Do zakochania jeden krok cz. 4

Piątek:
Mam ochotę potańczyć więc ubieram ładną kieckę i robię się na bóstwo. Wychodzę do mojego ulubionego klubu. Zamawiam drinka i siadam przy barze. Piję sobie go spokojnie i mniej lub bardziej chamsko odprawiam adoratorów. Idę tańczyć i wywijam dopóki nie zaczynają mnie napierdzielać nogi. Wtedy idę odpocząć przy barze. Ścisk tu dziś niesamowity. Kupuję tym razem piwo. Gdy próbuję wydostać się z tłoku, wywraca się na mnie jakiś pijany dureń. Większość zawartości kufla ląduje na mojej sukience i ubraniach chłopaka obok. Wyrzucam z siebie piękną wiązankę przekleństw. To musi być jakieś fatum. Nie ma innej opcji. Zła karma, czy coś w tym rodzaju. Odwracam się do również klnącego chłopaka chcąc go przeprosić. I zaniemówiłam. To Rafał. Oblałam piwem Rafała.
-… jakbyś kurwa nie mogła patrzeć gdzie leziesz do kur… – nie kończy zdania. On też już mnie poznał. No szlag, więc jednak zła karma. Wiedziałam.
-Przepraszam – wydukałam wciąż zaskoczona jego widokiem.
-Jeśli chcesz zwrócić na siebie moją uwagę, nie musisz od razu oblewać mnie piwem, wystarczyło zagadać.- uśmiecham się nieśmiało i wtedy wraca moja pewność siebie.
-Wolę być oryginalna – mówię przybierając pozę pełną dumy. Odstawiam resztę piwa na ladę i chcę wyjść, ale on znów łapie mnie za rękę.
-Zostań – wlepia we mnie te niebieskie oczy, ale puszcza mnie.
-Sory, ale nie ma takiej opcji. Muszę się przebrać. – wychodzę z klubu. Nie mam zamiaru z nim rozmawiać. Wychodzi za mną. Odpalam powoli papierosa.
-Daj się chociaż na kawę zaprosić. -patrzę na niego podejrzliwie. Chyba zdał sobie sprawę z dwuznaczności propozycji. -Na zwykłą kawę do kawiarni – tłumaczy. Wcale nie mam ochoty z nim rozmawiać. Ani pić kawy. Więc idę pomału przed siebie. Idzie obok mnie. –To jak będzie z tą kawą?
-Nie jesteś godzien, by pić ze mną kawę. Byłabym wdzięczna gdybyś dał mi święty spokój. Co ja ci człowieku zrobiłam że tak za mną łazisz?
-Pomogłaś mi, a ja zniszczyłem twoje rzeczy. Tylko i aż tyle. Chciałbym się jakoś odwdzięczyć.
-Nie możesz po prostu dać mi spokoju?
-Daj się zaprosić na kawę, herbatę, piwo czy co tam lubisz i przysięgam że jeśli będziesz chciała to zostawię cię w spokoju.
-Obiecujesz?
-Obiecuję.
-Będę tu jutro wieczorem. Koło dziewiętnastej.
-Obiecujesz?
-Nie. – patrzy na mnie pytająco. -Nie muszę obiecywać. Skoro mówię że będę to znaczy że przyjdę na pewno – znów się uśmiecha. Przestaje za mną iść.

