Pobawmy się. Część I

Witajcie w domu.


Po przeprowadzce do nowego domu osiemnastoletnia Katie nie mogła się z tym pogodzić. Czuła, że straciła wszystkich przyjaciół, w końcu byli oddaleni od niej o jakieś 120km. Była ciągle zła i pochmurna, nie chciała się do nikogo odzywać, w przeciwieństwie do jej jedenastoletniej siostry, która była niezbyt lubiana w poprzedniej szkole. Cieszyła się, mogła zacząć wszystko od nowa. Było lato, a dokładniej końcówka sierpnia, więc młoda Miranda powoli przygotowywała się do szkoły.
- I z czego ty tak się cieszysz? – Katie nie rozumiała zachowania swojej młodszej siostry, która z dużym entuzjazmem mówiła o nowej szkole. Właśnie radośnie podpisywała kolejne zeszyty.
- Tu będzie inaczej, czuję to  - powiedziała radośnie nawet nie patrząc na siostrę.  
Dziewczynka miała długie blond włosy, w przeciwieństwie do jej siostry, która miała czarne. Niektórzy mówili, że tak jak ich włosy, różnią się też charaktery sióstr.
- Czemu ciągle jesteś taka smutna? – zauważyła Miranda i w końcu spojrzała na siostrę swymi niebieskimi oczami. Katie jednak tylko pokręciła głową i poszła do swojego pokoju.  
Podczas kolacji znów panowała cicha atmosfera. Słychać było tylko odgłosy jedzonego posiłku, jakby był to jedyny dźwięk na świecie.
- Katie? – w końcu ciszę przerwała Miranda wpatrując się w swoją siostrę.
- Co? – zapytała ponuro, złowrogo i dziewczynka lekko się wzdrygnęła.
- Nie martw się, na pewno znajdziesz tutaj przyjaciół, skoro tamci nie chcą cię odwiedzać – uśmiechnęła się lekko, chciała jakoś pocieszyć siostrę.
- Nie potrzebuje nowych przyjaciół, a starzy mnie nie odwiedzają, bo mieszkamy w jakiejś dziurze, której nie ma nawet na mapie – mówiła spokojnie, jednak zaczynała się powoli denerwować.
- Gdyby chcieli mogliby przyjechać – stwierdziła Miranda wracając do posiłku, jednak nie spuszczając z oczu Katie.
- Zamknij się – Odpowiedziała jej siostra, która powoli zaczynała tracić nad sobą panowanie.
- Ale tak jest. Oni chyba cię nie lubili, tutaj znajdziesz prawdziwych przyjaciół – Miranda znów się uśmiechnęła.
- Zamknij się! – krzyknęła na nią Katie uderzając pięściami w stół i wstając. Bez dodatkowego słowa po prostu wyszła z kuchni po raz kolejny zamykając się w swoim pokoju.
- Ale ja chciałam dobrze – Powiedziała Miranda ze smutkiem – dlaczego się na mnie zdenerwowała? – zapytała matki, patrząc na nią swymi wielkimi oczami.
- Przechodzi teraz trudny okres, musisz dać jej czas, żeby się uspokoiła – odpowiedziała jej matka uśmiechając się lekko do córki.
- Pójdę już do siebie, jestem zmęczona. Dziękuję za kolację – Wstała zostawiając talerz na stole i jak jej siostra, poszła do pokoju.
- Czy one w ogóle kiedyś się pogodzą? – zapytał James niezadowolony z zachowania własnych dzieci.
- Mieszkamy tu dopiero od kilku tygodni, jeszcze będzie dobrze, jak dawniej – stwierdziła optymistycznie Jessica.
- Obyś miała rację – James wstał od stołu i przeniósł się na wygodną kanapę, a Jessica została sama w kuchni.  
Miranda ubrana w piżamkę leżała w łóżku głaszcząc lalkę i nucąc piosenkę, którą wcześniej usłyszała w radiu. Jej lalka Anna, bo tak ją dziewczynka nazwała, jak ona miała długie i jasne włosy. Była to jej ulubiona lalka. W końcu do pokoju weszła Jessica.  
- Nie śpisz jeszcze? – zapytała z lekkim uśmiechem podchodząc do łóżka.
- Jakbym spała nie mogłabym czesać Anny – zaśmiała się Miranda.
- Posłuchaj… - Matka usiadła na łóżku dziewczynki – nie mów teraz Katie nic o jej starych i nowych kolegach. Widzisz, jak mocną ją to denerwuję, a chciałabym, żeby nie było konfliktów między wami. Miranda słuchała matki nie odrywając się od czesania lalki.
- Dobrze mamo – powiedziała – nie będę z nią o tym rozmawiać – dodała.
- Cieszę się. A teraz idź spać, już późno. Dobranoc.
- Dobranoc mamo -  Jessica wstała i wyszła z pokoju. Nagle zrobiło się ciemno i cicho.


To tylko zły sen
Miranda nie mogła spać. Czuła podekscytowanie, kiedy myślała o nowej szkole. W myślach tworzyła plan, swój idealny plan, co zrobi, gdy do niej pójdzie. Jej myśli były pozytywne, bardzo, w końcu wszyscy przekonywali ją, że pozytywne myślenie to podstawa. Nie dopuszczała do siebie niczego negatywnego „wszyscy będą mnie lubić, nikt nie będzie się śmiał”, myślała cały czas, aż w końcu ta myśl zakorzeniła się w jej umyśle. Była idealna.  
- Będzie idealnie – powiedziała na głos i uśmiechnęła się. Nagle usłyszała ciche skrzypienie, które stawało się coraz głośniejsze. Dochodziło z szafy, Miranda widziała, jak jej drzwi same się otwierają. Przestraszona zaczęła chować się pod kołdrę, gdy drzwi szafy z mocno i głośno uderzyły w ścianę. Dziewczynka schowała się całkiem, oddychając szybko, z coraz większym przerażeniem. Usłyszała kroki, ktoś chodził po jej pokoju. Zasłoniła usta dłonią, by nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Księżyc świecił mocno tej nocy, był w pełni, więc lekko oświetlał pokój Mirandy. Dziewczynka zobaczyła czyjąś sylwetkę, nie dużą, jakby dziecka. Usłyszała, jak postać w jej pokoju nuci jakąś nieznaną Mirandzie spokojną kołysankę. Postać stała nad łóżkiem Mirandy.
- Jesteś tu? – zapytała miłym dziewczęcym głosem postać – proszę, wyjdź, nie musisz się przede mną chować, nie zrobię ci krzywdy – mówiła delikatnie, jednak Miranda była zbyt przerażona, żeby chociaż się ruszyć. Zamknęła oczy, miała nadzieję, że dzięki temu ten koszmar szybciej minie.
- Dlaczego nie chcesz się ze mną bawić? – zapytała tym samym miłym i delikatnym głosem.
Miranda nie chciała otwierać oczu, nie ruszała się i dziewczynka zaczęła powoli odchodzić w stronę szafy, aż w końcu znów było słychać to samo skrzypienie. Drzwi się zamknęły i Miranda dopiero wtedy wyszła spod kołdry, cała mokra od potu.
- Mamo, Tato! – zaczęła krzyczeć i płakać. Po chwili rodzice znaleźli się w jej pokoju zaniepokojeni wrzaskami.
- Co się stało, kochanie? – zapytała  Jessica.
- Ktoś był w moim pokoju, coś wyszło z szafy – płakała Miranda ledwo łapiąc oddech.
- Nikogo tu nie ma, to tylko zły sen – stwierdził James i podszedł do szafy.
- Nie otwieraj drzwi! – krzyknęła na niego Miranda wciąż przerażona i roztrzęsiona.
- Tutaj naprawdę nic nie ma – uśmiechnął się do niej ojciec i otworzył szafę, która znów wydała z siebie to samo skrzypienie.
- Widzisz? Mówiłem – dodał, gdy w szafie przywitała go tylko ciemność – żadnych potworów, musiało ci się to wszystko przyśnić.
- Mogę… Mogę dzisiaj spać u was? – zapytała Miranda z nadzieją i spojrzała na matkę.
- Oczywiście, że tak – odpowiedziała jej kobieta.
- Dobrze… Tylko wezmę Annę. Nie chcę, żeby została tutaj sama.

