Do zakochania jeden krok cz. 22

Niedziela:
Budzą mnie stłumione krzyki i śmiechy. Wsłuchuję się w te odgłosy i dochodzę do wniosku że impreza się niedawno skończyła, a niedobitki jeszcze piją. W pokoju zaczyna robić się szarówka. Nie mam pojęcia, która może być godzina. Czy to ważne? No dobra, jestem zbyt leniwa żeby szukać telefonu. Niebieskooki oddycha równo i głęboko. Ma taką spokojną twarz, że za nic w świecie nie powiedziałabym, że ma w sobie tyle skurwysyństwa jak mówią że ma. Chce mi się pić, ale jeszcze bardziej nie chce mi się wstawać. Wtulam się mocno w ciało leżącego obok chłopaka. Jego skóra jest lekko chłodna. Otula mnie delikatny zapach jego perfum.Wzdycha przez sen i obejmuje mnie czule, niewyraźnie coś mamrocząc. Przytulam głowę do jego serca i wsłuchuję się w ten równy rytm. Po policzkach płyną mi zagubione łezki, ale szloch pozostaje we mnie stłumiony. Trochę ściska mnie w klatce piersiowej. Mariola powiedziała że on się mną bawi, jak wcześniej całą masą innych dziewczyn. Może i ona jest pierdolniętym pustakiem, ale nie zmienia to faktu że Rafał nie zaprzeczył. I jeszcze ta cała Magda. Kim ona jest w tym wszystkim? Jego przyjaciółką? Są w otwartym związku? Rozmawiają ze sobą swobodnie, dobrze się dogadują, ona często go zaczepia - jemu to się podoba. Zapytać go o to? Chcę w ogóle to wiedzieć? Sama nie wiem. To może być koniec wszystkiego. Kaplica. Ale jak długo będę w stanie się oszukiwać, że wszystko jest w porządku? "Nie długo" - podpowiada mózg. Ma rację. Nie chcę żyć iluzją szczęścia. Mydlana bańka w końcu pęknie i te brzydkie rzeczy, przed którymi się chowam, spadną na mnie wszystkie na raz. Nie zniosę bycia zabawką. Chyba powinnam odejść od niego. Na samą myśl o tym, łzy mi płyną dwa razy szybciej, a do uścisku pod piersiami dochodzi gula w gardle. To będzie trudne. Mega trudne. Nawet nie wiem czy dam radę. Przypomina mi się co powiedział w nocy. "Boję się że..." Że co? Czego on się może bać? Nie mam pojęcia o co mu chodziło. Powinnam z nim porozmawiać o tym wszystkim. Tylko że jestem tchórzem. Nie chcę żeby mnie zostawił. Czuję się przy nim słaba i bardzo silna równocześnie. Moje serce ufa mu bezgranicznie, a mózg każe mi spieprzać od niego gdzie pieprz rośnie. Chcę się wyplątać z jego ramion, ale przyciąga mnie do siebie mocno.
- Gdzie idziesz? Zostań - mruczy zaspanym głosem.
- Muszę do łazienki - odpowiadam cicho, żeby go nie rozbudzać i żeby nie usłyszał jak łamie mi się głos.  
- Ale wrócisz za raz do mnie? - mówi i mruga zaspanymi oczami.
- Wrócę - szepczę, bo inaczej zacznę beczeć jak zarzynany baran.
- To daj buzi - mamrocze wciąż cicho. Oczy ma z powrotem zamknięte. Ocieram ręką łzy i cmokam go w usta, a on przytula mnie mocno i wciąga na siebie.
- Nigdzie cię nie puszczę - jego zaspane oczy się otwierają, a usta zdobi szeroki uśmiech. - Płakałaś? - patrzy na mnie przytomniej.
- Rzęsa mi do oka wpadła - kłamię z udawaną wesołością.
