Do zakochania jeden krok cz. 8

Piątek:
W końcu piątek. Do Ani nawet nie dzwonię, bo zapewne ten wieczór spędza ze swoim lubym. Ona by mi nie odmówiła, ale Piotrka pewnie ogarnęłaby żądza mordu. Rzucam się więc na łóżko i kontynuuję czytanie książki, która okazała się doskonałym wyborem. Po nieco ponad stu stronach, dzwoni do mnie moja Aneczka.
- Cześć Kotek, co tam?
- Cześć kochana. Tak tylko dzwonię zapytać co robisz, bo cholernie się dziś nudzę i chciałam cię zgarnąć na pizzę. - Głos ma spokojny, więc pewnie Piotrek jest dziś zajęty, a nie jakaś katastrofa.
- Stara, czytałam książkę szczerze powiedziawszy. Niestety pizza odpada, bo umrę z głodu przed wypłatą.
- Czuj się zaproszona Misiu. Ja stawiam.
- To za ile u mnie będziesz?
- Do zobaczenia za pół godziny. - Rozłączyła się. Jak Ty mnie już cholero znasz! Wiedziała że będę chciała wytargować więcej czasu na ogarnięcie się, więc się rozłączyła. Krowa!
***
Lubię pizzę z Quattro. Mają świetne ciasto i gówniany sos pomidorowy. Coś kosztem czegoś. Anka ma dość zamyśloną minę. Ciekawe o czym myśli. Pewnie o tym swoim gołąbku.
- Nie zadzwoniłaś do mnie. - Mówi z wyrzutem w głosie, z nad menu. Właściwie to w piątki zawsze gdzieś wychodziłyśmy razem.
- Myślałam że pójdziesz gdzieś, z tym Twoim panem od Kamasutry.
- Za dużo myślisz, kochana. Mój Seks Mistrz musi zostać dziś dłużej w pracy, więc jestem cała do Twojej dyspozycji.
- To powiem Ci, że w niedzielę spotkałam się z Bartkiem. - Zostawiłam ją z głupim wyrazem twarzy i poszłam zamówić naszą kolację. Kiedy wróciłam patrzyła na mnie wyczekująco.
- No napisał do mnie w sobotę, że chce się spotkać i w niedziele poszłam z nim na kawę.
- Tak to możesz mamie opowiadać. - Pokazała mi język.  
- No nic ciekawego się nie wydarzyło. Zaczął się tłumaczyć, pogrążając się jeszcze bardziej. No bo, że niby to dlatego, że ja za mało doświadczona byłam i takie tam bzdety. Nie chciałam w ogóle tego słuchać, to i sobie poszłam.
- I to wszystko?
- No przeprosił mnie i wyżalił się, że zaręczył się z blacharą i już jej nie chce, i że tęskni za mną.
- W porę sobie przypomniał. - Zauważyła przyjaciółka. - Nie chcesz o tym gadać, co?
- Jak ty mnie dobrze znasz, kochana.  
- Wiesz co, jest już maj, a my głupie dałnice jeszcze nigdzie nie byłyśmy. - Zmieniła temat.
- Jedziem? - W sekundę odzyskałam humor.
- O kurczak! Gdzie? - Też się uśmiecha podniecona.
- Pamiętasz jak ostatnio śmiałaś się, że jeszcze nigdy nie ujeżdżało ci się tak dobrze konia? - Robię zaciesza.
- No na koniku mojego Piotrusia, jeździ się cudownie. No i co w związku z tym?
- A jechałaś kiedyś na wielbłądzie? - Pytam z głupia.
- Co? Niiie... - Mówi zaciekawiona.
- A masz plany na niedzielę?
- A skąd ty u nas takiego zwierza chcesz wytrzasnąć? W pobliżu nie ma ZOO, a nawet jakby było, to i tak by nam nie pozwolili - Patrzy na mnie z powątpiewaniem.
- Od razu ZOO. Jest takie małe zadupie, wcale nie daleko stąd. I mają tam trochę zwierzyny. Jak mi pożyczysz stówę, to jedziem w niedzielę.
- Stopem? - pyta z nadzieja w głosie. Kocham tą moją wariatkę. Co roku gdzieś jeździmy i żeby było ciekawej to często okazją.
- Pewnie że nie busem. - odpowiadam.  
- Jedziem, jedziem, jedziem! - piszczy podniecona i rzuca mi się na szyję. Naprawdę ją kocham.


