Do zakochania jeden krok cz. 21

Sobota:
Otwieram zaspane oko i widzę że Niebieskooki mi się przygląda. Od razu wyczarowuje ten swój zawadiacki uśmiech i mnie nim zaraża. Czuję miarowe bicie swojego serca. Przyklejam się do zbyt słodkiej herbaty, którą pogardziłam wczoraj, a później przytulam się mocno do Rafała, a on ochoczo mnie przyciąga i cmoka w czoło. Wdycham jego cudowny zapach. Ma lekko spocone ciało, podobnie jak ja. Żadne z nas nic nie mówi, ale ta cisza nie jest niezręczna. Leżąc w tych ramionach jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie. W moich żyłach wciąż krążą resztki alkoholu, którego nie wypiłam wczoraj wiele, ale mój mózg i takich pracuje strasznie powoli. Zastanawiam się czy to co czuję do Rafała, to już jest miłość. Łatwo to pomylić z pożądaniem. Może tylko głębokie zauroczenie? Krótko trwała fascynacja? Moje wybredne serce mówi że go kocham, ale ono jest nieprzewidywalne i często zmienia zdanie. Jest głupie jak but. Być może za trzy miesiące już nic nie będę czuła do Rafała? Już mi się tak kiedyś zdarzyło. Myślałam że to jest to, serce się podniecało jak dziecko lizakiem i nagle chuj bombki strzelił. Uczucia z dnia na dzień znikły. Czaru maru i wyparowały. Czułam się później podle, bo tamten chłopak robił wszystko żeby mnie uszczęśliwić i był we mnie szaleńczo zakochany. Spotkaliśmy się pół roku później na osiemnastce Wojtka. Przyszłam wtedy cholernie spóźniona. Od razu rzucił do kolegów: "Dla mnie impreza skończona". I sobie poszedł. Było mi wtedy przykro jak diabli że go tak skrzywdziłam. Chłopacy mi później powiedzieli, że przez trzy miesiące prawie nie wychodził z domu. Ależ ja wredna jestem. A pfe!  
  Rafał bierze moją dłoń i przystawia mój wskazujący palec do mojego policzka.
- Pomyśl życzenie - prosi. Pogięło go, czy jak? Ma halucynacje i spadające gwiazdy mu się zwidują? Poczuł magię świat w czerwcu!? Wczoraj nie pił, to może wpieprzył jakieś grzybki cichaczem!? Cholera go tam wie, czym on się karmi.
- Po co? - pytam.
- No pomyśl - mruczy. A co mi tam. Pierwsze co mi przychodzi na myśl to: "Chciałabym żebyś mnie pokochał." Ale co jeśli ja nie pokocham jego? Poza tym mam wrażenie że on już mnie kocha, pomimo tego co o nim mówią. No więc coś innego. "Chciałabym się w Tobie zakochać."
- Już - odpowiadam, a on odciąga moją dłoń. Na palcu mam rzęsę.
- Odeszła z palcem, spełni się - mówi. Mam taką nadzieję, romantyku od siedmiu boleści. - Czego sobie życzyłaś? - pyta i przygląda mi się.
- Abyś mnie częściej przytulał - odpowiadam, a on mnie na chwilę boleśnie miażdży, swoimi ramionami. Tak, że tracę na moment oddech. Romantycznie kurwa!
- Tak od serca może być? - śmieje się głupie bydle. Odruchowo chcę go za karę połaskotać, ale w porę sobie przypominam że ten cudowny facet nie ma łaskotek. Więc gryzę go w ucho. Mocno, ale tak żeby nie przeciąć skóry. O dziwo nie odpycha mnie, tylko całuje. Drapie mnie powstałym już zarostem. Zawsze mnie to denerwowało i wolałam gładko ogolonych facetów. Teraz jest inaczej. Ta delikatna szorstkość cholernie mnie podnieca. Uczucie jest tak przyjemne, że promieniuje aż do dołu mojego brzucha. On też jest podniecony. Jego sprzęcik mnie atakuje.
- Czemu śpisz nago? - pytam, gdy się ode mnie odkleja.
- Bo lubię spać po nagu. Przyzwyczaisz się - wzrusza ramionami, a moje serducho od razu bije szybciej. "Widzisz, wcale nie chce cię na krótko." - ogłasza nie przerywając terroryzowania płuca. "Ciekawe czy wszystkim to mówił." - mózg kręci głową z rezygnacją. - A ty w czym śpiuchasz na co dzień? - pyta Rafał.
- Też nago - szczerzę się.
- Więc co to robi na tobie? - Naciąga i puszcza ramiączko mojego stanika.
- Ałć! Ładnie wygląda - odpowiadam z udawaną urazą w głosie, a on się uśmiecha jeszcze szerzej.
- Wolę cię bez tego - kładzie dłoń na mojej opakowanej piersi.
- A kogo obchodzi, co ty wolisz!? Znasz się jak świnia na petardach - mówię ze śmiechem, a ten mściwy prostak szturcha mnie pod żebro.
- Więc nie obchodzi cię co ja wolę? - pyta. Specjalnie na spotkanie z nim kupiłam bieliznę, którą mam na sobie. No ale przecież mu się nie przyznam.
- Nic a nic - pokazuję mu język, a on mi go lekko przygryza i zaczyna ssać. Jestem tym trochę zaskoczona, bo nigdy wcześniej nikt mi tak nie robił. Szkoda, bo fajne uczucie. Podnieca mnie to bardzo, więc zmieniam temat gdy uwalnia mój język.