Wyswabadzam się z jego uścisku i narzucam na siebie swoje majtki i koszulkę Rafała, która sięga mi za pośladki, a on mi się przygląda. Wciąż jestem podpita i kręci mi się w głowie. Wchodzę do łazienki. Na krótką chwilę oślepia mnie światło. U stup porcelanowej bogini śpi Kobyła. Rany, zarzygała pół kibla i wszystko w pobliżu. Ścieram srajtaśmą wymiociny z deski i dokładnie obkładam ją czystym papierem. Nie udaje mi się dobudzić Kingi. Łapię ją pod pachy i odsuwam na bok. Fajne ma koleżanki skoro ją tu tak samą zostawiły. Załatwiam swoją potrzebę i cicho plaskam bosymi stopami w stronę kuchni. Zwalniam ciekawa o czym tam gadają. I mnie wmurowuje.
-..., bo taka jest kurwa prawda - słyszę Żwirka.
- Ale to nie twoja sprawa - mówi spokojnie Gruby.
- Nie moja!? Mną też się bawił! Tak samo było z Moniką, Gośką, Patrycją, Marzeną i Izką. Może nie? - podnosi głos Mariola.
- Ciszej, kurwa. Nie jesteś tu sama. To one za nim latały. Co wy wszystkie kurwa w nim widzicie?
- Po chuju. Ej, wiesz co? Przecież z Patką to ze dwa miesiące chodzili. Każdy ci to powie.
- Nie mieszaj się w to. A z Patką to była inna motka i to ona odjebała zwoda. Marta jest dorosła, Rafał tym bardziej. Niech sobie robią co chcą.
- Dopóki ona dupy mu daje, to ma fajnie! Co było w Golejowie? Najpierw zaprosił mnie i przeleciał w Staszowie, a później poleciał do tej suki i poszli się jebać do wody, jak graliśmy w piłkę. Zresztą i tak każdy wie, że to taka sama kurwa jak i on - mówi nadal podnosząc głos. O kurwa. Zabolało. Bardzo zabolało. Nie mogę uwierzyć że się wtedy z nią seksił. Nie było ich raptem jakieś półtorej godziny. Kłamie czy nie? Kurwa, no!
- Ja tam nic do niej nie mam. Fajna jest, tylko cycki mogłaby mieć większe - komentuje Błażej.
- Weź Mariola z niej zejdź, bo ty jej prawie nie znasz - wtrąca Tiger.
- Ale nie tak jest? Każdy wie że łazi po knajpach i daje dupy - odburkuje Mariola.
- Byłaś? Widziałaś? To jej sprawa gdzie łazi i czy daje, czy nie daje - tłumaczy Gruby.
- Ej! Ja jej tylko prawdę powiedziałam! - znów podnosi głos.
- Darłaś się jak głupia - śmieje się Roksana.
- Jak ci szkoda, to też se połaź - mówi Tiger.
- Ty też jesteś stałym bywalcem melanży - dodaje Lisu.
- Spierdalaj - pyskuje Żwirek.
- Głodna jestem - marudzi Roksana ignorując koleżankę.
- To zrób sobie kanapkę, ja ci robił nie będę... Roksana, nie tam, na górze.  
Dalej nie słucham. Wycofuję się cichutko do łazienki i przemywam twarz zimną wodą, żeby się uspokoić. Oni też mnie uważają za dziwkę. Zresztą, mam to w dupie. Jeśli ceną za fajne wspomnienia ma być gówniana opinia, to ja mogę zapłacić. Opinia mi do szczęścia niepotrzebna. A Żwirkowi najchętniej rozjebałabym mordę, ale nie chcę żeby wszyscy wiedzieli że podsłuchiwałam. Spuszczam wodę w kibelku i wychodzę. Niby zaspana ładuję się do kuchni. Przy stole siedzą rozłożeni Błażej, Robert, Mariola i Roksana.
- Nie śpicie? - ziewam szeroko i się przeciągam.
- Suszy? - mówi Robert i podaje mi swoje zimne piwo. Wypijam parę łyków i mu oddaję puszkę.  
- Jest jakiś sok? - pytam Grubego.
- W salonie poszukaj. Albo chodź, bo możesz nie znaleźć - prowadzi mnie do pomieszczenia obok.
- Masz jakąś dużą miskę? - pytam go cicho.
- Mam, a co? Niedobrze ci?
- Kobyła, a właściwie jej zwłoki leżą w łazience i trzeba by ją stamtąd odholować. I lepiej daj jej miskę.
- No co ty gadasz? To chodź po nią, bo się przeziębi od zimnych płytek.
W łazience Gruby klnie pod nosem na widok panującego tam syfu, bierze nietomną dziewczynę na ręce i zanosi do swojej sypialni. Wychodzi i zamyka za sobą drzwi. Ja z sokiem udaję się do "naszego" pokoju i kładę obok Rafała.