***

Miranda szybko zasnęła. W pokoju rodziców uspokoiła się i reszta nocy minęła bez żadnych niespodzianek. Rano Dziewczynka wstała pierwsza, następnego dnia miał być jej pierwszy dzień szkoły i była tym bardzo podekscytowana. Katie nie cieszyła się z tego aż tak bardzo. Czuła, że jej starzy znajomi powoli o niej zapominają, bo nie dostawała od nich żadnych wiadomości. Przy wspólnym śniadaniu znów panowało milczenie, jednak Miranda po raz kolejny je przerwała.
- Co mam założyć jutro do szkoły? – zapytała ucieszona i spojrzała na matkę.
- Coś ci przygotuję, będziesz pięknie wyglądać – odpowiedziała jej uśmiechem co jeszcze bardziej uszczęśliwiło Mirandę.
- Będzie dobrze, prawda? – lekko spoważniała. Mimo całej tej radości czuła niepokój przed poznaniem nowych ludzi. Bała się, że tamci jej nie polubią i znów zostanie sama.
- Oczywiście, że wszystko będzie dobrze, kochanie – odpowiedziała jej matka nie przestając się uśmiechać – zobaczysz,  że będziesz miała dużo koleżanek – dodała, chcąc pocieszyć córkę.
- Mam nadzieję, że tak będzie – Miranda wróciła do jedzenia starając się pozytywnie myśleć.
- Nic nie będzie dobrze – odezwała się nagle Katie – Nie potrzebuję nowych kolegów, wolę wrócić do starych, ale musieliśmy się przeprowadzić tutaj  - prawie krzyczała zdenerwowana tą całą sytuacją.
- Przecież wiesz, że dłużej nie mogliśmy tam zostać. Zaczęliśmy nowe życie, zostawiając stare za nami, musisz się z tym w końcu pogodzić – odpowiedział jej ojciec spokojnie nie chcąc wywoływać kolejnej kłótni.
- To nie moja wina, że tamten dom spłonął, nie chcę tutaj mieszkać! – krzyknęła i wybiegła z kuchni na dwór. Potrzebowała ciszy i czasu tylko dla siebie.
- Porozmawiam z nią – zaproponowała Jessica.
- Dobrze, ale nie teraz. Niech się przejdzie i ochłonie – odpowiedział jej James.
Niedaleko domu, do którego rodzina się przeprowadziła rósł las w środku którego znajdowało się małe jezioro. To właśnie w tamto miejsce poszła Katie po śniadaniu. Płakała cicho, jej znajomi się nie odzywali. Chciała tylko jednego – wrócić do starego domu. Ale jego już nie było i Katie nigdy nie czuła się tak samotna. Wsłuchiwała się w odgłos wody i znów sprawdziła telefon. Żadnej wiadomości, nie wiedziała nawet, co dzieję się u jej znajomych. Nagle usłyszała czyjś śmiech, dobiegał z lasu. Brzmiał jak śmiech małego chłopca, co zaskoczyło Katie, bo w okolicy nie mieszkały żadne dzieci.  
- Ktoś tu jest? – zapytała. Śmiech zaczął się zbliżać, aż w końcu Katie stwierdziła, że dobiega od strony jeziora, jednak  nikogo tam nie widziała.
- Kto tu jest? – powtórzyła pytanie, powoli zbliżając się do wody. W końcu stanęła nad nią i pochyliła się, jakby coś w niej zobaczyła. Nagle jej oczom ukazał się widok martwej chłopięcej twarzy z zamkniętymi oczami. Przerażona Katie krzyknęła i zaczęła uciekać nie odwracając się za siebie. Dobiegła do domu spanikowana.
- w jeziorze jest chłopiec, nie żyję – powiedziała ojcu dysząc przy tym mocno. Miranda była z matką w swoim pokoju, więc obie dziewczyny nie widziały Katie.
- o czym ty mówisz? – zapytał ją zaniepokojony James.
- Idź i sam się przekonaj, albo wezwij policję – mówiła Katie nie mogąc się uspokoić.
- Spokojnie, skarbie, co tam widziałaś – dopytywał się ojciec spokojnie.
- Mówiłam, chłopca, jego twarz – odpowiedziała starając się złapać oddech.
- Dobrze, chodźmy tam, pokażesz mi to miejsce – zaproponował i razem z córką ruszył do lasu.
Kiedy dotarli na miejsce, mężczyzna nie zauważył nic niezwykłego.
- Nic tutaj nie ma, musiało ci się przywidzieć – powiedział do Katie spokojnie.
- Wiem, co widziałam i na pewno nic mi się nie przywidziało – stwierdziła Katie zestresowana.
- Więc jak wytłumaczysz to, że nic tutaj nie ma? – ojciec spojrzał na nią uważnie.
- Nie wiem, nie mam pojęcia – odpowiedziała mu.
- Wracajmy do domu – powiedział po prostu James i ruszył w stronę powrotną. Katie ostrożnie podeszła do wody,  jednak nic w niej nie zauważyła, więc i ona zaczęła wracać.


Piękna miłość, brzydka śmierć.