- Palisz w pokoju?
- Raczej nie, ale możemy zapalić - mówi, przewiesza się przeze mnie i podnosi z dywanu swoje spodnie. Z kieszeni wygrzebuje białą paczkę Marlboro i seledynową, przezroczystą zapalniczkę. Zapala dwa papierosy na raz i jednego wkłada mi do ust.
- Masz jakąś kiepiołkę? - pytam. Muszę przyznać że Marlboro są lepsze od moich Nevad, ale są też niestety droższe i nie na moją kieszeń.  
- Turystyczną - odpowiada. Łączy nad dywanem palec wskazujący i kciuka. Na mojej twarzy pojawia się ogromny zaciesz. Szybko strzepuję nieliczne drobinki popiołu przez powstałe oczko, wprost na podłogę.
- Co robisz gamonico? - śmieje się i wolną ręką łapie się za głowę.
- Kiepuję. - Wzruszam ramionami jakby to było oczywiste.
Podnosi się świecąc golizną, ściąga z półki dużego, porcelanowego słonika i kładzie się z powrotem obok mnie.
- Tu kiepuj - tłumaczy i wskazuje na centymetrowy otwór w uniesionej do góry trąbie zwierzaka. Patrzę na niego z niedowierzaniem i czekam aż zrobi to pierwszy. Jak później wyczyścić coś takiego!? Niebieskooki widocznie się tym nie martwi, bo strzepuje popiół do słonika. No idiota!  
- Głupi jesteś - podsumowuję wesoło i robię to co on.
- Inteligentny inaczej - sprostowuje wydychając w stronę sufitu kółeczka z dymu. Też chcę tak potrafić!
- Skąd znasz Wojtka? - znów zmieniam temat.
- Z Łoniowa ze stacji benzynowej. Było koło północy i mieli zmianę. Palić nam się chciało jak diabli, więc czekaliśmy z taką Magdą aż otworzą. Wtedy on podszedł i zapytał czy mamy może ognia. W odpowiedzi zapytałem czy ma papierosa. On uratował nas, my jego. A później często wpadaliśmy na siebie na imprezach i w końcu się zakumplowaliśmy. A ty? - pyta. "A ty się zastanawiasz czy Magda to kolejna zabawka" - podpowiada mi mózg.
- My się zaczęliśmy kumplować już w podstawówce - uśmiecham się. - I tak zostało do dziś.
- Tylko kumplować? - Przygląda mi się.
- No cóż, w podstawówce to się trochę w nim podkochiwałam i wszędzie za nim latałam, ale teraz kocham go jak brata.
Jego telefon zaczyna dzwonić.
- Siema stary, co tam? - mówi wesoło. - Nie mam jeszcze żadnych planów na dziś. Nie, z Martą. Dobra. A z kim jesteś? Dobra. Jakby coś to się odezwę. Na razie - Rozłączył się. - Masz jakieś plany na dziś?
- Na razie nie - mówię.
- To już masz. Wstawaj. - Podnosi się i bez skrępowania idzie do łazienki świecąc mi dupcią i nie tylko nią. Nie chce mi się wstawać. Zwlekam się powoli i kończę pić tą niedobrą herbatę. Lekko kręci mi się w głowie. Zdecydowanie muszę bardziej ograniczyć alkohol. Rafał znów pojawia się w sypialni.
- Nie będę na ciebie czekał do jutra - mówi i nim się orientuję co zamierza, bierze mnie na ręce i niesie do łazienki. Uwielbiam jak to robi. Mam go wtedy tak blisko, że czuję jak mu bije serce. Wrzuca mnie do wody w bieliźnie. Ciekawe w czym teraz będę chodzić? Delikatnie pomaga mi się przesunąć i sam siada za moimi plecami. Od razu pozbawia mnie biustonosza i wyrzuca go na płytki. Mokrych majtek pozbywam się sama. Opieram głowę o jego tors, a on masując mi skórę, naciera żelem moją klatkę piersiową, brzuch, ramiona i ręki. Czuję jak jego sprzęcik napiera mi na plecy. Niebieskooki skupia się na moich piersiach.
- Już są czyste - mówię, bo jak tak dalej pójdzie to go zgwałcę.
- Nie są - zmysłowo szepcze mi do ucha. Jedna z jego rąk zjeżdża miedzy moje nogi...
  Po wszystkim wycieramy zachlapaną podłogę i idziemy się ubrać. Pożyczam sobie od niego bokserki, skarpetki, spodenki i luźną koszulkę, bo moje ubrania strasznie śmierdzą dymem z ogniska. Wychodzimy z bloku i niespiesznie idziemy w kierunku mojego mieszkania. Niebieskooki zabiera mi torebkę i reklamówkę z brudną odzieżą. Upiera się że on mi to będzie niósł. Nie kłócę się z nim o to. Moja torebka zbyt dużo waży, żeby mi samej chciało się ją targać w ten upalny dzień. Rafał przekłada moje klamoty do jednej ręki, a drugą odnajduje moją łapkę. Przez całą drogę pieści palcami moją dłoń. No dobra, ja też nie pozostaję bierna i bawię się jego rąsią. Jedyne co mnie irytuje, to jebiące po oczach słońce. Odbija się cholerstwo od szyb, aut i od czego tylko może. Mam wrażenie że robi to złośliwie, żeby mi za wesoło nie było. Wchodzimy do mojego mieszkania. Ja od razu przegrzebuję szafę w poszukiwaniu ubrań, a on rozgląda się po moim skromnym mieszkanku. Przygląda się ścianie obklejonej zdjęciami. Na większości fotografii mam głupie miny. Jest tam też sporo moich znajomych.