- Niunia? - patrzy na mnie jednym okiem, bo do drugiego przylega mu poduszka. Podaję mu sok, a on się do niego przysysa. Jego to dopiero musiało suszyć. Pewnie palił wczoraj z chłopakami.
- Czego dusza pragnie? - uśmiecham się czule.
- Przytul mnie - prosi.
- To są drogie rzeczy - odpowiadam wesoło.
- Wiedźma - burczy i przyciąga mnie do siebie.
Oplatam go mocno rękami i noziami. Przywieram do niego jakbym się bała że robię to po raz ostatni. Wbijam sobie tą chwilę na wszelki wypadek do pamięci. Opuszki moich palców muskają jego klatkę piersiową, dopóki nie pogrążam się we śnie.
  Wstajemy po ósmej rano. Bierzemy wspólny prysznic. Okazuje się że nie tylko ja sobie pożyczam szczoteczkę Błażeja. Dla jasności obyło się bez sekscesów. Znaczy on chciał, ale ja się jeszcze zbyt kiepsko czułam. Idziemy na zewnątrz zapalić. Widok przed domem nie jest tak straszny jak się spodziewałam. Syf trochę jest, ale po imprezach u Wojtka bywało gorzej.
- Jesteś na mnie zła? - pyta mnie Rafał.
- Tak - warczę. Tak na prawdę nie jestem. Bo i o co? Nic nie zrobił przecież. To czego się boję, to że plotki o nim okażą się prawdziwe.
- Czemu? - pyta i przygląda mi się uważnie.
- Domyśl się - mówię obrażonym tonem i krzyżuję ręce na piersiach. Moja twarz jest bez wyrazu. W środku zwijam się ze śmiechu na widok jego miny.
- Powiedz - mówi mega smutnym głosem.
- Nie - wzdycham obojętnie i wzruszam ramionami.
- Proszę - nalega, a ja nie wytrzymuję i zaczynam się śmiać.
- Jestem zła, bo gdybyś nie miał nic na sumieniu, to byś nie zadawał takich pytań - mówię uderzając go palcem wskazującym w pierś, gdy udaje mi się nieco uspokoić śmiech.
Przyciąga mnie do siebie i zaplata ręce za moimi plecami.
- Ty naprawdę jesteś małą wiedźmą - mruczy. Wyczarowuje ten swój uśmiech i trąca swoim nosem mój.
- Nie taką znowu małą, mam metr siedemdziesiąt siedem - krzywię się.
- Wysoka jak brzoza... - wybucha śmiechem i nie kończy, bo szturcham go pod żebro. A on mnie zaczyna łaskotać.
- Spada-aaaj! Wyższy jesteś - mówię przez spazmy rechotu. - To jest znęcanie się nad człowiekami! Przeeestań natentychmiast! Łogarnij się! Tyle! Dooość! Umieram! - wypluwam słowa śmiejąc się i w końcu mi odpuszcza.
Wracamy do kuchni. Tam zapominam o smutkach i rozterkach. Zbieram brudne naczynia, a Rafał je myje. Celowo ciągle się o niego niby przypadkiem ocieram. Mam przez to jedną szklankę na sumieniu, ale kto by się tam szczegółami przejmował. Zwłaszcza że to nie ja ją zbiłam i jak coś, to nie będzie na mnie. Gdy kończę zbieranie brudnych garów, to mu pomagam je myć. I przeszkadzam, żeby mu za dobrze nie było. Atakuję go pianą, a on mnie nią naciera. Oblewam mu niechcący koszulkę wodą, a on mi również niechcący nalewa wody do trampka. Całkowicie przypadkiem nadeptuję mu na stopę, a on mi przypadkiem staje na obu. Nieświadomie uderzam go biodrem, a on w jeszcze większej nieświadomości czochra mi włosy łapami uciapanymi w pianie. Japy nam się cieszą jak nawalonym schizofrenikom. Upominam go, że nie domywa naczyń, a on je myje drugi raz w nieświadomości że go okłamuję. W końcu się orientuje że go robię w balona, bo za dużo podsyłam do zwrotu i za karę brudzi pianą opłukane