Sobota:
Już o siedemnastej jest u mnie Anka. Nie zapraszałam jej. Sama przylazła. Godzinę później siedzimy w tym samym klubie, w którym byłam wczoraj. Wypijamy po piwie gadając o głupotach i idziemy tańczyć. Zamykam oczy i oddaję się muzyce. Czuję się cudownie. Włosy muskają moją twarz i przyklejają się do błyszczka na ustach. W tym momencie mi to nie przeszkadza. Po chwili otwieram oczy żeby kogoś przypadkiem nie zabić. Naprzeciwko mnie tańczy Rafał. Kurcze, mogłam jednak mordować na oślep. Podłapuje mój wzrok i uśmiecha się do mnie. Łapie mnie za rękę i tańczymy we dwoje. Na początku za nim nie nadążam. Po chwili jednak pozwalam mu się prowadzić i bawimy się tak przez dobrą godzinę, aż Anka ściąga mnie z parkietu do naszego stolika. Przynajmniej pomyślała i na stole już czeka na mnie zimniutkie piwo.
-Niezły jest – patrzy na Rafała stojącego w kolejce.
-Nie w moim typie, to tylko znajomy – odpowiadam obojętnie.
-Akurat – mówi. -Fajnie razem wyglądacie. – robię obrażoną minę i przewracam oczami.
-To nic z tych rzeczy – tłumaczę. Anka tylko kiwa głową ale nie komentuje, bo przysiada się do nas Rafał z kolegą. Przedstawiamy się sobie i zapada niezręczna cisza.Piotrek, bo tak ma na imię kolega Rafała, zaczyna podrywać Ankę. Jest wyraźnie zachwycona. Zastanawiam się czy jakby nie była wcięta, to też by się jej tak podobał. Nie zamierzam się jednak wtrącać.
-Nadal jesteś na mnie zła? – pyta mnie Rafał.
-Już mi trochę przeszło.
-Cieszę się. Fajnie się ruszasz.
-Wiem. – odpowiadam skromnie.
-Żałuj że nie widziałeś jak na rurze wymiata – wtrąca swoje trzy grosze Anka. Gdyba można było zabijać wzrokiem, leżałby tu teraz jej spopielone zwłoki.
-Chętnie bym zobaczył.
-Zawsze możemy zmienić lokal – dodaje zadowolona przyjaciółka. Wypijam na raz prawie całe swoje piwo nie komentując wypowiedzi Rafała. Chłopaki idą za moim przykładem. Anka już jest pijana, więc nie czekam aż skończy – choć nawet połowy jeszcze nie wypiła – i zaciągam wszystkich na parkiet. Po dziesięciu minutach zaciągam Ankę do WC. Tylko kobieta zrozumie jaka to ulga. Faceci nie muszą tak często latać, czego bardzo im zazdroszczę. Kiedy wracamy, chłopaki tańczą z innymi dziewczynami. Tańczę więc z Anką. Góra dwadzieścia sekund i zostajemy rozdzielone. Mnie przypadł pijany blondyn, towarzyszce chyba szatyn, który mimo że nie najpiękniejszy to świetnie tańczy. Po dwóch minutach Rafał odbija mnie. Dziewczyna, z którą tańczył, patrzy za nim tęsknie. Nawet nie zaszczyca jej spojrzeniem. Przyciąga mnie do siebie.
-Nadal żałujesz? – szepcze mi do ucha. Czuję zapach jego skóry i perfum. Robię nierozumiejącą minę. -Nadal żałujesz że mi wtedy pomogłaś? – jego gorący oddech łaskocze mnie w szyję. Przewracam oczami i kręcę głową. Podoba mi się sposób w jaki na mnie patrzy. I ten zadziorny uśmieszek. "Losie! Marta przestań. Natentychmiast przestań! Nie angażuj się! Nie umiesz kochać! Rozkochasz go w sobie, narobisz mu nadziei, a za trzy miesiące będziesz płakać że się tylko zauroczyłaś i złamiesz mu serce! Nie potrafisz kochać!!! Twoje serce leci sobie w chuja z tobą! Tylko ci się wydaje że możesz kochać. WYDAJE CI SIĘ KURWA. W Y D A J E !!!” – ten komunikat wysłał mi mój mózg. Wiem że ma racje. Rozglądam się za Anką. Ta głupia siksa właśnie sobie siedzi z tym tancerzem i kończy pić piwo! Oczy ma już mniejsze niż chińczyk! Szlag! Rafał podąża za moim wzrokiem. Przeprasza mnie i odchodzi na chwilę. Blondyn chce znów ze mną tańczyć. Odwracam się do niego plecami i tańczę sama. Jest już zbyt pijany. Wolę nie ryzykować że mnie ohaftuje, więc się na wszelki wypadek odsuwam. Trafiam na Piotrka i pijaną Ankę, która bawi się w najlepsze. Uśmiecham się do nich. Piotrek pokazuje coś w stronę baru, więc się tam odwracam. Rafał pokazuje mi żebym podeszła.
-Co chcesz do picia? – krzyczy mi do ucha.
-Nic. – odpowiadam. Nie chcę żeby za mnie płacił.
-Może jednak?
