jednak ciesz się odzyskanym pięknem świata i skorzystaj z zaproszenia Najjaśniejszej.”
     Nefer doskonale rozumiał, że scena ta musiała być jednak krępująca i w pewien sposób przykra dla Świetlistej Pani, która zapewne chciała ją już jak najszybciej zakończyć. Mistrz Serpa także chyba to pojął i właściwie odebrał ostatnie słowa Władczyni jako uprzejmą odprawę. Ujął przyjaciela za ramię i wyprowadził z dziedzińca.
     "Dziękuję ci, Ano.” - powiedział cicho Nefer, podchodząc do żony. - "Wiedziałem, że potrafisz uczynić coś takiego, a jednak nadal jestem pełen podziwu... Podziwu i wdzięczności.”
     "Mam nadzieję, że jesteś zadowolony, mój mężu, nadzieję, że okazałam się użyteczną małżonką.” - odparła równie cicho, łagodząc ostatnie słowa uśmiechem. Nie wiedział więc, czy żartuje, czy też czyni wymówki. Dalszą rozmowę przerwało nadejście Amaktaris.
     "Ano, jestem doprawdy pod wrażeniem twojej sztuki, wszyscy jesteśmy. W niezwykły sposób okazałaś swoją wiedzę i zręczność w uzdrawianiu. I nie kto inny, tylko właśnie Ja powinnam podziękować ci w sposób szczególny, raz jeszcze.”
     "Twoja sława, o Pani, wiele zyska. Chyba, że zechcesz utrzymać to wydarzenie w tajemnicy.”
     "Akurat to uzdrowienie tak, w tym masz rację. Nie możemy jednak pozwolić, aby marnowały się taka wiedza i takie talenty. Czy zechcesz objaśnić szczegóły tej operacji? Mnie samej, mistrzowi Serpie i może kilku jeszcze uzdrowicielom? Wtedy wielu innych chorych odzyska wzrok i to niekoniecznie za sprawą boskiej mocy Izydy?”
     "Nie wiem, czy zostanę wystarczająco długo w stolicy, to nie będzie tylko moja decyzja, Pani.”
     "Ponawiam Moje zaproszenie, i wiesz, jakie złożyłam obietnice, zwłaszcza wczoraj.”
     "Wiem... Możesz się jednak przekonać, że nie wszystko zależy od Ciebie... Czy też ode mnie, jeśli już o tym mówimy... Dopóki jednak korzystam z Twojej gościnności, chętnie podzielę się moją skromną wiedzą. To prosty zabieg, gdy już wiadomo, co uczynić. Trzeba tylko dużo ćwiczeń, aby osiągnąć biegłość. Może to dziwne, ale najlepiej nadają się do tego oczy świni. Rzeźnicy drogo sobie jednak liczą za świńskie głowy, a zwierzęta muszą być niedawno ubite.”
     "Myślę, że wspólnie z mistrzem Ahmesem, nadwornym kucharzem, zdołamy coś na to poradzić...”
     Królowa wprowadziła Anę w głąb swoich apartamentów i ta niezwykle intrygująca Nefera rozmowa przestała być dostępna dla jego uszu. Co prawda, usłyszał już chyba to, co najważniejsze, gdyż szczegóły dotyczące świńskich oczu niezbyt jednak kapłana obchodziły. Problem leżał w tym, że niewiele zdołał zrozumieć. Nie otrzymał też czasu, aby spokojnie się nad wszystkim zastanowić. Podszedł do niego Mistrz Apres. Teraz dopiero Nefer zauważył, że Towarzysz Prawej Ręki nie opuścił dotąd dziedzińca. Okazało się, że szukał okazji do rozmowy na osobności.
     "Twoja żona posiada niezwykłe talenty. Przekaż jej, proszę najszczersze gratulacje. Opinia ignoranta nie ma wprawdzie większego znaczenia, ale mój brat mówi o Anie z najwyższym szacunkiem. Najdostojniejsza Pani również, jak sam słyszałeś.”
     "Dziękuję, ale sam powinieneś powiedzieć o tym mojej żonie. Z pewnością znajdziesz okazję, panie.”
     "Z pewnością... Teraz jednak chciałbym porozmawiać z tobą, porozmawiać o twoich talentach.”
     "O moich talentach?”
     "Tak. Tylko nie próbuj udawać, że takowych nie posiadasz... To wszystko to twój pomysł, czyż nie? Spodziewasz się zaćmienia tarczy Amona – Ra, nastania ciemności, a ten stary kapłan to znawca ruchów gwiazd na niebie. Chcesz, aby obliczył kiedy słoneczny bóg zakryje oblicze i do tego potrzebujesz Ahoresa który widzi.”