Pierwszy dzień szkoły. Miranda szła na niego bardzo podekscytowana, pełna nadziei, że ten rok będzie wyglądał inaczej, lepiej, niż w poprzedniej szkole. Szła na akademię w pięknej czarnej spódnicy i białej koszulce. Włosy miała rozpuszczone, a na twarzy malowała jej się radość pomieszana z niepokojem. Poprzedniej nocy zjawa nie wróciła, chociaż mimo wszystko dziewczynka ze strachem wpatrywała się w szafę. Usiadła na ławce, w Sali gimnastycznej. Widziała jak reszta klas powoli wchodzi do środka i rozsiadają się. Poczuła się niepewnie widząc, jak starzy znajomi śmieją ze swoich żartów, jak rozmawiają ze sobą na jakieś nieznane jej tematy. Zrobiło jej się przykro, ale pomyślała sobie, że niedługo i ona też będzie mieć przyjaciół. Uśmiechnęła się na tę myśl. Zaczynało robić się coraz cisze, miała zacząć się akademia.
Katie nie była z tego tak zadowolona. Ubrała się podobnie do młodszej siostry, jej czarne włosy były ułożone w koński ogon. Od razu ich dostrzegła, parę zakochanych, Amber i Jack, tak się nazywali, zdążyła się w tym szybko zorientować. Całowali się przed szkołą, później w środku, zdawało się, że nie mogą się od siebie oderwać. Katie patrzyła na nich z lekkim obrzydzeniem, ale i zazdrością. Nie miała chłopaka. Owszem, kolegów posiadała kilku, ale żaden z nich nie był miłością jej życia. Para oczywiście usiadła razem na akademii. Katie zajęła miejsce przed nimi, żeby tylko ich nie widzieć. Niestety, chociaż ich nie widziała, słyszała ich ciche szeptanie, całusy i ukrywany śmiech. Chciała, żeby ta akademia jak najszybciej się skończyła, żeby parka zniknęła jej z oczu.  
Dyrektor szkoły w końcu pojawił się przy mikrofonie, który był ustawiony przy ścianie na końcu Sali gimnastycznej.
- Witam was wszystkich w nowym roku szkolnym! – powiedział radośnie.  
Katie nie miała zamiaru tego słuchać, wyjęła słuchawki i wsadziła je do uszu. Włączyła swoją ulubioną muzykę, która zagłuszyła cały świat. Poczuła się lepiej, jak w domu, nie tym nowym, ale starym. Muzyka to fajny wehikuł czasu – pomyślała sobie z uśmiechem.  
Miranda słuchała słów dyrektora rozglądając się w poszukiwaniu swojej klasy. Zastanawiała się, z którymi osobami będzie się uczyć.
- Mam nadzieję, że ten rok szkolny będzie dla nas wszystkich spokojny i każdy z was wyniesie stąd jakieś nowe doświadczenia… - mówił dyrektor do mikrofonu. Jego przemowa powoli dobiegała końca, co oczywiście niezwykle ucieszyło uczniów. Nikt nie wydawał się szczególnie zainteresowany przemową na powitanie szkoły.  Po tej krótkiej przemowie wychowawcy klas zaczęli zbierać swoich uczniów. Miranda bez problemu odnalazła swoją klasę. Czuła stres, okropnie się bała. Przez cały czas powtarzała sobie w myślach „żeby mnie polubili”, na niczym nie zależało jej tak bardzo jak na tym.
Uczniowie udali się do swoich klas. Miranda niepewnie podeszła do jednej z koleżanek, która już zajęła swoje miejsce. Nie było już wolnych ławek, a musiała gdzieś usiąść.
- Przepraszam, mogę usiąść z tobą? – zapytała z niepewnym uśmiechem czarnowłosej dziewczynki z dwoma warkoczami.
- Jasne, siadaj – odpowiedziała jej radośnie – jestem Emily – przedstawiła się jej dziewczynka i podała dłoń Mirandzie, kiedy ta już zajęła miejsce.  
- Miranda – odpowiedziała jej z uśmiechem dziewczynka. Stres zaczął powoli z niej uciekać, czuła się dobrze, jednak mimo wszystko czuła się pot na całym ciele, tak bała się ponownego odrzucenia. Spotkanie z Emily ją ucieszyło, była szczęśliwa, że wszystko zaczyna się dobrze. Oby tak zostało – pomyślała sobie dziewczynka nie ukrywając swojego uśmiechu.  
Katie nie wiedziała na początku gdzie iść. Przez to, że wcześniej słuchała muzyki, nie słyszała, gdzie znajduję się jej klasa. W końcu jednak odnalazła ją i gdy weszła do środka zobaczyła coś, co od razu zepsuło jej humor. Tak, w jej klasie znajdowała się zakochana para. Tak, ta sama, którą spotkała przed szkołą i na akademii. Niezadowolona usiadła z przodu, zaraz przy biurku nauczyciela. Sama, tak jak chciała. Nauczycielka, młoda kobieta, oczywiście przywitała wszystkich z uśmiechem, jak zwykle, typowe rozpoczęcie roku szkolnego. Przedstawiła plan lekcji, dwie matematyki pod rząd w środę na początek dnia. Jak ja to wytrzymam? – pomyślała sobie Kate niezadowolona. Po wszystkim byli wolni. Trwało to krócej, niż dziewczyna się spodziewała. Ku jej zaskoczeniu podeszła do niej zakochana parka przedstawiając się jej. Powiedziała im swoje imię podając dłoń z niechęcią.
- Wybieramy się nad staw – powiedziała Amber radośnie – może chcesz się przyłączyć? – zaproponowała.
- I będziemy tam tylko we trójkę? – zapytała z podejrzliwością Kate.
- Oczywiście, że nie – zaśmiała się Amber – chodź, musimy się lepiej poznać, jeśli mamy razem spędzić szkołę – dodała.
Co mi szkodzi? – zapytała się w myślach dziewczyna.
- Jasne, pójdę z wami – odpowiedziała i cała trójka wyszła ze szkoły.