-Nie, dzięki – kręcę głową. Bierze sobie piwo i chce mnie gdzieś ciągnąć, ale każę mu poczekać i też kupuję sobie piwo. Patrzy na mnie z wyrzutem, ale później się śmieje. Wychodzimy na zewnątrz. Zapalam papierosa i siadam na krawężniku. Robi dokładnie to samo. Chłodny wiatr sprawia że przechodzą mi po plecach dreszcze. Palimy pogrążeni w myślach. Nagle wyrywa mu się głośne beknięcie i chce mnie za to przepraszać. Bekam prawie tak głośno jak on.
-Jesteś swoja baba – mówi.
-Wiem kolego.
-Potańczymy jeszcze? Świetnie się z tobą bawię.
-Innym razem, Anka już ledwie chodzi.
-To będzie jeszcze inna okazja? - Na to pytanie wzruszam tylko ramionami.
-Jest coś głupiego co zrobiłem. Dotyczy to zwłaszcza ciebie. To było za raz po tym jak mnie spoliczkowałaś. - podejmuje rozmowę po dłuższej chwili.
-Założyłeś się z Piotrkiem że mnie dziś przelecisz? – pytam spokojnie oglądając bąbelki w piwie. Tak fajnie sobie płyną do góry by zmienić się w małe bańki i zniknąć. Po jego minie widzę że trafiłam w sedno sprawy. -Wy faceci jesteście tacy przewidywalni. Wszyscy inni i tacy sami zarazem.
-Nie jesteś wściekła?
-Wściekła? Nie. Ja się założyłam z Anką mniej więcej o to samo. Ale cieszę się że mi o tym powiedziałeś.
-Serio?
-Co serio?
-Założyłaś się z nią?
-No jasne że nie – łapię się za głowę udawanym gestem rozpaczy. -Chciałam żebyś się poczuł mniej winny. My baby nie jesteśmy aż tak głupie – śmiejemy się obydwoje. Patrzę w niebo i przyglądam się gwiazdom. Ignoruję gapiących się na mnie ludzi. Łapię jedną spadającą. "Chciałabym jeszcze kiedyś kogoś pokochać całym sercem”. Rafał też ją dostrzegł.
-Co sobie życzyłaś?
-Żeby Anka okazała się lżejsza niż ostatnim razem, ale tu mi chyba gwiazdy nie pomogą.
-Gwiazdy może i nie – ale my z Piotrkiem chętnie.
-Więc gwiazdy jednak mi pomogą posługując się wami? – w tym momencie podchodzą Anka z Piotrkiem. Właściwie to Piotrek wlekący Ankę. Odprowadzamy ją podtrzymując każdy po kawałku drogi. Kiedy idzie obok mnie, a chłopaki na chwilę zostają z tyłu, pytam co myśli o Piotrku.
-Nie tańczy idealnie, ale całkiem fajnie. Tematów mu nie brakuje. Taki podrywacz. Całuje świetnie. Ale za nim go odprawie mam zamiar sprawdzić jaki jest w łóżku – wysapuje mi cichutko do ucha i się śmieje.Zimne powietrze dobrze jej robi, bo idzie już sama chwiejąc się i zataczając. – A ten Robert, z którym tańczyłam to strasznie biedny człowiek. – przechodzi do półgłosu. Mnie tam na biednego nie wyglądał. -Bo wiesz, on ma dobrą pracę, wspaniały samochód, piękny dom i dużo innych równie fajnych rzeczy. Naprawdę. I on myśli, że jak ma już to wszystko, to wyobraź sobie, może mieć każdą kobietę, ale chciałby właśnie mnie!!! – wybuchamy śmiechem. Anka wspaniale to opowiada swoim pijackim głosem, zataczając się i gestykulując. -I słucham tego jego pierdzielenia, i mówię mu że ja tam nie mam takich dupereli, ale mam za to baaardzo bogate wnętrze i że mu współczuję, bo jak by na mnie się codziennie rzucało tyle plastiku, to była bym bardzo samotna. I pytam go czemu chce mieć właśnie mnie. To on mi na to, wyobraź sobie, że pierwszy raz widzi tak piękną kobitę jak ja. I że jestem taka mądra i inteligentna i coś tam jeszcze mówi, ale było za głośno i nie dosłyszałam. Mówię mu wtedy, że ja głupia to myślałam, że chce mnie upić i przeruchać, bo ja już dobrze podpita jestem. A on zaprzecza i tłumaczy że wcale nie. I wtedy, wyobraź sobie zauważam ciebie. Więc mu mówię że szkoda że nie chce się bzykać, bo miałam nadzieję że fajnie będzie. Trzeba było zobaczyć jego minę! Hahaha! No i nagle mu się odwidziało i chce się bzykać. Wtedy ja, wyobraź sobie, przepycham się już do ciebie, a on łapie mnie kurwa za rękę!
-Przeżył to? – pytam zaciekawiona. Obydwie nie lubimy gdy ktoś nas dotyka bez naszej zgody.