- Ty mała wiedźmo! - mówi w końcu. Odwracam się i widzę że przygląda się tej fotce z Golejowa, na której ma twarz umazaną zapiekanką. Zaczynam się śmiać. A miałam cichą nadzieję że nie zauważy.
- No co. Ładnie wyszedłeś.
- Jak pół chuja z pod pierzyny - podsumowuje wesoło.
- Jak chcesz coś do picia, to sobie weź z kuchni. Czuj się jak u siebie - mówię.
- A masz coś zimnego? - pyta.
- Chyba tylko serce. Ewentualnie sok pomarańczarowy w lodówce - odpowiadam, a on wychodzi z mojego pokoju. Po chwili wraca z dwoma pełnymi szklankami i podaje mi porcję pysznego, zimnego napoju. Jakie to miłe, gdy ktoś czasami pomyśli i o tobie. Przebieram się w swoje rzeczy i robię niespiesznie standardowy makijaż. Na koniec biorę z szafki moje drugie oczy na słoneczne dni, żeby to głupie słońce mogło mnie co najwyżej w dupę cmoknąć. Wychodzimy i zmierzamy w stronę pawilonów. Domyślam się że do Quattro na pizzę. Przypominam sobie jak mnie tam całował po tej wpadce z Bartkiem i od razu micha mi się cieszy. Często mi się zdarza śmiać samej do siebie. Ciekawe czy to normalne. W kręgu moich znajomych, tylko ja tak mam. Na trzeźwo. Nie uchodzi to jego uwadze.
- Czemu się śmiejesz? - pyta.
- Bo mi się coś przypomniało.
- A co takiego?
- Pani Krysia z pilną sprawą picia wódki - zaczynam się cieszyć, a on unosi brwi.
- No jak wróciliśmy z pizzy i u mnie w bloku zawołała mnie, bo pilnie potrzebowała pomocy - tłumaczę.
- Nie wygląda pijaczkę.
- Bo ona rzadko i mało pije. A wtedy miałyśmy powód.
- Jaki? - pyta. Byłam przytłoczona ostatnimi wydarzeniami, cholernie podniecona i nie ogarniałam co robię. A ta stara wariatka miała wtedy rację.
- Babskie sprawy. - Marszczę nos i pokazuję mu język. Spodziewam się że znów mnie szturchnie pod żebra, ale on mnie przyciąga i całuje. Może nie jest takim do końca sadystą?
W pizzerii, przy ostatnim stoliku na zewnątrz, siedzą Gruby, Tiger, Piotrek i Anka, i o dziwo Czerstwy. Od razu tworzę z Anią przytulasy, po czym witam się z facecikami. Z braku miejsca siadam obok Czerstwego, a Rafał na przeciwko mnie.
- Romeo, ty to chyba wpadłeś po uszy w jej sidła - śmieje się Czerstwy.
- Jeszcze nie wpadliśmy - odpowiadam wesoło za niego i idę po sok, a Niebieskooki zamawia pizzę. Trochę będę dziwnie wyglądać, bo wszyscy z piwami siedzą, ale kto by się tam szczegółami przejmował. Po chwili ogarniam że Niebieskooki wziął sobie pepsi. Więc jednak nie tak dziwnie.
- Nic straconego Julio, zawsze możecie wpaść - kontynuuje, gdy wracam.
- Ty nie bądź taki do przodu, bo cię sznurówki wyminą - mówię.
- Czerstwy jest tak mądry, że go tylko w telewizji pokazywać - komentuje Błażej.
- Gruby, nie bądź zazdrosny, bo ciebie to nawet obiektyw nie obejmie - odgryza się.
- Żebym ja cię za raz nie objął - mówi żartobliwie Błażej.
- Mnie możesz objąć Misiu - dodaje Tiger i mruga zalotnie rzęsami.
- Ja pierdolę, nie wytrzymię z nimi - mówi Miś i łapie się za głowę.
- To puść - doradza mu Anka.
- Julio, a jak już się znudzisz tym czarusiem, to zapraszam do mojego Drekmore - mówi do mnie Czerstwy.
- Księciuniu, nie znudzi się - odpowiada za mnie pewny siebie Rafał.
- Skąd możesz wiedzieć? - dopytuje Czerstwy.
- Z kątowni, Pawełku - Niebieskooki wzrusza ramionami. W końcu wiem jak Czerstwy ma na imię.
- Robimy później jakieś ognisko? - pyta Piotrek.
- Może grilla u Wojtasa? - ekscytuje się Czerstwy.
- Może grilla u mnie na ogrodzie? - proponuje Błażej.
- To nie jest głupi pomysł - mówi Rafał.
- Przynajmniej psy tam nie jeżdżą i sąsiadów blisko nie ma - komentuje Piotrek.
- Tylko jakieś dziewczyny trzeba ogarnąć, bo mamy tylko dwie i to jeszcze zajęte - nakręca się Gruby.
- Ja ci już nie wystarczam!? - Robert robi płaczliwą minę, ale nie udaje mu się ukryć zaciesza.
- Grabisz sobie, stary - odburkuje Gruby, a Tiger posyła mu całusa.
- Może te z Sandomierza, co były z nami w Golejowie? - proponuje Robert.
- Ale bez Żwirka. Źle jej z oczu patrzy - grymasi Pan Gołąbek.
- Bo ma kurwiki w oczach. Ale loda robi po mistrzowsku - rozmarza się Gruby.
- Bo zrobiła ich więcej niż Algida - wtrąca Rafał.