***

I dotarli na miejsce. Było ich sześciu, siedmiu, bo dołączyła do nich Kate. Oprócz Amber i jej chłopaka Jacka były tam jeszcze dwie inne pary. Katie spodziewała się tego, więc nie była zaskoczona tym widokiem.  
- Słuchajcie ludzie, to jest Kate, nasza nowa koleżanka! – Krzyknęła Amber, gdy tylko pojawiły się na miejscu.  Wszyscy spojrzeli na nią i przywitali się.
- Chcesz piwa?  - zapytał chłopak w czarnych włosach. Nie miał na sobie koszulki i był mokry, musiał przed chwilą pływać, pomyślała sobie.
- Nie, dzięki. I tak wpadłam tu tylko na chwilę – odpowiedziała mu dziewczyna.
Chłopak zrobił kwaśną minę, jakby urażony, ale zaraz po tym wzruszył ramionami i otworzył puszkę.  
- Powinnaś się wyluzować – powiedziała do niej dziewczyna w krótkich czarnych włosach – Jestem Chloe – przedstawiła się.
- Katie – dziewczyny podały sobie dłonie.  
Mężczyźni zebrali się w grupie i z rozbawieniem o czymś dyskutowali, jednak Kate nie miała pojęcia o czym. Widziała jak Jack, chłopak Amber, wypija kolejne piwo i powoli zaczynało już szumieć mu w głowie.
- No więc… Co tu robisz, Katie? – zapytała Chloe z ciekawością i lekkim uśmiechem popijając piwo. Za chwilę tylko ja będę tu trzeźwa, pomyślała Kate.
- Przeprowadziłam się z rodziną. Nasz poprzedni dom spłonął i chcieliśmy zamieszkać gdzieś dalej. Tam wszystko zaczynało się sypać – odpowiedziała jej.
- No cóż, przykro mi to słyszeć – Jednak nie było tego po niej widać. Mówiła tym samym wesołym tonem. – Ne chciałabyś się trochę pomoczyć? – zapytała uśmiechając się szeroko – woda nie jest taka zimna – dodała.
- Chyba nie bardzo mam ochotę – odparła i była to absolutna prawda. Właściwie chciała już zniknąć z tego miejsca.
Mężczyźni zaczęli skakać ze skały do wody śmiejąc się przy tym głośno. Amber podeszła do swojego chłopaka.
- Tylko nie zrób sobie krzywdy – zaśmiała się do niego.
Jack tylko się do niej uśmiechnął i spojrzał na nią jakby z wyższością.
- Masz, nagraj to – powiedział i podał jej telefon.
Dziewczyna zadowolona włączyła aparat i dała Jackowi znak, że wszystko się nagrywa.
Jack dopił resztę piwa i wyrzucił puszkę za skałę. Wziął duży rozbieg i skoczył. Zrobił fikołka w powietrzu ku uciesze jego znajomych, którzy zaczęli gwizdać i bić mu brawo wyraźnie rozbawieni. Chłopak wylądował w wodzie, jednak nie wypływał. Wszyscy zaczęli myśleć, że to kolejny żart ze strony Jacka. Amber wciąż wszystko nagrywała z uśmiechem na twarzy. Kate poczuła niepokój, jednak starała się tego nie okazywać.
- Czy to nie za długo już trwa? – zapytała w końcu, kiedy Jack wciąż nie wypływał.
W tym samym momencie woda zabarwiła się na czerwono od krwi.
- Jack! – Krzyknęła Amber i wskoczyła do wody. Szybko znalazła w niej swojego chłopaka. Z rozciętą głową, pływał po wodzie twarzą w dół. Dziewczyna zaczęła płakać i krzyczeć.  Kate w wyniku szoku straciła przytomność.  





Pozwól mi dziś umrzeć




Miranda siedziała w salonie i opowiadała mamie o swoim pierwszym wspaniałym dniu w szkole. Była taka radosna, gdy mówiła o nowej koleżance Emily, z którą siedziała w ławce. Była dla niej taka miła. Dziewczynka była bardzo podekscytowana, roześmiana i zadowolona  tego, co się wydarzyło.
- Już nie mogę się doczekać kolejnego dnia szkoły – dodała na końcu radośnie.
Matka patrzyła na nią z uśmiechem na twarzy. Cieszyła się, że jej córce w końcu się udało.
Miranda była tego dnia bardzo szczęśliwa. Cały czas śpiewała radosne piosenki i miała na twarzy uśmiech. Nawet jej oczy wydawały się wtedy bardziej radosne.  
Kate jednak nie było do śmiechu. Wróciła do domu dużo później niż siostra. Musiała rozmawiać z policją, która przyjechała na miejsce wypadku. Jej twarz była bardzo blada i gdy dziewczyna była już w domu, jej matka od razu to zauważyła.  
- Kate, co się stało? – zapytała kobieta zaniepokojona.  
- Zdarzył się pewien wypadek – mówiła powoli, wciąż była w szoku po tym wszystkim.
- Jaki wypadek? – Po tym pytaniu twarz Jessica zaczynała stawać się coraz bardziej blada.
- Poszłam… Z nowymi znajomymi nad staw. Wszystko było dobrze, ale nagle – zamilkła.
- Katie, powiedz co się stało – powiedziała do niej matka spokojnie głaszcząc delikatnie włosy córki.
- Chłopak skoczył ze skały. Rozciął sobie głowę. On po prostu umarł. Widziałam, jak jego ciało unosiło się na wodzie – odpowiedziała i zaczęła płakać.  
- To straszne – jessica była w szoku po tym, co usłyszała. Objęła córkę. Chciała, by ta choć trochę się uspokoiła.
- Później przyjechała policja, wszystkich przesłuchali i zabrali ciało – dodała nie przestając płakać – chyba nigdy tego nie zapomnę – stwierdziła.
- To na pewno było okropne przeżycie, ale postaraj się o tym nie myśleć – Jessica starała się jakoś pocieszyć córkę, ale nie bardzo wiedziała, co ma jej w tej sytuacji powiedzieć.
- Co się stało? – zapytała Miranda, gdy zobaczyła jak jej siostra płaczę, a matka ją przytula.
- Nic takiego, idź do siebie. Zaraz tam do ciebie przyjdę – powiedziała matka. Dziewczynka bez dyskusji poszła do siebie zastanawiając się, co się wydarzyło.  
- Wszystko będzie dobrze – Jessica wciąż starała się jakoś podnieść córkę na duchu. Dziewczyna nic jej nie odpowiedziała i przez jakiś czas obie kobiety siedziały w ciszy, która w tym momencie była wszystkim, czego Katie potrzebowała.  