-Słuchaj dalej, teraz będzie najlepsze. I już się odwracam, a wzięłam porządny zamach, i już mam mu wymierzyć sprawiedliwość – a tam niespodzianka! Kurwa, nie ma go! To Piotrek złapał mnie za rękę, bo chciał zatańczyć. No i że ciebie straciłam z oczu, więc zmieniłam kierunek i poszłam z nim się bawić. A że mi się kręciło później bardzo w głowie, to postanowiłam cię poszukać. Ale znikneliście gdzieś z Rafałem. Chciałam do ciebie zadzwonić, a tu proszę! Twoja dupa spoczywa na krawężniku – śmieje się dalej Anka. Ależ ona ma fazę. Chłopaki nas rozdzielają i gołąbki zostają trochę z tyłu.
-Teraz jesteśmy kwita? – pytam Rafała.
-Myślę że tak – mówi.
-Więc teraz dasz mi spokój? – jego niebieskie oczy robią się smutne.
-Jeśli bardzo tego chcesz – mówi cicho. Nie chcę. Naprawdę tego nie chcę. Nie chcę mu też złamać serca. Po prostu nie mogę. Nie umiem kochać. Kiedyś ktoś popsuł to moje bijące niezrównoważone cacko. Została tylko wielka, ziejąca pustką dziura. Kiedy udaje mi się ją wypełnić, i myślę że moje serce już działa jak powinno, ono znowu robi się puste. Uczucia zdychają. Tak po prostu. Z dnia nadzień. Jestem zakochana i nagle nie jestem. Nie potrafię nic z tym zrobić. Nie wiem jak naprawić moje serce. Nie umiem.
-Chcę. – odpowiadam równie cicho jak on.
-Mogę cię chociaż odprowadzić? – patrzy mi w oczy.
-Jasne.
-Wiesz, naprawdę świetnie tańczysz.
-Lata praktyki. Dużo ćwiczysz? – pytam.
-Nie ćwiczę w ogóle. Tańczę okazyjnie.
-Nie chodziło mi o taniec. Tak ogólnie pytam. Siłownia i te sprawy.
-Uwielbiam ćwiczyć. To źle?
-Nie, tylko cholera, strasznie ciężko mi cię zatargać wtedy było. Więc doszłam do wniosku że albo jesz kamienie, albo ćwiczysz.
-Zdecydowanie jem kamienie. Wiesz co miałem dziś na obiad? Ogórkową ze żwirkiem, rybę z surówką i z otaczakami, a na deser lody posypane bałtyckim piaskiem.
-Szkoda że od razu nie powiedziałeś to bym cię toczyła po tym chodniku. Było by szybciej.
-Ty niedobra. Mogła byś mi coś takiego zrobić?
-Tak – wzruszam ramionami.
-Wiesz mam pewien pomysł. Skoro ty mnie niemal niosłaś tak daleko… – w tym momencie niespodziewanie bierze mnie na ręce – …to teraz moja kolej. – mówi. Śmiejemy się obydwoje. Wnosi mnie nawet do marketu, prosi żebym wzięła nam po piwie, a później żebym wyjęła mu portfel z kieszeni. Już wcześniej zauważyłam że ma portfel przypięty łańcuszkiem do spodni. Wsuwam dłoń do jego kieszeni.
-O Jezu! Coś dziwnego tu masz! – mówię zdziwionym, zaniepokojonym głosem. Przygląda nam się kilkoro ludzi. Jego brwi wędrują w górę, a na twarz wpełza podejrzliwy uśmieszek. Nie chcę się jeszcze roześmiać, więc wtulam twarz w jego klatkę piersiową, żeby nie patrzeć mu na twarz i kontynuuję. – To jest takie długie! I grube! To jest ciepłe i takie twarde – nie wytrzymuję i śmiejemy się obydwoje. Wyciągam w końcu portfel. Robię minę zachwyconego dziecka. -Nie dość że ciepły, gruby, długi i twardy, to jeszcze śliczny! Dasz mi go? Proooszę!? Będzie mi do sukienki pasował! Prooszę. To taki fajny łańcuch! – ludzie dookoła nas zasłaniają się żeby się nie śmiać. Jakaś babcia wprost rechocze, a inna wygłasza monolog na temat dzisiejszej zdemoralizowanej młodzieży. Rafał zanosi mnie do kasy. Puszki stawiam na taśmie dość daleko od siebie.
-Policzyć razem? – pyta kasjerka.
-Nie. – odpowiadam.
-Tak. – mówi Rafał. Kasjerka się uśmiecha. -Niech pani policzy razem – i tak kobieta robi. Wyciągam ze swojego i Rafała portfela po 2, 50 zł. Resztę wrzucam do jego. Kręci głową, ale nic nie mówi. Dalej idziemy już po ludzku. Siadamy na ławce przed moją klatką. Na szczęście Rafał nie komentuje tego że wysiadłam wtedy pod złym blokiem. Gadamy o pierdołach. Jest taki słodki i śmieszny. Zastanawiam się czy mogłabym go pokochać. Wiem że nie. Może na miesiąc lub dwa. Tylko głębokie zauroczenie. Chwilowe szczęście. Nic więcej. Co raz częściej patrzy mi na usta. Wiem że chce mnie pocałować, więc siadam tak żeby mu to uniemożliwić. Prosi mnie o numer telefonu. Zdecydowanie odmawiam. Jest zaskoczony i rozczarowany. Robi się tak jakoś drętwo. Krótko się żegnamy i rozchodzimy. Czuję się podle że go tak spławiłam.