- Jak robiła tobie, to nie narzekałeś. - Gruby kręci głową i wznosi ręce do nieba. Nagle zdaje sobie sprawę że powiedział za dużo. Speszył się. Popatrzył na moją obojętną twarz i przepraszająco na Rafała. O dziwo Niebieskooki nie zmieszał się, ani nie zaprzeczył że tak nie było.
- Bo nie wiedziałem że każdemu daje - powiedział poirytowany.
- Ale mógłbyś do niej napisać, żeby przyjechała - ciągnie Gruby. Czuję że obaj z Rafałem mi się przyglądają. Reszta też to robi ukradkiem. Bydło! Odpalam sobie papierosa.
- Mam coś na twarzy? - pytam spokojnie i każdemu po kolei patrzę w oczy. Wszyscy oprócz Anki i Rafała uciekają wzrokiem. Ania jak zwykle się szczerzy.
- Oprócz tapety? - pyta.
- Masz, o tutaj - odpowiada Niebieskooki, przechyla się przez stolik i daje mi buziaka w usta. Kiedy siada z powrotem, nasze stopy pieszczą się pod stolikiem, a moje serce bije mocniej zadowolone. - Jeśli Marta nie ma nic przeciwko, to możemy jechać po nie - mówi do Grubego i przykleja się do mojego soku.
- Marta nie ma nic przeciwko - przedrzeźniam go i uśmiecham się. Na prawdę nie mam nic przeciwko temu, że chcą przywieźć tą głupią sukę. Wcale i w ogóle. Zawsze o tym marzyłam.
Wkrótce potem pojawiają się nasze dwie ogromne pizze. Od razu przechwytuję jeden z dwóch sosów czosnkowych. Nie zjadam dużo pizzy, w przeciwieństwie do chłopaków. Wpierdzielają jak małpa kit. Ja nie mam dziś apetytu. Odchodzę na bok pod poręcz pawilonu, żeby nie smrodzić ludziom przy jedzeniu i odpalam papierosa. Trochę mnie jeszcze muli po wczorajszym ognisku.
- Widzę że ty kurwurarna jesteś - cieszy się do mnie Paweł.
- Jak mnie naleci - wzruszam ramionami.  
- Trzeba by Wojtka ogarnąć żeby palenie zamotał - mówi do chłopaków.
- Amerykańskie pomidory? - wybucha śmiechem Tiger.
- A co miałem babci powiedzieć? Że Marysię posadziłem za domem w ogródku? Chyba by mnie zjadła - śmieje się Czerstwy.
- A pamiętasz jak poszliśmy po pomidory na śniadanie po ognisku? - mówi Rafał i wszyscy faceci zaczynają rechotać. Widząc że my z Anką nie ogarniamy, tłumaczy. - Nikomu do sklepu się lecieć nie chciało. Byliśmy głodni, a jego dalsza sąsiadka miała ogródek warzywny - pokazuje głową Czerstwego. - No i wpadliśmy tam ekipą, żeby pożyczyć trochę pomidorów - mówi podekscytowany. - Jebana wypadła z siekierą i zaczęła nas gonić. Spieprzaliśmy jakby nas sam diabeł gonił - śmieje się.
- Ale darła jape. "Jo wom pierdolone skurwysyny dom kraś! Żeby szlak jasny wos wytrafioł i krew nagło zaloła! Za robote się gnoje weśta, a nie ino na gotowe! Łby poupierdalam! Jo se z waszeme matkami pogodom! Wypierdalać mie stąd skurwysyny, bo pazabijom! Za roz na policje zadzwonię, to się tak śmioć nie bedzieta! Won kurwa łod moich warzyw!" - Czerstwy zabawnie naśladuje swoją sąsiadkę, a my ryczymy ze śmiechu.
Po tej opowieści leci cała masa zabawnych historii. Śmiejemy się jakbyśmy byli już co najmniej naćpani. Ludzie się dziwnie na nas patrzą, a pozostali klijęci cicho obgadują. Później zgadujemy się co i jak z tym grillem u Grubego. Okazuje się że Błażej przyjechał passatem i stoi on raptem trzydzieści metrów od nas. Niebieskooki dzwoni do koleżanek. Tak, do tamtej francy też. Chłopaki robią zrzutę na prowiant. My z Anią też się chcemy dorzucić, ale nam nie pozwalają. Rafał zawozi nas do Biedronki, gdzie wspólnie robimy zakupy. Obładowani jak wielbłądy ładujemy się z powrotem do passata i ruszamy do domu Błażeja. Cieszę się przywilejem siedzenia z przodu. O wątpliwościach wobec Niebieskookiego zapomniałam całkowicie. Na miejscu wysadzamy podpite towarzystwo i ruszamy do Sandomierza po dziewczyny. Cieszę się cholernie że Błażej przyjechał tym autem. Gdyby Rafał musiał iść po swoje, teraz jechałby sam po "niezłe szprychy". Cały czas trzyma rękę na moim kolanie i zabiera ją tylko po to, żeby zmieniać biegi. Głaska czule moją skórę, co wzbudza moje pożądanie.
- Odpalisz mi fajkę? - zerka na mnie.
- To są drogie rzeczy - uśmiecham się i wyciągam papierosy z kieszeni.
- Zapłacę każdą cenę - odpowiada wesoło.
- Pisiont złoty! - bełkoczę z dwoma papierosami w ustach. Odpalam i wsuwam mu jednego do ust. Zaciąga się i jego ręka z fajkiem znów opada na moje kolano.
- Drogo - mruczy. - Chcesz coś do picia?
- Taki chuj jak boćka nos. Nie zmieniaj tematu tylko dawaj stuwę - mówię ze śmiechem.
- To najdroższy pet w moim życiu - też się szczerzy.
- To najlepszy biznes w moim życiu. A może chcesz kupić całą ramę fajek?
