Do zakochania jeden krok cz. 2

Ponieważ to jest bardzo krótkie (i nic szczególnie ciekawego tu nie ma :P ), wieczorem dodam kolejną część :)
_______




Śpi mi się tak dobrze że nie mam ochoty otwierać oczu, więc tego nie robie. Próbuję sobie przypomnąć co mam dziś zrobić. Przypimna mi się mój sen. Szukam telefonu pod poduszką. Nie ma go tam. Otwieram oczy i zrywam się jak oparzona. Dociera do mnie że to nie był sen. Schodzę z łóżka i przemykam do łazienki, bo mój pęcherz grozi katastrofą. Kiedy wchodzę do kuchni, chłopak nakłada jajecznicę na drugi talerz.
-Dzień dobry, dobrze się spało?
-Pamiętasz co ci mówiłam na temat dotykania mnie?
-Tak. Jedz bo zimne nie będzie dobre. – mówi do mnie jak byśmy byli starym dobrym małżeństwem. Dziubię jajecznicę widelcem. Jest idealna i usmażona na bekonie. Nie odpowiadam. Jestem zła na siebie że nie poszłam wtedy na około. Nie znalazłabym się wtedy w tej idiotycznej sytuacji. Powinnam być teraz w pracy. Kurwa!
-Chyba jesteś coś nie w humorze -wlepia we mnie te niebieskie oczy. Białka ma czerwone. Dziwnie wygląda. Odpowiadam mu bardzo spokojnym, opanowanym głosem, chociaż najchętniej rozwaliłabym mu ten zakuty łeb :
-Tak. Nie jestem w humorze. Mam kurwa prawo nie być. Przez to, że ważysz tyle co wóz węgla, podarła się moja ulubiona sukienka, a z moimi nogami nie założę żadnej przez najbliższy miesiąc. Do tego, bardzo inteligentnie uprałeś mój telefon. Jak by było mało, to powinnam teraz być w pracy, a skoro mnie tam nie ma, to właśnie zasiliłam grono bezrobotnych. Więc z czego mam się cieszyć? - jego oczy zrobiły się jakieś takie smutne.
-Przepraszam. Nie chciałem. Nie musiałaś mi jednak pomagać. Mogłaś przejść obok. Jestem tylko obcym kolesiem. Wynagrodzę ci to jakoś. Czemu mi wogóle pomogłaś? Mogłem być gwałcicielem, mordercą, zboczeńcem lub innym psycholem. Nie boisz się?
-Wyobraź sobie kurwa, że NIE. Nie bałam się. Teraz też się nie boję. Czemu ci pomogłam? Nie wiem. To był impuls. Może po to żeby nie mieć wyrzutów sumienia? – przez chwilę milczy.
-Zjedz, to odwiozę cię do domu. A tak w ogóle, to Rafał jestem. – mówi. Przez chwilę zastanawiam się czy podać mu prawdziwe imię.
-Marta – przedstawiam się zgodnie z prawdą. Jem po mału. On kończy pierwszy. Pakuje do reklamówki moje rzeczy, które miałam wczoraj na sobie. Biorę torebkę i wychodzimy. Żadne z nas nic nie mówi. Zapamiętuję numer bloku i nazwę ulicy. Ubrania zwrucę mu pocztą. Nie chcę żeby wiedział gdzie mieszkam, więc wysiadam na osiedlu obok i wchodzę do nie swojego bloku. Siedzę 15 minut na schodach, po czym wychodzę i idę do siebie.

3 660 czyt.
1072886% 7
DziecieChaosu

DziecieChaosu opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 483 słów i 2712 znaków. ·

Komentarze (2)

 
  • Paulaa

    ~Paulaa · ip:213.158.221.* · 24 kwi 2015

    Cudowne opowiadanie

  • Madierka

    Madierka 24 kwi 2015

    Nielogiczne, że nie chce podawać Rafałowi gdzie mieszka, ale jeśli wyśle ubrania pocztą i tak poda swój adres w rubryce nadawcy