     "Panie...”
     "Tak, mój brat powiedział mi o waszej wczorajszej wizycie w świątyni Tota i twoich przemyśleniach. Nie miej mu tego za złe. Obydwaj służymy Boskiej Pani i w tej służbie nie mamy tajemnic, ufamy też sobie wzajemnie, jak miałeś już okazję się przekonać. Czy Najjaśniejsza również wie o wszystkim?”
     "Wie tyle, ile twój brat, mistrzu... Ale nie ujawniłem przed Wielką Panią wszystkich moich przypuszczeń...”
     "Dlaczego, Neferze? I co jeszcze ukrywasz?”
     "Bo są one zbyt potworne... Mogłyby wpłynąć na Jej osąd sytuacji... Mam nadzieję, że może się mylę... Ale jeżeli nie, to muszę mieć pewność i muszę dokładnie wiedzieć, kiedy słoneczny bóg zakryje swoje oblicze, aby przedstawić Świetlistej całą sprawę i myśleć nad sposobami uratowania Irias oraz Tronu naszej Pani.”
     "Mówisz zagadkami, Neferze. Im więcej ujawniasz, tym więcej nowych pytań. Co ma z tym wspólnego porwanie Irias? I jak wpadłeś na tę myśl z zaćmieniem, którą potwierdził już podobno Ahores? Ja również muszę to wiedzieć. Pamiętaj, że jestem twoim sojusznikiem i też pragnę dobra naszej Pani.”
     "Słowa tego zbrodniarza Temesa o ciemnościach, w których wszyscy zginiemy... Prześladowały mnie od tamtej nocy... Jako krewny i zaufany Heparisa mógł coś wiedzieć... Mętne plany i oczekiwania kapłanów Chnuma w Nennesut, o których chyba ci doniesiono, panie... Niejasne wzmianki w starych papirusach... Tytuł Świetlistej Pani, którą nazywają Dawczynią Światła... A gdyby nie zdołała tego uczynić? Gdyby nie potrafiła przywrócić Krajowi i ludowi słonecznego blasku, a ktoś spróbowałby to wykorzystać? To wszystko razem i każda myśl z osobna...”
     "To jeszcze nic konkretnego, Neferze... Ahores potwierdził jednak twoje przypuszczenia...”
     "Tak... ale potrzebujemy szczegółów, które musi dopiero obliczyć... Postaram się pomóc, na ile zdołam... Jego wzrok nie stał się wcale doskonały i po pewnym czasie starzec znowu oślepnie... Posiada jednak wielką wiedzę i sam nie zdołałbym uczynić tego, co on potrafi.”
     "Dlaczego więc jeszcze nie zabraliście się do pracy?”
     "Dzisiaj niech nacieszy się odzyskanym światłem... Ahores był pewien, że to bogowie odebrali mu wzrok za to, że próbował poznać ich tajemnice... Dopiero łaska Boskiej Izydy zmieniła to przekonanie. Potrzebuje spokoju, aby oswoić się z tą myślą. Nadto uzdrowiciele podali mu zapewne przed zabiegiem jakieś środki odurzające... Rozpoczniemy jutro i modlę się, abyśmy zdążyli... Czuję, że mamy niewiele czasu... Heparis i inni już realizują swój plan... Nie pojmuję wprawdzie, dlaczego zaczęli tak wcześnie? Dlaczego nie zaczekali? Nie daliby nam wówczas żadnego czasu... Może spłoszyłeś ich, panie, naciskami na świątynię.”
     "Zaczęli za wcześnie?”
     "Tak. Czyż nie widzisz, mistrzu, że na coś czekają? Porwali Irias, a teraz grają na zwłokę. Nie spieszyli się z przedstawieniem swoich żądań, a obecnie pozwalają Królowej zastanawiać się bez końca... Czy tak postępują porywacze, chcący wymusić ustępstwa?”
     "Żądania kapłanów są absurdalne. Wielka Pani nie może ich przyjąć i tak też postanowiła.”
     "Właśnie. Przedstawili bezsensowne warunki, warunki nie do spełnienia. Najjaśniejsza nie może poślubić księcia Nektanebo i oddać mu władzy... A raczej oddać władzy w ręce Heparisa i jego zauszników... Nie uczyni tego nawet dla Irias, bo zna swoje obowiązki wobec Kraju... Czyż arcykapłan tego nie pojmuje? Czy nie wie nic o charakterze Amaktaris? A może jest kompletnym głupcem? W to nie uwierzę... Królowa nie spełni jego żądań, a on zabije lub okaleczy księżniczkę? I co dalej? Nie znajdzie takiej dziury, w której zdołałby się ukryć.”