- Na tą chwilę mnie nie stać, mała wiedźmo - pokazuje mi język.
  Gdy dojeżdżamy dziewczyny czekają już na nas pod jakimś blokiem. Mariola uchachana jak dziecko lizakiem. Przynajmniej dopóki nie zauważa że Rafał przyjechał ze mną. Wtedy jej mina rzednie, a mi od razu micha mi się cieszy. Witam się z "niezłymi szprychami", ale wieje od nich chłodem. I właśnie dlatego wolę samców. Bo jeśli jedna baba nie lubi drugiej, to jej funfele zazwyczaj też przestają ją nagle lubić. A faceci zazwyczaj są w takich przypadkach inteligentniejsi i tego nie praktykują. Tłumaczą problem jeśli nie słownie, to ręcznie, ale jednak.
- Siema, jestem Marta - podaję rękę piątej dziewczynie, której nie znam. Jest prawie tak wysoka jak ja. Ma całą masę kolczyków na ciele, kilka tatuaży i ciepłe spojrzenie.  
- Cześć, Magda - uśmiecha się do mnie i rzuca się na Rafała. Przytulają się mocno i staje obok niego wesoło trajkocząc.
- To poznam dzisiaj tą twoją słynną kobietkę? - szczerzy się do niego.
- Właśnie ją poznałaś - uśmiecha się do mnie promiennie i przyciąga mnie do siebie. Przytula się do moich pleców i opiera brodę o moje ramię.
- Czemu słynną? - pytam, a ona wymienia z Rafałem porozumiewawcze spojrzenie.
- Bo za nim panny sznurem - cieszy się do mnie, a dziewczyny obok zaczynają szeptać i się śmiać. "Bo on nie bawi się w związki" - złośliwie podpowiada mi mózg. Ignoruję go.
Spalamy po papierosie i się ładujemy do auta.
- Nie ma palenia w samochodzie! - Rafał informuje dziewczyny i ruszamy.
Magda nawija co u niej i opowiada wesołe historie. "Niezłe szprychy" szepczą miedzy sobą i chichoczą co chwilę. I pomyśleć że w Golejowie były takie spoko. Może im później przejdzie, bo teraz są dość wkurwiające.
- Niunia palimy? - pyta mnie Rafał.
- Pewnie - szczerzę się widząc w lusterku zaskoczone miny dziewczyn.
- Miało nie być palenia w aucie? - mówi zadowolona Roksana i szuka fajek.
- Bo wy nie palicie - odpowiada Niebieskooki.
- Dlaczego!? - fuczą wszystkie "Niezłe szprychy".
- Bo miałem ostatnio poprzypalane siedzenia - tłumaczy.
Wkładam mu do ust zapalonego papierosa.
- A Magdzie? - mruczy z dezaprobatą, a ja podaję do tyłu koleżance papierosy i zapalniczkę.  
- A czemu ona może? - dopytuje Żwirek.
- Bo ona często ze mną jeździ i nie trzeba po niej sprzątać.
- Bo ci dupy daje - mamrocze pod nosem, ale słyszeliśmy wszyscy. Rafał ją ignoruje, ale Magda nie.
- Miałaś więcej chujów w dupie, niż w sandomierskim jabłek na drzewach wisi, a mnie się czepiasz - odpowiada spokojnie. Ja i Rafał uśmiechamy się pod nosem, a Kobyła śmieje się w głos.  
- Spierdalaj głupia kurwo! - Mariola krzyczy do Magdy.
- Uspokój się - warczy do niej Rafał, a Magda ma wyjebane na jej histerię. - Było nie zaczynać.
- Romeo, zajedź do Kauflanda - prosi dotychczas cicha Alicja.
- Biedronkę za raz będziemy mijać - odpowiada.
- Ale ja muszę do toalety. Babskie sprawy - tłumaczy.
- Ciocia z Ameryki przyjechała? - Niebieskooki pyta wesoło.
- Czerwonym kabrioletem - Ala też się śmieje.
- Pałka, a ty chodzisz z tym Krzyśkiem, czy nie?
- Fazy motki - mówi wesoło.
- Będzie dzisiaj?
- Pojechał po kogoś, ale być może już tam jest.
Dalej jedziemy w milczeniu. Zastanawiam się co łączy Rafała i Magdę. "Seks bez zobowiązań" - podpowiada głupi mózg. Czasami chciałabym go wyłączyć. W markecie idziemy z Magdą tylko po fajki, a Niebieskooki zostaje sam na parkingu. Wracamy dość szybko i czekamy prawie godzinę na "niezłe szprychy". Resztę drogi jedziemy słuchając radia i chichotu dziewczyn. Gdy dojeżdżamy na miejsce jest już prawie siedemnasta. Stoły są rozstawione, z kolumn wystawionych na zewnątrz leci jakiś pop, grill już się pali i wszędzie pełno człowieków. Wojtas bawi się w DJ-eja.
- Marta! - krzyczy do mnie, na chwilę przyciszając muzykę. - To jest dedyk dla ciebie!
Włącza "Tabu - Jak Dobrze Cię Widzieć" i wszyscy się do mnie cieszą. No może prawie wszyscy. Wojtek podchodzi do mnie z kieliszkami i sokiem porzeczkowym, i wypijamy po jednym. Kurwa, a miałam nie pić. Idę się witać z ludźmi. Kątem oka dostrzegam jak podchodzi do Wojtka Czerstwy i żywo gestykuluje.
- A to Paweł Ci dedykuje! - krzyczy do mnie, gdy jego piosenka się kończy.
Tym razem w głośnikach rozbrzmiewa "Zabili Mi Żółwia - Wiosna", a Czerstwy już nieźle pijany śpiewa pokazując na mnie i Rafała:

"Tak bardzo, bardzo, bardzo, bardzo chciałbym zostać z Nią
No ale on... mi na to nie pozwoli
Codziennie chciałbym trzymać Ją za dłoń
No ale on... i to mnie boli

Okrutny los znów śmieje się
Jest mi niedobrze, jest bardzo źle
I tylko jedną myśl w głowie mam
Znów się nie uda, znów będę sam..."

Skubany zna cały tekst piosenki na pamięć. Wszyscy bijemy mu brawo śmiejąc się z jego fałszowania, a refren śpiewamy razem z nim.
- Romeo! Jakiś dedyk dla żony?
- Pewnie! Mogę dwa!? - mówi.
- Nawet dziesięć - odpowiada wesoło. Niebieskooki coś mu cicho mówi, a ten się uśmiecha od ucha do ucha i kiwa głową. Rozbrzmiewa "Mesjah - Lepsza Połowa", a Rafał porywa mnie do tańca. Reszta bije brawo lub idzie w nasze ślady. Serducho wali mi jak szalone od hulania po trawniku i emocji. Kolejną piosenką jest "Hurt - Nowy Początek". Rozwala mnie tymi piosenkami. Palę cegłę i czuję się niezręcznie. Ale jestem cholernie szczęśliwa. Przegrzebuję w głowie playlistę i już wiem co mu zadedykuję.
- Marta, co polecasz dla męża? - pyta mnie DJ-ej.
- "Aurę!" - Odkrzykuję wesoło. Wiem że on to zna, więc nie muszę dodawać że śpiewa to Farben Lehre. Kiedy piosenka się kończy wszyscy krzyczą "Gorzko! Gorzko!...", a Niebieskooki całuje mnie tak, że miękną mi kolana. Towarzyszą temu brawa, okrzyki i śmiech. Teraz to już jestem purpurowa. Później lecą już bardziej taneczne piosenki, przeplatane dedykacjami. Kątem oka zauważam Barmana klejącego się do zachwyconej Ali. Chyba coś z tego będzie. Rafał przynosi mi zimne piwo malinowe.
- Jak nie pijesz, to myślisz - szepczę mu do ucha, muskając je ustami.
- Chcesz coś do jedzenia? - odpowiada w ten sam sposób.
Ciebie. I nie koniecznie do jedzenia. Kiwam głową że nie.
Wypijam duszkiem piwo, a on robi to samo ze swoim i idziemy tańczyć.
- Nie odwozisz ich? - pytam Rafała.
- Barman nie pije, to robi za kierowcę.
Tańczymy dwie piosenki i Czerstwy mnie odbija. Jest pijany, ale fajnie się rusza. Zauważam że Niebieskooki wywija z Magdą. Kurwa, jestem cholernie zazdrosna. Nie zamierzam jednak na razie nic z tym robić. Jeśli mam z nim być, to muszę się nauczyć mu ufać. Zawsze byłam cholerną zazdrośnicą. Taka moja natura. Boję się odrzucenia i nie jestem w stanie nic z tym zrobić. Skupiam się na tańcu. Piosenka się kończy i Niebieskooki zmierza w moim kierunku, ale Żwirek go dopada. Oby kurwa połamała nogi! Mnie przypada Tiger. A później to już głównie Romeo. Dopiero ciemnym wieczorem zaczyna się prawdziwa impreza. Ludzie są podpici i każdy jest odważniejszy. Biedny Krzysztof co rusz jeździ do sklepu. A my jemy, palimy, pijemy, śpiewamy i tańczymy. Niektórzy palą też Panią Marię, ale ja odmawiam. Co rusz odłącza się jakaś para "na spacer". Na szczęście Rafał nigdzie nie próbuje mnie zaciągać. Trochę później Tigerowi, jakimś niepojętym cudem, udaje się namówić pijanego Grubego na taniec, a my wszyscy o mało nie umieramy ze śmiechu, przy ich popisach. Koło dwudziestej trzeciej pijana Mariola zaczyna świrować. Najpierw doczepia się do Gołąbków i wmawia Ance że Piotrek będzie ją bił. Nawet jej nie słuchają. Kolejna jest Magda i jakiś chłopak, którego wyzywa od ćpunów i debili. Magda sprzedaje jej siarczystego liścia, a ona zaczyna kląć i płakać. Gruby próbuje ją uspokoić, ale daremnie. Następny jest Tiger i Gruby, którym się obrywa za "pedalstwo", bo nie ogarnęła że się tylko wygłupiali. Później Pałka i Krzysiek, którzy wrócili właśnie z cpn-u. No i przychodzi kolej na mnie i Rafała.
- Wiesz jaki jest naprawdę twój chłoptaś!? - wydziera się chwiejąc się lekko. - To kurwiarz! Przeleciał pół Sandomierza! Ciebie też zostawi mała kurewko! I będziesz płakać jak my wszystkie!
- Wypierdalaj stąd - warczy Rafał, a wszystkie oczy kierują się na nas.