szklanki. Śmiejemy się, łapiemy za słówka, przepychamy i dogryzamy sobie. Nigdy bym na to nie wpadła, że zmywanie może być takie fajne! Dołączają do nas Piotrek z Anią i wspólnie kończymy sprzątać kuchnię i salon. Pan Gołąbek tańczy z miotłą, a chwilę później dołącza do niego Pani Gołąbkowa z mopem. W salonie ja zbieram śmieci i myję ławę, ukradkiem terroryzując Rafała ścierką. Niebieskooki odkurza dywan i co chwilę atakuje mnie odkurzaczem. Na koniec sprzątamy bajzel na ogrodzie i ładujemy się w czwórkę na huśtawkę. Huśtamy się jednak za mocno. Łańcuch się odrywa od belki i lądujemy na jakimś krzaku, który rósł sobie spokojnie z tyłu i drapał nas po nogach. Nikt się nie może podnieść, bo wszyscy umieramy ze śmiechu.
- Cholera, ale te nasze baby grube. Zepsuły Grubemu huśtawkę - mówi Piotrek do Rafała.
Wytaczamy się z ławeczki, ale zostajemy dupami na trawie.
- Bo żrą co im w te małe, paskudne łapki wpadnie - mruczy Romeo z głupią miną nadal się śmiejąc.
- Bo przed nami, to się powinno lodówkę łańcuchem owijać i na kłódkę zamykać - tłumaczę.
- Kochanego ciała nigdy za wiele - dodaje Ania.
- A miejsce wielorybów jest w oceanie - droczy się Rafał i obrywa ode mnie i mojej przyjaciółki po łapach, na co reaguje jeszcze większym rechotaniem. Gnojek!
- Gdzie mi tu z tymi płetwami! - mówi ze śmiechem.
Wywraca mnie na plecy, siada na mnie okrakiem i łaskocze. Śmieję się tak że nie mam siły go zepchnąć. Za to moja Ania owszem. Przewraca go na trawę obok mnie i przygniata. Podnoszę się szybko i rzucam na nich, żeby Niebieskooki nam się nie wyrwał. W tym wszystkim zapominam o Piotrku. Kiedy o sobie przypomina, jest już za późno.
- Kanaaaaapka! - krzyczy spadając na mnie.
Ja pierdziulę, ale on ciężki! Jeszcze specjalnie nas przygniata.
Sturkujemy się po kolei i leżymy wciąż rechotając. Losie, co za debile. Uwielbiam ich! Chłopacy podnoszą się pierwsi, idą do garażu Błażeja po narzędzia i biorą się za reperowanie huśtawki. A my zostajemy na trawie w cieniu i rozmawiamy ściszonymi głosami.
- Nie obraź się na mnie, ale ja na twoim miejscu bym go zostawiła - mówi przyjaciółka, a ja wyczarowuję lekki uśmiech. Nie chcę pokazywać jak ciężko mi o tym gadać i boję się, że zacznę ryczeć.
- Spoko. To nie takie proste jak się wydaje.
- Widać że go kochasz, ale teraz już obie wiemy jaki on jest naprawdę.
- Jaki? - mówię. Sama nie wiem czy bardziej do siebie, czy do niej. Czy aby na pewno go kocham?
- No, bawi się dziewczynami. Do żadnej się nie przywiązuje. Po wybrykach tej pierdolniętej, niektórzy się wczoraj zakładali o kratę piwa, jak długo będziecie razem. Nikt nie obstawiał że dłużej niż do końca wakacji - mówi. Ożeż kurwa...  
- Kto by pomyślał że nasze sprawy będą aż tak interesować wszystkich - przerywam jej.
- Piotrek mówi że oni pierdolą głupoty, bo go nie znają. A ta laska co z wami przyjechała wczoraj, to mnie wkurwia nielitosiernie. Jak poszliście, to skakała ciągle koło Piotrka. I w ogóle jak ktoś się za bardzo do niej przystawiał, to on od razu interweniował. Tak jakby byli parą. Weź, masakra.
- Szuka chuja do dupy - podsumowuję szczerząc się i wzruszam ramionami.