     "O co mu więc chodzi?”
     "Panie... Heparis zamierza zamordować Irias. Zamorduje księżniczkę nie bacząc na to, co zrobimy i czy spełnimy jego warunki.... W okrutny sposób, a może też rozkaże uczynić z nią wcześniej coś jeszcze bardziej potwornego.”
     "Przecież powiedziałeś przed chwilą, że to nie miałoby sensu. To nie byłaby nawet zemsta za Temesa. Heparis pragnie władzy, a nie krwi. Zwłaszcza krwi dziecka, za którą zapłaciłby własną.”
     "Och, przypuszczam, że wyda ten rozkaz z prawdziwym żalem, kierowany wyższą koniecznością. Nie potrafię powiedzieć, czy wiedział o poczynaniach bratanka, może jednak tak i może to one podsunęły mu pomysł... W każdym razie, jeżeli nawet tolerował upodobania Temesa, to na pewno ich nie pochwalał, nie jest bowiem zwyrodnialcem... Gdyby ten zbrodniarz nadal żył, zapewne to on zająłby się Irias... A tak, uczyni to Tahar... Aby sprawić ból i zemścić się na Królowej.”
     "Ale po co? Przecież ich plan opiera się na wiedzy o zaćmieniu słońca!”
     "Samo zaćmienie nie wystarczy, aby obalić naszą Panią. Kapłani ogłoszą w świątyniach, że ciemność to kara zesłana przez bogów, ale za co właściwie? Najjaśniejsza rządzi dobrze, lud Ją kocha, bo włada sprawiedliwie, nie szuka wojen, wrogów jednak odeprzeć potrafi. Wylewy Rzeki są od kilku lat znakomite i Kraj żyje w dostatku, a przynajmniej nie cierpi biedy. Wszyscy wiedzą, że to zasługa Boskiej Amaktaris. I mieliby teraz uwierzyć, że ciemności są dowodem gniewu bogów wobec Królowej i wystąpić przeciwko Niej z tego powodu? Nawet podżegani przez kapłanów? W trakcie krótkiego w sumie czasu, kiedy zabraknie słońca? Bo mrok nie potrwa raczej długo, a nikt tutaj nie ma na to żadnego wpływu. I jest jeszcze armia... Dopóki stoi przy swojej Księżniczce, nikt nie zdoła Jej obalić. To żołnierze musieliby zbuntować się jako pierwsi, uwierzyć, że bogowie odwrócili się od Królowej... Myślę zresztą, że gwardia nie uczyniłaby tego nigdy, ale w stolicy nadal przebywają liczne oddziały z prowincji... Ich wierność może nie okazać się aż tak niezachwiana... Jeżeli znajdzie się oczywisty dla wszystkich powód gniewu bogów... I tu pojawia się Irias...”
     "Irias?”
     "Pomyśl, panie... To potworne, ale logiczne... W jaki sposób wrogowie mogą najlepiej wykorzystać jej śmierć? Śmierć zamordowanej okrutnie, dziesięcioletniej dziewczynki?”
     "Nie sądzisz chyba...” - Mistrz Apres przyzwyczajony był do obcowania z cierpieniem, które sam potrafił zadawać w beznamiętny sposób. Wielokrotnie dał też dowody swojej przenikliwości, ale nawet on z pewnym trudem przyjmował myśl Nefera, a raczej myśl Heparisa i jego popleczników.”
     "Co się stanie, jeżeli w dniu zaćmienia znajdziemy przed bramą Pałacu ciało zamęczonej, może też zgwałconej księżniczki?” - Nefer bezlitośnie nie oszczędzał Mistrzowi żadnych szczegółów. - "Co uczyni wówczas Królowa? Czy ktokolwiek zdoła Ją powstrzymać przed wydaniem rozkazu zaatakowania świątyni? Wiesz, jak kocha Irias... Wiesz, jak reaguje, gdy myśli, że ktoś zamierzałby ją skrzywdzić. Ja sam także mogłem się o tym przekonać... Nie chciała słuchać żadnych wyjaśnień i skazała mnie na śmierć, bo sądziła, że uderzyłem i zraniłem dziewczynkę, aby ukraść złoto... Nie chciała słuchać żadnych wyjaśnień, nawet moich... I to po wszystkim, co dla Niej zrobiłem, co wcześniej wyjawiła...” - dodał z pewną goryczą, ale zaraz się otrząsnął. Miał szczęście i przeżył, przebaczył już Amaktaris, Ona sama szczerze chyba żałowała, a zresztą nie były to czas i miejsce na podobne myśli. Chodziło o coś znacznie ważniejszego, niż zranione uczucia pewnego niewolnika. I tak powiedział o kilka słów za dużo, ale szczęśliwie Mistrz nie zwrócił na to uwagi, ogarniając umysłem całą grozę planu kapłanów.