- Boli cię kurwa prawda? No dalej, zaprzecz chuju! Wszystkie nas czarowałeś, skurwysynu! Tylko jebanie ci w głowie! - wrzeszczy, a ja czuję jak lodowata łapa zaciska mi się na sercu. - Ją też zostawisz! Wszyscy to wiedzą i się z was śmieją! Zaprzecz kurwa, alkoholiku jebany! Ją czarujesz, a za tą dziwką latasz! - Wskazuje Magdę.
Gruby ją odciąga do domu, a ona klnie jak pojebana. Kurwa, ale obciach! Ja na jej miejscu wyjebałabym na drugi koniec kraju i się zaszyła w jakimś bunkrze.  
- Puść mnie chuju! Niech zna dziewczyna prawdę! To jest zwykły pijak i kurwiarz! Zobaczysz! Puszczaj, ty skurwysynu! Zabieraj te łapy! - krzyki cichną w domu.
Serce bije mi szybko i jest mi duszno. Nic nie mówię. Do oczu napływają mi łzy. Udaje mi się je powstrzymać. W gardle mam gulę i jest mi cholernie gorąco. Przyklejam się do piwa i odpalam papierosa. Potrzebuję chwili, żeby stworzyć pozory spokoju. Słyszę szepty za plecami i wiem że mówią o tej pierdolniętej i o mnie. Wyczarowuję uśmiech i cieszę się z półmroku.
- Wszystko okej? - pytam Rafała.
- Jasne - też się uśmiecha, ale czuję że jest zdenerwowany.
- Nie przejmuj się nią - mówię i przytulam go. Być może jeden z ostatnich razów. Więc robię to mocno i staram się wbić sobie to cudowne uczucie do głowy.
- Jebana, drze się tam jak szmata na wietrze - mówi Tiger wychodząc z domu.
- Chodźmy stąd - prosi mnie szeptem Niebieskooki.
- Dokąd?
- Spać, Kochanie - całuje mnie w czoło i prowadzi do domu. Nie jestem w stanie ogarnąć wachlarza emocji w moim wnętrzu, dlatego podążam za nim. Zajmujemy ten sam pokój co ostatnio. Rafał wyrzuca z łóżka kapę na podłogę i wyciąga z szafy poskładaną pościel. Pomagam mu ogarnąć łóżko, rozbieramy się do bielizny, gasi światło i przytula mnie mocno. Nasze nogi się splatają, moja pupa opiera się o jego sprzęcik, plecy przylegają do torsu, a jego głowa spoczywa lekko na mojej. Obejmuje mnie mocno rękami. Czuję jak jego łzy spływają na mój policzek, a on cały drży od powstrzymywanego szlochu. Nie mam pojęcia co się dzieje.
- Chcesz pogadać? - szepczę czule, ale on kręci głową. Odwracam się do niego przodem, ale tak żeby nie wypaść z jego objęć. Scałowuję mu łzy i przytulam go mocno. Kurewsko mocno boli mnie to, że on płacze. Odnajduję swoimi jego usta. Całuje mnie. Zachłannie, jakby od tego zależało jego życie. Podnosi się z łóżka i zamyka drzwi na klucz. Znajduje portfel i kładzie go na brzegu łóżka. Kochamy się najpierw szybko i ostro, niemal brutalnie, bo on tego potrzebuje. Mnie też się to zresztą podoba. Po chwili odpoczynku robimy to całkiem inaczej. Powoli, czule i delikatnie. Dotyka mnie jakbym była ze szkła i mogła się potłuc. Po sekscesach przytulamy się do siebie. Jesteśmy plątaniną nóg i rąk. Żadne z nas nic nie mówi. Czuję się spełniona i szczęśliwa. W zamyśleniu głaskam Rafała po plecach. Czuję nieliczne drobne krosteczki pod palcami. Przypominam sobie dzisiejszy dzień. Analizuję każdy jego fragment. Kim jest Magda? To jest ta sama Magda, o której wspomniał rano? Ile jest prawdy w tym, co mówiła pijana Mariola? Dlaczego Niebieskooki płakał? Czy on się mną tylko bawi? Czemu mam od początku wrażenie że mnie kocha? Czy ja go kocham? Czy potrafię zatrzymać go przy sobie? Czy chcę poznać jego przeszłość? Czy on się mną tylko bawi? Czuję napływające ciepło i łzy pod powiekami. Rozważam te pytania.
- Śpisz? - mówi szeptem, a ja sobie uświadomiłam że jakiś czas temu przestałam go głaskać. Nie mam siły z nim teraz gadać. Jeśli otworzę usta, to się rozbeczę. Więc udaję że tak. W końcu robię się senna.
- Boję się kurwa, że... - szepcze cichutko, ale nie kończy, bo ktoś ciągnie za klamkę. Po chwili odchodzi. A Niebieskooki nie kończy zdania. Czego ty się możesz bać? Odlatuję w objęcia snu, zastanawiając się nad tym.