- A czaisz że jak nawalony Wojtek zaczął się do niej kleić, to mój Seksmistrz mu powiedział żeby ją zostawił, bo Romeo go zajebie!? I Wojtas się wpienił. Potem Piotrek coś mu na ucho gadał i Wojtek dał jej spokój. Między nimi chyba coś jest - wzdycha. Nie chyba, tylko na pewno. Zajebiście. A miało być tak pięknie.
- Może to geje? - mówię niby poważnie, a kumpela obrzuca mnie trawą.  
- Nie o nich mi chodziło, gamonico! - Śmiejemy się obie.
- Zabrzmiało jakby Piotrek zdradzał cię z Wojtkiem, dałnico - mówię i równocześnie rzucam w nią całą garścią trawy.
- Z czego się śmiejecie? - woła do nas Rafał.
- Z ciebie - odpowiadam.
- Bo masz brudną dupę - mówi Anka.
Niebieskooki otrzepuje spodenki i ogląda się przez ramię. Staje do nas plecami.
- Już? - pyta.
- Nie wiem, bo spodenki zasłaniają - odpowiada Ania i śmiejemy się wszyscy.
- Mam zdjąć?
- Nie! - mówi Anka.
- Tak! - odpowiadam równocześnie.
Niebieskooki zaczyna zabawnie tańczyć i bardzo powolutku zsuwa spodenki, ukazując nam swoje bokserki.
- Schowaj tą grubą dupę, bo oślepną - komentuje Piotrek.
Drzwi od domu się otwierają, więc Rafał ubiera z powrotem swoje galoty. Staje w nich Błażej i się przeciąga. Niecierpliwy Robert wypycha go na zewnątrz, a za nim wysypują się "niezłe szprychy". Obraz nędzy i rozpaczy. Szepczą i chichoczą coś między sobą. Chłopaki podchodzą do nas.
- Gruby, dziewczyny zepsuły ci huśtawkę, ale spokojnie. Sytuacja już jest pod kontrolą - mówi na wstępie Rafał.
- Ale wy psuje jesteście - burczy do nas Błażej.
- No bo wiesz, tak naprawdę to Rafał tam posadził swoje tłuste cztery litery i huśtawka siłą rzeczy wymiękła - mówię niby poważnie.
- Tak myślałem - Gruby kiwa głową ze zrozumieniem.
- I teraz na mnie będzie? - oburza się Niebieskooki, a na jego twarzy gości ten nieodłączny uśmiech.
- Na kogoś być musi, a ty stoisz najbliżej miejsca zbrodni, zbrodnicielu. Dawaj fajkę - odpowiada mu Tiger.
Niebieskooki wyciąga paczkę, w której został mu tylko jeden papieros i podaje koledze.
- Ostatniego to nawet kurwa nie bierze - mówi dość głośno Robert.
- Jak on nie chce, to mi daj! - drze się do Rafała Żwirek i zmierza do nas.
- Ty to byś nawet umarłemu z ucha wypiła - mruczę pod nosem, tak żeby tylko przyjaciółka mnie usłyszała.
- Że co!? - mówi ze śmiechem.
- Mój dziadek tak mawiał - wzruszam ramionami i częstuję Tigera i Grubego Nevadami.
Niebieskooki robi minę w stylu "ja pierdolę, znowu ona" i bez słowa podaje Marioli paczkę. Wyciąga papierosa i chce mu oddać opakowanie, ale Romeo już się przysiada do mnie i Anki, więc ją ignoruje. Tiger i Błażej wracają do koleżanek, a głupia cipa siada koło Niebieskookiego.
- Sory za wczoraj - patrzy na mnie, Rafała i Gołąbków. - Pijana byłam i mi odjebało. Nawet nie pamiętam co mówiłam - robi skruszoną minę. - Mam nadzieję że się nie gniewacie - ciągnie, a z jej twarzy promieniuje szczerość i żal. Jak ja nie lubię fałszywych ludziów! Mam nadzieję że po tym fajku zdechnie franca na raka.
- Było, minęło - mówi obojętnie Rafał, a my wymownie milczymy.
- Naprawdę mi przykro. Jak mi rano powiedzieli co mówiłam, to nie mogłam uwierzyć. Przecież wiecie że ja tak nie myślę o was - mówi wciąż tym skruszonym tonem.
Nikt tego nie komentuje. Nie mamy po pięć lat, żeby jej w to wierzyć. A jej tłumaczenie jest po prostu żałosne. Nie doczekawszy się od nas żadnej reakcji, przeprasza jeszcze raz i wraca do swoich koleżanek.