     "Nic nie zdoła powstrzymać naszej Pani.” - wyszeptał Towarzysz Prawej Ręki. - "Żadne słowa i żadna siła, boska czy ludzka.”
     "Zwłaszcza, jeżeli nie będziemy świadomi tego, co się właściwie dzieje. Wówczas nawet nie próbowalibyśmy Jej zatrzymywać. A tego przecież spodziewają się Heparis i inni... Oddziały szturmowe są już przygotowane... Władczyni uda się do koszar czy obozów, osobiście rozkaże zaatakować świątynię Ozyrysa, może nie tylko tę... Żołnierze pójdą za swoją Księżniczką. Tereus poprowadzi ich bez wahania, Amaktaris także zapragnie być obecna przy szturmie... A wtedy kapłani wezwą pomocy bogów i wszyscy wpadniemy w pułapkę... Oni będą przygotowani, będą wiedzieli, co mówić i co robić... Występna Królowa podniosła świętokradczą rękę na przybytki nieśmiertelnych, a ci okazali swój gniew... Tylko natychmiastowe odstąpienie, najlepiej śmierć zbrodniarki, przebłaga bogów i przywróci światło... Gwardia dochowa może wierności, ale inni? Nie można wymagać zbyt wiele od prostych żołnierzy... Lud też posłucha kapłanów... Pewnie szykują się w całym Kraju, o czym świadczą wieści z Nennesut.”
     "To straszne, co mówisz...”
     "To nadal tylko domysły, ale tłumaczą wszystko, co dotąd się wydarzyło. Wszystko, co dotąd nie dawało mi spokoju. Dlaczego porwano Irias, dlaczego zwlekano z wysunięciem żądań, dlaczego te żądania są tak absurdalne i dlaczego nikt nie nalega na ich szybkie spełnienie...”
     "Całe te negocjacje, wizyty tego Ramose, to jedynie fałszywe ruchy, zwody w prawdziwej grze...” - dopowiedział Mistrz.
     "Grają na czas, czekają na właściwy dzień, sypią nam piasek w oczy, a zarazem pokazują, kto i gdzie więzi księżniczkę. Tak, aby Królowa nie miała żadnych wątpliwości... Po wszystkim posadzą na tronie księcia Nektanebo, o ile przeżyje w tym zamieszaniu. Tak będzie dla nich najwygodniej. A jeżeli zginie, to pewnie mają jakieś inne rozwiązanie.”
     "Czy mamy już teraz powiedzieć o wszystkim Najdostojniejszej? I co właściwie możemy zrobić? Jeżeli zignorujemy śmierć Irias, jeżeli Ona potrafi to zignorować... wygra. Kapłani nie zdołają wówczas zaszkodzić Królowej.”
     "Mówisz to, Panie, bardzo spokojnie. Dla Najjaśniejszej Amaktaris Irias nie jest pionkiem w grze, który można ot tak poświęcić... Nie wolno nam pomijać Jej uczuć, one odgrywają w tej rozgrywce ogromną rolę i wrogowie o tym wiedzą. Musimy znaleźć sposób, aby uratować księżniczkę... Bez takiego planu nie ośmielę się przedstawić moich domysłów Boskiej Pani. I ciebie też o to proszę, mistrzu. Przynajmniej w tej chwili. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, co Najwspanialsza mogłaby uczynić, gdyby już teraz dowiedziała się o wszystkim... Muszę mieć jakiś plan.”
     "Na pewno już coś wymyśliłeś, Neferze.”
     "Tak, mam pewien pomysł... Ale do tego potrzebuję wiedzy, wiedzy o dokładnym czasie zaćmienia. To na początek... Potem potrzebne będzie zaufanie Boskiej Pani, Ona będzie musiała zaufać moim słowom i podjąć pewne decyzje, a także pewne zobowiązania... Tu spodziewam się twojej pomocy, panie. I na koniec liczę na rozsądek Heparisa... To niebezpieczny, wyrachowany przeciwnik, ale chyba nie szaleniec... Przynajmniej taką mam nadzieję.”