***

Podczas kolacji Kate była już w miarę opanowana. Przynajmniej przestała płakać i przez chwilę na jej twarzy pojawił się mały uśmiech, kiedy Miranda po raz kolejny opowiadała o swoim pierwszym dniu w szkole. Ojciec słuchał wszystkiego z ciekawością, był wyraźnie zadowolony. Kate jednak nie bardzo chciała opowiadać mu o tym, co wcześniej się wydarzyło, wolała jak najszybciej o tym wszystkim zapomnieć, jakby nigdy się nie wydarzyło. Nie wiedziała, jak jutro będzie wyglądać nauka, czy w ogóle o jakiejkolwiek nauce będzie mowa. Kolacja upłynęła więc w pozytywnej atmosferze. Po wszystkim każdy poszedł w swoją stronę. Siostry do różnych pokoi, a ich rodzice zostali na dole w salonie
- Nie cieszysz się na nowy dzień w szkole? – zapytała Miranda z uśmiechem patrząc na siostrę.
- Jakoś nie bardzo – odpowiedziała jej dziewczyna z niezadowoloną miną.
- w porządku, ja już nie mogę się doczekać – odparła radośnie Miranda i nucąc jakąś wesołą piosenkę zamknęła drzwi do pokoju z którego jeszcze przez jakiś czas można było usłyszeć śmiech dziewczynki.
Jessica postanowiła na dobranoc zajrzeć do Kate.
- Jak się czujesz? – zapytała z troską.
- Już trochę lepiej, przynajmniej staram się o tym nie myśleć – odpowiedziała Kate.
- To dobrze. Mam nadzieję, że wiesz o tym, że nie była to twoja wina. Nie mogłaś nic zrobić – powiedziała matka.
- Wiem, chyba nikt nie mógł nic wtedy zrobić. Nikt się nie spodziewał, że dobra zabawa może skończyć się w ten sposób.
- W porządku. Spróbuj zasnąć, jutro będzie lepiej – Jessica wyszła z pokoju gasząc przy tym światło.  
Miranda przed snem zaczęła głaskać swoją lalkę zadowolona. W końcu, kiedy stwierdziła, że Anna wygląda już pięknie, postawiła ją na szafce obok łóżka. Spojrzała na nią ostatni raz z uśmiechem, zanim zgasiła światło. W końcu znów zrobiło się ciemno.
Obudziła się w nocy słysząc skrzypienie drzwi od szafy. Kiedy się kładła była zamknięta, a teraz mogła zajrzeć do jej wnętrza. Drzwi chwiały się wydając przy tym głośne skrzypienie. Miranda znów zaniepokojona zaczynała powoli chować się pod kołdrę. W końcu zauważyła w środku jakiś ruch, białej postaci, która zaczęła wychodzić ze środka. Dziewczynka błyskawicznie całkowicie zniknęła pod kołdrą. Zamknęła oczy słysząc kroki obok łóżka.
- Jesteś tutaj? – zapytała postać delikatnym dziewczęcym głosem – proszę wyjdź, nie chcę ci zrobić krzywdy. Chcę się tylko pobawić – mówiła.
Miranda jednak nie mogła wydobyć z siebie żadnego dźwięku.
- Proszę, wyjdź – postać coraz bardziej zbliżała swoją twarz do dziewczynki.  
- Tato! – krzyknęła w końcu mała przerażona nie wychodząc spod kołdry – Tato! Tato! – Krzyczała cały czas płacząc. Postać zaczęła cofać się do szafy z trzaskiem zamykając drzwiczki.
W końcu w pokoju znalazł się James.
- Miranda, skarbie, co się stało? – zapytał widząc zapłakaną córkę.
- Potwór, znowu wyszedł z szafy – odpowiedziała mu nie mogąc się uspokoić.
- Znów musiało ci się coś przyśnić – mówił James spokojnie, chcąc uspokoić córkę. Podszedł do szafy i otworzył drzwi.
- Tu nikogo nie ma, widzisz? – zwrócił się do córki, która już lekko uspokojona zajrzała w głąb szafy, w której oprócz ubrań nie było nic innego.
- Mogę dzisiaj spać z wami? – zapytała z nadzieją.
- W porządku, chodź – odpowiedział jej James.
Dziewczynka najszybciej jak mogła zabrała swoją lalę i uciekła z pokoju.


***
Nie mogła spać, cały czas myślała o tym, co dzieję się w jej pokoju. Nie chcę już więcej do niego wracać, myślała sobie leżąc między rodzicami i próbując zasnąć. Zamknęła oczy i w końcu jej się to udało.
Obudziła się rano, zapominając znów o wydarzeniach poprzedniej nocy. Była szczęśliwa, czekał ją kolejny dzień w szkole. Miała nadzieję, że dziś uda jej się lepiej poznać wszystkie dzieci z którymi będzie się uczyć w jednej klasie. Ubrała na siebie dżinsowe spodnie i czerwoną koszulkę ze srebrnym serduszkiem na środku. Jessica ułożyła jej włosy w koński ogon i mała była gotowa do wyjścia.  
Podczas śniadania Miranda wydawała się bardzo niespokojna i zadowolona. Nie mogła doczekać się szkoły.  
Kate nie czuła takiej radości. W nocy śnił jej się moment śmierci Jacka. Podeszła do niego, a on patrzył na nią swoimi białymi oczami. Chociaż bardzo się starała nie mogła zapomnieć o tym wszystkim, jednak jej twarz nabrała znów kolorów, nie była taka blada jak w chwili, gdy poprzedniego dnia wróciła do domu.
- Zawiozę was – zaproponował ojciec wstając od stołu. I tak musiał jechać do pracy, mógł po drodze zawieźć dzieci do szkoły.
Miranda ucieszona wzięła plecak i usiała na tylnym siedzeniu samochodu. Kate uczyniła to samo, jednak bez większego pośpiechu. Bała się tego dnia. Wiedziała, że atmosfera w klasie będzie dość ponura i smutna, a ona nie chciała wracać do wydarzeń z poprzedniego dnia.
W końcu James usiadł za kierownicą, odpalił samochód i ruszył.
Miranda podekscytowana patrzyła przez okno zastanawiając się, co będzie dziś się działo w szkole.
- Widzę, że się cieszysz – odezwała się Kate do siostry. Mała oderwała wzrok od okna i spojrzała na nią
- Bardzo, mam nową koleżankę, Emily – pochwaliła się z radością.
-Wiem, wczoraj mówiłaś o niej przez cały dzień – odpowiedziała jej siostra i lekko się uśmiechnęła.
Przez chwilę w samochodzie znów panowała cisza.
- A ty masz już jakichś przyjaciół? – zapytała nagle Miranda patrząc na siostrę z oczekiwaniem.
- Sama nie wiem, nie znam ich zbyt długo. Poznaliśmy się wczoraj, więc ciężko stwierdzić – odparła trochę pochmurniejąc. Mimo, że jej starzy przyjaciele wydawali się o niej zapomnieć, ona i tak chciała wrócić do poprzedniej szkoły i byłego miejsca zamieszkania.
- Pewnie jeszcze się poznacie – dodała Miranda i lekko się uśmiechnęła. Chciała jakoś pocieszyć swoją siostrę i miała nadzieję, że właśnie tak się stało.
W końcu James dojechał do szkoły. Miranda szybko wyskoczyła z samochodu i pobiegła do swojej klasy. Kate powoli zrobiła to samo.
Miranda od razu się ucieszyła, gdy zobaczyła Emily.
- Cześć – powiedziała do niej radośnie wyciągając dłoń na przywitanie.
- Cześć  - odpowiedziała jej Emily witając się.
- Co dziś będziemy robić? – zapytała Miranda. Starała się jakoś ukryć swoje podekscytowanie tym, że w końcu ktoś ją polubił.
- Nie wiem, pewnie się uczyć – odpowiedziała Emily lekko rozbawiona tym pytaniem.  
Miranda lekko się zawstydziła, ale mimo wszystko i tak uśmiechnęła się do Emily siadając obok niej w ławce.
- No tak, w końcu jesteśmy w szkole – Emily tylko spojrzała na Mirandę ze zdziwioną miną nic się jednak nie odzywając. Do klasy wszedł nauczyciel i zaczęła się lekcja.
Kate siedziała w swojej ławce nie odzywając się do nikogo. W klasie panowała cisza, dokładnie tak, jak się tego spodziewała. Pięknie zaczyna mi się nowy rok szkolny, pomyślała sobie.
- Wiecie o wczorajszym wypadku – odezwała się nauczycielka, Pani Alice, kobieta po czterdziestce z blond włosami. – Wiem, że wszystkim wam jest teraz ciężko – mówiła udając współczucie – ale nie możecie się załamywać. W szkole cały czas jest psycholog, gdyby ktoś z was go potrzebował, nie wahajcie się. Może dzięki temu poczujecie się lepiej – zakończyła uśmiechając się lekko do wszystkich. Kate od razu zauważyła, że kobieta jest dość miła. Jej poprzedni nauczyciele ani trochę jej nie przypominali. Dziewczyna zauważyła, że Amber jest nieobecna. Nic dziwnego, w końcu wczoraj zginął jej chłopak.
- Nie chcę was zamęczać – po krótkiej ciszy w końcu odezwała się nauczycielka Alice – Ale musimy zacząć przerabiać materiał. Dzięki temu zapomnicie choć na chwilę o wczorajszej tragedii.
Kobieta zachowywała się tak, jakby sama nie wiedziała, co powiedzieć, jednak mimo wszystko próbowała powiedzieć coś miłego.
Cała lekcja minęła w cichej i ponurej atmosferze. Dla Kate to wszystko zaczynało być coraz bardziej smutne i dołujące. Już po pierwszej lekcji miała ochotę uciec jak najdalej od szkoły.