3 760 czyt.
1073981% 16
DziecieChaosu

DziecieChaosu opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2728 słów i 15235 znaków. ·

Komentarze (7)

 
  • DziecieChaosu

    DziecieChaosu 25 kwi 2015

    Jestem naprawdę mile zaskoczona ilością czytelników, tym bardziej że jestem tutaj aby od tygodnia Paulaa skoro tak bardzo Ci się podobają moje wypociny, wieczorem dodam kolejną część

  • Zozol

    ~Zozol · ip:213.158.222.* · 25 kwi 2015

    Kiedy kolejna??

  • Madierka

    Madierka 25 kwi 2015

    Mimo błędów, które wymieniła brzytkwa, ja kocham to opowiadanie i czekam na kolejne części Tak spodobała mi się treść, że już błędy nie mają dla mnie znaczenia

  • brzytkwa

    brzytkwa 25 kwi 2015

    Brakuje wielu przecinków, są błędy, np. "mogłabyś" pisze się razem, "byłoby" też pisze się razem i kilka innych, źle pisane dialogi, za krótkie zdania na początku – źle się czyta. Mnie się nie podoba.

  • Panna Nikt

    ~Panna Nikt · ip:198.41.242.* · 25 kwi 2015

    Fajnie, fajnie

  • Paulaa

    ~Paulaa · ip:213.158.221.* · 25 kwi 2015

    Kocham to!!!! Błagam cię dodaj kolejną część dzisiaj

  • yzo

    ~yzo · ip:46.112.56.* · 25 kwi 2015

    dalej, dalej, dalej!