4 249 czyt.
19505100% 28
nefer

nefer opublikował opowiadanie , aktualizował 12 lip 2016 w kategorii erotyczne, użył 4023 słów i 23527 znaków. ·

Komentarze (11)

 
  • Wróbelek

    ~Wróbelek · ip:217.96.37.* · 20 lip 2016

    Neferze, okrutny sadysto, jak długo jeszcze będziesz nas trzymał w niepewności? Ponad tydzień minął, a tu następnej części ani widu, ani słychu.

  • fankaNefera

    ~fankaNefera · ip:83.6.140.* · 15 lip 2016

    Neferze, a co z Królową? Wiadomo, że podczas ciąży są różne wahania nastroju. Czy to wpłynie na jej decyzję? A gdyby Irias umarła to to mogłoby doprowowadzic do okropnych skutków?

  • Ramol

    Ramol 14 lip 2016

    Szanowny młodszy kapłanie! Nie wiem czym karmi się za młodu w Egipcie dobrze rokujących młodych ludzi pod nieobecność szpaków, ale ciebie nie trzeba tak wspomagać. Tym niemniej racz zwrócić swą uwagę na setnika Horkana oraz obserwuj swą żonę - An. Ich postępowanie nie jest do końca jasne, budzi mój niepokój. Oboje pochodzą z "dobrych" rodów, myślę, że to bardziej obciąża żołniera, ale też Ana doniosła na ciebie - swego męża do Królowej. Nie wiadomo jak daleko sięgają macki spisku przeciw Najjaśniejszej Amaktaris, ale każdy wasz błąd może prowadzić do tragedii!

  • POKUSER

    POKUSER 13 lip 2016

    Świetna część. Rozgrywka jak w szachach, figury już prawie rozmieszczone, strategia "z grubsza" opracowana, teraz tylko czekać na niespodziewany ruch przeciwnika. Tylko ochrona Królowej będzie ciężka, no i ciekawe ile "figur" będzie ta rozgrywka kosztowała, bo pułkownik Tereus to, moim zdaniem, pewniak do poświęcenia...

  • Szarik

    Szarik 12 lip 2016

    Pieścisz zmysły. Dużo wyjaśniłeś, zostawiając wiele dla siebie. Podoba mi się to niezmiernie. Wyciszyłeś lwice, pomrukują jednak, mierząc się wzrokiem, poezja

  • batavia

    batavia 12 lip 2016

    Taaaak...

  • Nowicjusz

    ~Nowicjusz · ip:87.239.45.* · 12 lip 2016

    ciekaw jestem co jeszcze Nefer wymyśli

  • Lolek

    ~Lolek · ip:83.16.229.* · 12 lip 2016

    Heh, o takim wykozystaniu Irias nie pomyslalem xD Dobre neferze dobre. XD

  • Ramol

    Ramol 12 lip 2016

    No tak! I znów te dziewczyny brużdżą i to od tylu wieków! Autorze jesteś wielki, lub też jesteś bliskim krewnym diabła! To jest do bólu logiczne, o czym zapewniałeś nie raz w komentarzach. Zakładając, że nie chcesz pobić w ilości stron "dzieł wszystkich" Marksa, sądzę, że obliczenia starego kapłana potrwają ok 10-20 dni, więc tyle mają czasu przyjaciele Królowej... Jest jeszcze możliwość ucieczki Irias, ale wówczas powstałaby nam (czyt.: "Autorowi" super długa opowieść...Na razie nie potrafię pozbyć się niepokoju o los Any... Pozdrawiam Zbyszku!

  • nadszczesliwy

    nadszczesliwy 12 lip 2016

    Wiele wyjasniles ale jescze wiecej emocji wkrada sie w nasze serca wspanialy wyczekiwany rozdzial juz niemoge sie doczekac kolejnego ciekaw jestem ile czasu pozostawisz neferowi na wprowadzenie swojego planu i jak szybko dokonaja dokadnych obliczen

  • wierny czytelnik

    ~wierny czytelnik · ip:2.150.73.* · 12 lip 2016

    I jak zwykle chwia przyjemności a tyle czekania Kolejna swietna część