- Udław się kurwo tym fajkiem - mruczy pod nosem Pan Gołąbek patrząc na plecy odchodzącej Marioli. - Odwieziesz nas? - pyta Rafała.
Niebieskooki kiwa mu głową i idzie do Błażeja. Zamieniają kilka słów i nas wołają.
- Chodź, chodź mała wiedźmo, odwieziemy ich - cieszy się do mnie Romeo.
- Biegnę sadysto - odpowiadam. Podnoszę się niechętnie i powoli, otrzepuję tyłek z trawy i wlekę się jako ostatnia.
  W Tarnobrzegu idziemy najpierw na kebaba, a później odwozimy zakochańców pod blok Ani. Dziś idą na kolację do Piotrka rodziców. Biedna Anka się stresuje, a my żeby ją wesprzeć, dodatkowo ją straszymy, wyolbrzymiając ich prawdopodobne wady. Rafałowi idzie to lepiej, bo ich zna. No i po raz chyba już tysięczny, Ania utwierdza mnie w przekonaniu że jestem nienormalna. I tak ją kocham. Gruby dzwoni do nas co chwilę, bo dziewczynom się spieszy, a Rafał ciągle okłamuje go, że będziemy za dziesięć minut. Po niemal dwóch godzinach od wyjazdu, wracamy. Okazuje się że na Żwirka czeka zniecierpliwiony chłopak. Dwukrotnie Romeo musi zjechać na pobocze i zgasić silnik, żeby mogła pogadać ze swoim facetem, który jest święcie przekonany, że była u kuzynki. Wcześniej jej współczułam że Niebieskooki ją olał. Teraz mu się nie dziwię. Zastanawiam się czy to on bawił się nią, czy ona próbowała nim. Stawiam na to drugie. W Sandomierzu, w budce koło giełdy, kupujemy hamburgery dla siebie i chłopaków. Są pyszne i wypasione. Rafał zeżera na miejscu, a ja męczę swojego na raty, bo po wcześniejszym kebabie nie jestem zbyt głodna. Właściwie to wmuszam w siebie to pyszne cholerstwo na siłę. Najwyżej pójdzie mi w dupę. U Grubego nie siedzimy długo. Błażej podwozi nas jedynie na obrzeża Tarnobrzega. Dalej boi się jechać, bo jest wciąż nietrzeźwy. Nie mamy co robić, więc idziemy na Plac Czerwony. Niebieskooki trzyma mnie za rękę i za każdy razem, gdy mówię coś głupiego, to mnie odpycha że się mało nie wywrócę, a później przyciąga, aż się od niego odbijam. Nie boli mnie to, no dobra - może troszkę, ale za to mam ciągłe napady niekontrolowanego śmiechu. Deptam mu po stopach, kłuję pod żebra albo uderzam lekko pięścią w ramię. On też ciągle się śmieje. Chyba jesteśmy pojebani. Znaczy ja na pewno, a on stwarza takie wrażenie. Ludzie dziwnie się na nas patrzą. Pewnie wyglądamy jak tałajstwo wypuszczone z dziczy. Ale kto by się tam szczegółami przejmował. Na miejscu od razu atakujemy budkę z lodami z maszyny. Smakują wyśmienicie. Później kupujemy truskawki i żremy takie nieumyte. Od tego się przecież nie umiera. Szlajamy się po mieście i śmiejemy z ludzi aż do wieczora. Później przenosimy się nad Wisłę i siedzimy przytuleni na wale. Rozmawiamy głównie o nim. Zauważam że nie chce rozmawiać o swojej rodzinie, więc nie ciągnę go za język. Kiedyś pewnie sam mi opowie, ale na to trzeba czasu. I w tym momencie przypominam sobie o moich rozterkach. Czy ja mam czas? On nic nie mówi o swojej przeszłości. Nie zamierzam go do tego zmuszać, chociaż jestem ciekawa. Późnym wieczorem odprowadza mnie do domu. Robimy razem kolację, która smakuje jakoś lepiej niż gdy tworzę ją sama. A później bierzemy wspólną kąpiel i tym razem ścieramy nadmiar wody z mojej podłogi. A później teleportujemy się do mojej sypialni...