Sobota:
O dwunastej zadzwonił do mnie Wojtek. Byłam totalnie zaspana, bo od prawie dwudziestej trzeciej do siódmej rano, czytałam tą książkę z biblioteki. Wciągnęło mnie. Ale wracając do tematu, Wojtas to mój dobry kumpel już od podstawówki. Mieszka w bloku obok. To właśnie z nim biłam się niemal codziennie w podstawówce. Nic do siebie nie mieliśmy. Po prostu byliśmy fanami Dragon Ball-a, Pokemonów i MacGyver-a. Szczerze powiedziawszy podkochiwałam się wtedy w nim (w Wojtku, nie Gyverze). Wysoki, czarno włosy, ciemna karnacja i ten wiecznie goszczący na jego twarzy, zadziorny uśmieszek. No i był prawie we wszystkim najlepszy. Podczas gdy dziewczynki bawiły się lalkami, my wdrapywaliśmy się na drzewa i zakładaliśmy, kto skoczy z większej wysokości. Kiedyś w szkole, podczas zabawy w Rycerzy Jedi oberwałam od niego patykiem w twarz. Bolało cholernie. Zrobił mi się gorąco, zaczerwieniłam się aż po czubki uszu, a z oczu zaczęły mi płynąć łzy. Dookoła otaczały mnie zaciekawione dzieci. Kucnęłam i zwinęłam się w kłębek, starając zdławić szloch. Stał biedny na przeciwko mnie, taki wystrachany i próbował mnie pocieszyć. A ja tak bardzo chciałam żeby sobie poszedł, bo wstydziłam się że on widzi jak płaczę. Małe kable ( czytaj: dziewczynki) od razu po panią poleciały. Powiedziałam że się przewróciłam i że one kłamią, bo nie lubią Wojtka. Sprawa została niewyjaśniona, a ja od tamtej pory byłam swoja.
Tak więc drogi Wojtasek zaprosił mnie na grilla na swojej działce i poprosił żebym mu pomogła tam wszystko ogarnąć. Nie mając żadnych planów na dziś, chętnie na to przystałam. Spotkaliśmy się o piętnastej pod moją klatką i poszliśmy. Po drodze zahaczyliśmy o Lidla, gdzie ja zaopatrzyłam się w cztery piwa malinowe, a kolega wybrał Leszki. I poleźliśmy. W domku rzeczywiście miał niezły chlew. Wszędzie pełno pajęczyn, porozrzucanych ubrań, tony kotów (z kurzu) i oczywiście butelki z piwa, wódki, a nawet z taniego wina. We dwoje uprzątnęliśmy to wszystko, w jakieś półtorej godziny. W malutkiej kuchni poszło trochę ciężej. Musieliśmy dodatkowo pomyć naczynia. Po jakiejś godzinie dołączył do nas Patryk, jego młodszy brat. Jeśli dobrze pamiętam to obecnie ma osiemnaście lat. Dawniej go gnębiliśmy, bo jak to młodsze rodzeństwo ma w zwyczaju - kablował. Jak poszedł do szkoły średniej, to oczywiście się ogarnął i nawet zaczęłam go lubić. Teraz świetnie się spisywał szykując dwa stoliki i grilla przed domkiem. Gdy zobaczyłam tą górę żarcia, którą nosił z bagażnika od razu zawołałam śmiejąc się:
- Patryk Kochanie moje najdroższe, tyle jedzenia mi przywiozłeś? Jesteś taki kochany, zostań moim mężem! - W odpowiedzi uniósł podbródek i złapał się za serce.  
- Chętnie moja luba! Tylko najpierw zrobimy wesele, później noc poślubną, a jutro możesz zwiać sprzed ołtarza!
- Ale ja jestem dziewicą i nie ma mowy o seksach przed ślubem! To jest grzech! - Naśladuję swoją babcię robiąc poważną minę i karcąco macham palcem wskazującym.  
- Grzech to za chwilę do nas dołączy, bo już widać tą jego ryszawą łepetynę - wtrąca Wojtek.
Nie przypominam sobie żadnego Grześka, więc pewnie nie znam typa. Kiedy do nas dołącza, od razu się mi przedstawia i dopiero wita z chłopakami. Tym drobnym gestem zyskał sobie mój szacunek. Wyjął z plecaka laptopa i postawił na krześle. Patryk przytargał, z tylnego siedzenia swojego auta, sporą kolumnę i zajęli się podłączaniem nagłośnienia. O dziewiętnastej przyszły jakieś dzikie bliźniaczki. Z pewnością małolaty. Przywitały się z Patrykiem, a nas olały. A później to dołączyło w ogóle ponad dwadzieścia osób. Na początku było trochę drętwo. Nowo przybyli po większości nie wyglądali na zbyt rozgarniętych. Dopóki nie zrobiło się ciemno. Towarzystwo nagle ożyło. Zaczęli tańczyć i się wygłupiać. A dziewczyny zaczęły jeść. Nigdy nie zrozumiem dlaczego kobiety w dużym towarzystwie, przeważnie kryją się z tym że lubią sporo zjeść. Ja tam nie mam takich oporów. Przysiadł się do mnie Grzesiek. Pachniał słodziutko Marysią. Bezceremonialnie wyjęłam mu z kieszeni paczkę papierosów (moje już mi się skończyły) i jednego włożyłam sobie do ust. Za nim w ogóle rozpoczęłam poszukiwania zapalniczki, zapalił mi go. Zaczął się do mnie przystawiać, czym przypomniał mi o Rafale. Spławiłam Grzesia i pożegnałam się z Wojtkiem. Oczywiście panowie chcieli mnie odprowadzić, ale ja nie zamierzałam im tłumaczyć że nici z seksów i poszłam sama. Minęłam trzy kochające się pary, a czwartą tylko słyszałam. Szłam niespiesznie patrząc w gwiazdy. Niestety, żadna cholera nie spadła. Za to w chłodnym powietrzu nocy, szybko trzeźwiałam. Minęłam paru człowieków, ale nikt mnie nie zaczepił. Byłam ciekawa, która jest godzina. Niestety bateria w telu mi padła. Pod moją klatką siedział jakiś chłopak. Pierwszą myślą jak się pojawiła w mojej głowie, to Rafał. Kiedy podeszłam bliżej wiedziałam już że to nie on.
- Czekasz na kogoś? - Spytałam Bartka lekko zirytowana jego obecnością. Spróbował wstać, ale tylko się wywrócił. Jest nawalony jak biszkopt.
- To Ty Martusiu? - Wybełkotał.
- Nie. Przykro mi, pomylił pan bloki. Tu nie mieszka żadna Marta. - Mam nadzieję że mnie nie poznał.
- Nie wygłupiaj się, Kochanie - mamrocze i próbuje się podnieść. Omijam go i idę do siebie. W mieszkaniu panuje zaduch, więc uchylam okno. No nie wierzę! Ten uparty, zarozumiały osioł wydziera się przed moim blokiem! "Marta, kocham Cię!", "Zejdź do mnie ukochana!", "Martusia!", "Marta, ja się zabiję, nie mogę żyć bez Ciebie!". Ogarnięta rządzą mordu podłączam telefon pod ładowarkę. Po chwili pod blok podjeżdża radiowóz i mój ex jedzie zwiedzać wytrzeźwiałkę. Domyślam się że musieli go usłyszeć, bo na pewno nie zdążyliby zareagować tak szybko na zgłoszenie. Wciąż zła jak osa, idę spać.