***

- Co ta nowa cały czas od ciebie chce? – Jake podszedł na przerwie do Emily. Chłopak miał krótkie czarne włosy, zawsze uważany był za największego żartownisia w klasie.
Miranda poszła na przerwie do biblioteki. Lubiła czytać i chciała przy okazji pozwiedzać nową szkołę.
- Po prostu rozmawia ze mną, dziwi cię to? – spojrzała na niego jakby zszokowana siedząc na długiej ławce pod ścianą. Jake przysiadł się do niej.
- Co byś powiedziała… Jakby zrobić jej chrzest? W końcu jest tu nowa, musimy ją jakoś przywitać – uśmiechnął się złowrogo.
- Dajcie jej spokój, jest miła, a już widzę po twojej głupiej minie, że szykujecie coś złego – Stwierdziła Emily niezadowolona.
- Przestań, każdy musiał przez to przejść, więc czemu niby nie ona? – rozłożył ręce pokazując, że nic z tego nie rozumie – widać, że cię polubiła. Przyprowadź ją później pod śmietnik, będzie zabawnie.
- Nie, odwal się – wstała i chciała odejść od chłopaka. On jednak nie zamierzał się poddać.
- Nie bądź taka, nie chcemy jej przecież zrobić nic złego. Tylko trochę się powygłupiamy i tyle, obiecuję – powiedział znów pojawiając się przed koleżanką.
- Najpierw powiedz mi, co w ogóle chcecie jej tam zrobić – dziewczyna stanęła ze skrzyżowanymi rękami. Nie zamierzała ustąpić.
- To tajemnica, ale nie będzie to nic strasznego – obiecywał chłopak.
-Nie, dopóki nic mi nie powiesz, nie masz co liczyć na moją współpracę – dziewczyna ominęła stojącego chłopaka i ruszyła do damskiej toalety. Jake nie mógł jej tam zatrzymać.  
Postanowił więc załatwić to samemu. Poszedł do biblioteki i od razu zauważył tam Mirandę.
- Cześć, jestem Jake – przedstawił się jej wyciągając dłoń.
- Miranda – dziewczynka uścisnęła mu rękę zadowolona, że ktoś inny chce się z nią zaprzyjaźnić.
- Mamy tu w klasie taką tradycję, że jak pojawia się w niej ktoś nowy, to robimy mu taki chrzest – zaczął – to nic strasznego, zwykła zabawa – uśmiechnął się do niej życzliwie – dla ciebie też coś przygotowaliśmy. Przyjdź po lekcjach pod śmietnik, będzie fajnie – zapewnił.
- A co będzie się tam działo? – zapytała dziewczyna z lekkim niepokojem.
- To niespodzianka. Gdybym teraz ci powiedział, cały plan by się nie powiódł – mówił Jake z tym samym uśmiechem – Wiec jak będzie, przyjdziesz? – zapytał.
- Zastanowię się, ale dziękuje za zaproszenie – odpowiedziała mu Miranda radośnie.
- Nie ma sprawy – chłopak skłonił się jej i wywołało to śmiech u dziewczynki. Następnie wyszedł z biblioteki. Czuł, że wszystko zaczyna przebiegać zgodnie z planem.
Zadzwonił dzwonek i Miranda wróciła do swojej klasy. Znów usiadła obok Emily.
-Jake zaprosił mnie dziś na jakiś chrzest. Podobno każdy nowy musi go przejść – odezwała się dziewczynka z uśmiechem.
- To idiota, nie radzę ci tam iść – skrytykowała ją koleżanka.
- Dlaczego? – zapytała Miranda z niepokojem. Jej uśmiech nagle zniknął z twarzy.
- Po prostu. On i jego koledzy zawsze znajdą sobie świetny sposób na zabawę – odpowiedziała jej.
- Mówił, że nic mi się nie stanie – Miranda nic z tego nie rozumiała.
- O matko, ja cię tylko ostrzegam, zrobisz co zechcesz.
Dziewczynka zamilkła, gdyż do klasy wszedł nauczyciel. Miranda zastanawiała się, czy udać się po lekcjach na spotkanie. Chciała mieć nowych przyjaciół, więc postanowiła zaryzykować. W końcu tym razem wszystko miało być dobrze.
***
- Ty jesteś Kate, tak? – podeszła do niej jakaś dziewczyna w rudych włosach. Miała piegi na twarzy.
- Tak, a o co chodzi? – zapytała ją dziewczyna zaniepokojona
- Jestem Samara – przedstawiła się ruda – Byłaś tam wczoraj, wtedy jak… Jack zginął.
- Czego ode mnie chcesz? – dziewczyna nie rozumiała i zaczynała się już tym wszystkim denerwować.
- Urządzamy czuwanie nad stawem w którym… Doszło do tej tragedii – zawahała się – Wiem, że nie znałaś go zbyt długo, ale będzie tam cała klasa, więc chcielibyśmy, żebyś przyszła.
Kate zaczęła się zastanawiać nad tą propozycją. Nie chciała się wyłamywać, jako jedyna z całej klasy.
- Kiedy chcecie to zrobić? – zapytała już wiedząc, że zamierza na nie przyjść.
- Dziś wieczorem. Chcemy zacząć o dwudziestej – odpowiedziała jej dziewczyna – Przyjdziesz? – zapytała i spojrzała na nią z oczekiwaniem.
- W porządku, przyjdę – Kate uśmiechnęła się lekko do Samary, na co dziewczyna odpowiedziała jej tym samym.
Kate usiadła sama na ławce, nie miała ochoty z nikim rozmawiać. Chciała sobie przemyśleć wszystkie te wydarzenia.
- Policja chcę z tobą rozmawiać. Są w gabinecie dyrektora – Przerwał jej nagle głos mężczyzny. Chłopak był z jej klasy.
- Dlaczego? Już wszystko im powiedziałam – nie rozumiała.
- Nie wiem, kazali mi po prostu to przekazać i tyle – odpowiedział jej niepewnie, nieśmiało, co lekko zdziwiło dziewczynę.
- Nawet nie wiem, gdzie jest ten gabinet – stwierdziła cicho.
- Zaprowadzę cię – zaproponował chłopak z radością – mam na imię Samuel – przedstawił się.
- Kate, ale pewnie już to wiesz .
Chłopak uśmiechnął się niepewnie.
- Idziemy? – zapytał.
Dziewczyna skinęła mu głową i już po chwili znalazła się w gabinecie dyrektora. Usiadła na krześle i spojrzała na dwóch policjantów w marynarkach.
- Jak doszło do wypadku – zapytał policjant w średnim wieku. Miał długie i kręcone wąsy.
- Opowiadałam to wszystko już wczoraj – odparła Kate.
- Wiemy, ale chcemy dokładnie ustalić, co się stało – odparł ten drugi. Wcześniej się jej przedstawili, ale Kate już zapomniała ich imion.
- Co tu ustalać? Facet skoczył ze skały i wpadł do wody – odpowiedziała zdenerwowana całą sytuacją.
- Czyli chcesz nam powiedzieć, że Jack po prostu się utopił? – zapytał znowu ten z wąsem.
-Chyba nie, w wodzie pojawiła się krew. Musiał w coś uderzyć – dziewczyna zastanawiała się, dokąd zmierzają te pytania.
- Owszem, ma rozciętą głowę. Czy zauważyłaś tam coś jeszcze? Czy ludzie zachowywali się tam jakoś dziwnie? – zapytał ten sam gliniarz.
- Dziwnie? – Kate była zaskoczona – nie, chyba nie. Sama nie wiem, znam ich dopiero od wczoraj – odpowiedziała im zdziwiona tym pytaniem.
- To wszystko, Kate, możesz wracać na lekcję. Dziękujemy za współprace – powiedział jej policjant i otworzył drzwi. Dziewczyna wyszła zastanawiając się o co w ogóle chodzi.