_______

Dziękuję Kochani za wszystkie motywujące komentarze :D

3 209 czyt.
11507100% 26
DziecieChaosu

DziecieChaosu opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 3923 słów i 20738 znaków. ·

Komentarze (7)

 
  • madziax

    madziax 13 cze 2015

    Kiedy kolejna ?

  • SzalonajestemXD

    SzalonajestemXD 12 cze 2015

    Kocham czekam na ciąg dalszy

  • Joan

    Joan 10 cze 2015

    Uwielbiam )))

  • Cassela

    Cassela 9 cze 2015

    Niech pogadają i wyjaśnią. Świetne opowiadanie, czekam na next

  • natka2518

    ~natka2518 · ip:178.239.10.* · 9 cze 2015

    kurcze niech oni w końcu szczerze pogadają bo to już chyba czas. Bo tak naprawdę ona nie wie na czym stoi i ja na jej miejscu pogadałabym z nim zwłaszcza że widać że zależy jej coraz bardziej

  • yzo

    ~yzo · ip:46.112.134.* · 9 cze 2015

    mega piszesz! może przydałaby sie im jakaś szczerze rozmowa? kiedy kolejną część przewidujesz?

  • mysza

    ~mysza · ip:83.30.164.* · 9 cze 2015

    Powinna z nim szczerze pogadać. Życzę im szczęścia ale on chyba naprawdę jest zwykłym dupkiem. Ona nie musi przez niego cierpieć.