________

Wybaczcie że tak długo nic nie pisałam, ale wena mi gdzieś spieprzyła :P miałam tą część dodać z samego rana, ale myślałam że pecet mi padł, bo się nie chciał włączyć :P a niedawno odkryłam że to tylko mój stary przedłużacz wysiadł xD kolejną część myślę że uda mi się napisać trochę szybciej :) zachęcam do komentowania :)

3 724 czyt.
11397100% 21
DziecieChaosu

DziecieChaosu opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 5834 słów i 31223 znaków. ·

Komentarze (7)

 
  • madziax

    madziax 9 cze 2015

    Kiedy kolejna ??

  • Daisy11

    ~Daisy11 · ip:83.21.29.* · 7 cze 2015

    Po prostu ****

  • lol204

    ~lol204 · ip:89.230.63.* · 6 cze 2015

    Cudne! Cudne! Cudne!

  • lololo

    ~lololo · ip:83.30.2.* · 5 cze 2015

    Fajne tylko niech się między nimi nie psuje. Musi być szczęśliwe zakończenie

  • Joan

    Joan 5 cze 2015

    Hahah kocham ♥ a komentarz o nevadach niczym odpowiedz na moj kom xD chce dla nich happy end :3

  • Cassela

    Cassela 5 cze 2015

    Super długie Czekan na next weny życzę

  • madziax

    madziax 5 cze 2015

    Super