***
Miranda miała dziś mało lekcji. O godzinie jedenastej była już wolna i mogła iść do domu. Jednak zamiast do niego postanowiła udać się pod śmietnik zastanawiając się, czemu chłopiec wybrał tak dziwne miejsce na jej chrzest. Czuła niepokój, ale mimo wszystko chciała zaryzykować. Skoro Emily była dla niej tak miła, jak wcześniej nikt inny, to czemu tamten chłopiec miałby zrobić jej coś złego?
Z tymi myślami dziewczynka szła, była już blisko i zobaczyła ich. Czekali na nią, uśmiechnięci, zadowoleni. Była ich czwórka. Jaka znała ze swojej klasy. Drugiego chłopaka też z niej kojarzyła, ale nie pamiętała jego imienia. Pozostałej dwójki nigdy wcześniej nie widziała na oczy. To obudziło w niej większą czujność.
- Nic mi nie zrobią – powiedziała cicho do siebie – to będzie tylko zabawa – chciała dodać sobie otuchy i szła dalej, aż w końcu dotarła na miejsce.
- Jesteś w końcu. Już myślałem, że nie przyjdziesz – powiedział Jake ucieszony, kiedy ją zobaczył.
Dziewczynka uśmiechnęła się do niego. Niepokój zaczął ją powoli opuszczać.  
- Przyszłam – odpowiedziała – więc… Co teraz? – zapytała nie bardzo wiedząc czego ma się spodziewać.
- Spokojnie, będzie dobrze. Chodź ze mną – powiedział do niej łagodnie wciąż się uśmiechając. Pozostała trójka patrzyła na nich śmiejąc się pod nosem i starając się to ukryć. Miranda zauważyła to i znów się zaniepokoiła.
- Na pewno nie chcecie mi nic zrobić? – zapytała z niepokojem rozglądając się po wszystkich obecnych.
- Nie, zobaczysz, że to będzie po prostu dobra zabawa – mówił do niej tym samym spokojnym  tonem.  
Miranda czuła niepokój, jednak w końcu znalazła się blisko kontenera na śmieci. Chłopcy patrzyli na nią wciąż próbując ukryć swój śmiech.
„uciekaj”. Miranda słyszała w głowie głos. Słyszała go zawsze w podobnych sytuacjach. „Uciekaj”, powtarzał jej bez przerwy, jednak Miranda postanowiła go zignorować. Chciała znów zaufać ludziom.
- W kontenerze znajduje się papierowy kluczyk, taki jak ja i Rob mamy na szyi – wskazał na kolegę z klasy – jeśli go znajdziesz, staniesz się oficjalnie członkiem naszej klasy i naszą dobrą przyjaciółką – mówił jej chłopiec.
- W środku nie ma za wiele śmieci, nie musisz się więc nimi przejmować. Śmieciarka właśnie odjechała z całą zawartością, więc jest tam pusto. Jedyne co musisz zrobić, to po prostu wejść do środka i przynieść ten kluczyk. Na pewno znajdziesz go bez problemu – uśmiechnął się do niej chłopiec.
- Mam… Tam wejść? – zapytała z narastającym niepokojem.
- Nie musisz, jeśli nie chcesz należeć do naszej paczki, możesz po prostu stąd iść – odpowiedział jej chłopiec. Reszta stała w milczeniu czekając na rozwój wydarzeń.
- W porządku, zrobię to – odparła Miranda.  
-Zuch dziewczyna – powiedział Jake wyraźnie ucieszony jej decyzją.  
Dziewczyna zaczęła wschodzić na kontener. Jeden z chłopaków, wyraźnie starszy od pozostałych wyciągnął telefon nagrywając wszystko z ukrycia.
Mała w końcu znalazła się w środku rozglądając się w poszukiwaniu kluczyka.
- Znalazłam! – krzyknęła ucieszona.
W tym samym momencie pokrywa zamknęła się i zapanowała ciemność.
- Co robicie? Wypuście mnie, proszę! – krzyczała spanikowana dziewczynka, jednak wewnątrz słyszała tylko śmiech chłopców.  
Zaczęła płakać i bić dłońmi w kontener.
- Proszę, wypuście mnie – płakała coraz bardziej przestraszona. W końcu nie mogła się już opanować, rozpłakała się na dobre. Płakała tak bardzo, że nie mogła nawet złapać oddechu. „Dlaczego znowu to się dzieję, co ja im zrobiłam?” Pytała siebie w głowie, jednak nie dostała żadnej odpowiedzi.
- Co wy jej robicie? – usłyszała głos Emily, która biegła w jej stronę – Otwórzcie to! – krzyknęła na chłopaków – jesteście nienormalni – dodała otwierając pokrywę.
- Miranda, nic ci nie jest? – zapytała ją dziewczyna. Jednak Miranda nawet nie słyszała jej pytania. Gdy tylko wyszła pobiegła przed siebie chcąc znaleźć się jak najdalej stąd, jak najdalej od kogokolwiek.  