______

Wena powoli powraca :D Część jedenasta wyszła mi świetna :) Nie mogę się doczekać aż wam ją pokaże :D Dziękuję wszystkim czytelnikom za mega motywujące komentarze <3 kolejną część dodam wieczorem :P A tymczasem palę narty do spania ;)

3 285 czyt.
1077586% 14
DziecieChaosu

DziecieChaosu opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 1851 słów i 9885 znaków. ·

Komentarze (5)

 
  • yzo

    ~yzo · ip:46.112.51.* · 27 kwi 2015

    jedno z lepszych opowiadań jakie tu czytałam!

  • klamra

    klamra 27 kwi 2015

    Geniuszu mój!! Kocham to opowiadanie

  • nelka

    ~nelka · ip:79.185.172.* · 27 kwi 2015

    Bardzo fajne super się czyta uśmiech nie schodzi z twarzy

  • Paulaa

    ~Paulaa · ip:37.30.101.* · 27 kwi 2015

    Haha pod koniec się uśmiałam

  • Madierka

    Madierka 27 kwi 2015

    Ktoś tu wcześnie rano wstaje Część spodobała mi się, tak przejściowo. Jako połączenie dwóch wątków tekstu, lub części. Po prostu nie było mocno nieprzewidywalnie... Nie umiem się wysłowić