Ostatnia bajka na dobranoc


Kate wyszła ze szkoły po wszystkich swoich lekcjach. Podeszła do Chloe. Dziewczyny, którą poznała tego nieszczęśliwego dnia, w którym doszło do tego nieszczęśliwego wypadku. Wiedziała, że ona też była przesłuchiwana przez policję.
- Nie wydaje ci się, że policja zadaje dziwne pytania? – zapytała ją Kate
- Nie wiem, może po prostu tak ma być. W końcu chcą jak najlepiej ustalić, co się stało – odpowiedziała dziewczyna z wyczuwalnym smutkiem. Widać, że znała się z chłopakiem już bardzo długo i jak pozostali przeżywa jego śmierć.
- Rozumiem to, ale mam wrażenie, jakby coś sugerowali – zastanawiała się Kate.
- Co masz na myśli? – dziewczyna spojrzała na nią nie rozumiejąc.
-No wiesz, pytali mnie o to, czy widziałam coś podejrzanego. Jakby… To nie był zwykły wypadek – nie wiedziała jak ma to powiedzieć.
-Nie znam się na policyjnej pracy, może po prostu muszą dopełnić wszystkie formalności – stwierdziła dziewczyna obojętnie. – Śpieszę się, będziesz dzisiaj na czuwaniu? – zapytała
-Tak, będę – odparła Kate.
- Świetnie. Nie spóźnij się – Chloe ruszyła szybciej w swoją stronę, a Kate poszła do domu.
- Coś się stało Mirandzie – powiedziała poruszona matka, gdy tylko Kate weszła do środka.
- Wróciła ze szkoły zapłakana. Zamknęła się w swoim pokoju i nie chce ze mną rozmawiać – dodała Jessica wyraźnie zmartwiona całą sytuacją.
- Spróbuję z nią porozmawiać – powiedziała Kate i ruszyła do pokoju siostry.
Zapukała do drzwi słysząc szloch Mirandy za nimi. Dziewczynka nawet nie reagowała na to, że ktoś chce wejść do jej pokoju.
- Miranda, otwórz. Chcę z tobą porozmawiać – powiedziała Kate spokojnie wciąż pukając.
- Zostaw mnie – odpowiedział jej zapłakany głos siostry.
-Powiedz mi, co się stało – nie ustępowała dziewczyna, jednak nie dostała odpowiedzi od siostry.
- Miranda? – powiedziała spokojnie i przez chwile panowała cisza.
- Zostawcie mnie, proszę – Miranda nie chciała nikogo wpuszczać.
- Cały czas tak jest – powiedziała Jessica, która stała obok córki – boję się, że sytuacja z poprzedniej szkoły znów się powtórzyła – była załamana tym faktem.
- Nie, może stało się coś innego. Na pewno nam to powie, ale dajmy teraz chwilę spokoju, w końcu sama wyjdzie – stwierdziła Kate i zeszła do salonu.
Jednak Miranda nie wyszła z pokoju nawet na kolacje. Zdesperowana matka położyła jej jedzenie przed drzwiami. Kiedy chciała znów porozmawiać z córką, po raz kolejny usłyszała tylko, żeby zostawiła ją w spokoju. Talerz z jedzeniem szybko zniknął wewnątrz pokoju Mirandy, jednak drzwi znów zostały zamknięte na klucz. Mała siedziała w swoim pokoju na łóżku trzymając w dłoni Anne i głaszcząc ją spokojnie. Powoli jadła zupę cały czas czując w oczach łzy.
- Nie wiemy co robić – powiedziała Jessica do męża, gdy ten wyszedł z pracy – siedzi tam zamknięta odkąd wróciła ze szkoły, nie chce z nikim rozmawiać – dodała.
James wyglądał na zmartwionego całą sytuacją. Podszedł do pokoju córki i zapukał do drzwi, jednak dziewczynka wciąż nie wykazywała chęci na rozmowę. W końcu jednak drzwi się otworzyły i stanęła w nich Miranda z czerwonymi od płaczu oczami i śladami po łzach na policzkach.
- Mamo, mogę jutro nie iść do szkoły? – zapytała płaczliwie.
- Ale co się stało? – zapytała z troską kobieta.
- Oni mnie tam nie lubią – znów zaczęła płakać zamykając się w pokoju.
Jessica spojrzała na męża. Tak bardzo nie chciała, żeby wszystko zaczęło się od nowa.  

***
Miranda nie mogła zasnąć. Cały czas miała przed oczami scenę, która rozegrała się dziś w szkole. Nie spodziewała się tego, tak bardzo pragnęła, żeby wszystko okazało się tylko złym snem. Ale niestety była to prawda i to bolało ją najbardziej. Nie wiedziała nawet, co myśleć o Emily, w końcu to ona ją stamtąd wyciągnęła. Nie chciała się do niej odzywać. Bała się tego, że dziewczynka zaprzyjaźniła się z nią tylko dlatego, żeby później wykorzystać ją w kolejnym żarcie, ku radości wszystkich osób w klasie. Ta myśl sprawiała, że skręcało ją w żołądku, było jej niedobrze. Cały czas czuła, że nigdy nie uda jej się znaleźć żadnych przyjaciół, na zawsze zostanie sama, skazana na wieczne pośmiewisko. Nie chciała takiego życia, chciała je zakończyć, jak najszybciej, by już nigdy tak nie cierpieć, by nie musiała przeżywać tego co dziś za każdym razem, gdy tylko spróbuje się do kogoś zbliżyć.
Nagle drzwi szafy zaskrzypiały. Miranda wiedziała co to znaczy. Widziała, jak powoli się otwierały, a z szafy po rak kolejny wychodzi biała dziewczynka, której wcześniej tak bardzo się bała.
Podchodziła powoli do łóżka Mirandy. Miała długie włosy sięgające jej do pasa, białą sukienkę i przyjaźnie wyglądającą łagodną twarz. Wszystko miała białe, nawet oczy nie miały innych kolorów, tylko biel.
Wyglądała na jakieś dwanaście lat i nie sprawiała złego wrażenia, przeciwnie.
Miranda patrzyła na nią. Tej nocy nie chowała się pod kołdrę, tej nocy było jej wszystko jedno.
- Płaczesz – stwierdziła dziewczynka patrząc na Mirandę swymi białymi oczyma – ja też płakałam. Wiem co się dziś stało – mówiła łagodnie. Jej głos w jakiś sposób dodał Mirandzie otuchy.
- Skąd… Skąd wiesz? – zapytała Miranda niepewnie.  
- Mnie też nie lubili w szkole – odpowiedziała jej dziewczynka swym łagodnym głosem wciąż wpatrując się w Mirandę.
- Naprawdę? – zapytała dziewczynka.
- Tak, ale nie musisz się tym przejmować. Chcę zostać twoją przyjaciółką. Czasem wystarczy tylko jedna osoba, by świat znów stał się piękny – powiedziała biała dziewczynka.
- Chcesz się ze mną zaprzyjaźnić? – zapytała z uśmiechem.
- Ja…Tak, chciałabym – odpowiedziała Miranda niepewnie.
- Cieszę się – twarz białej dziewczynki rozpromieniła się na te słowa – jestem Jane – przedstawiła się.
- A ja Miranda – powiedziała z uśmiechem.
- Miło mi cię poznać. Chcesz się ze mną pobawić? – zapytała Jane zadowolona.
- Tak – odpowiedziała Miranda.

Koniec części I

Dodaj komentarz