Idealnie Nieidealni cz.11

Niedziela, wieczór:
  Przeraża mnie myśl, że już więcej nie zobaczę Marty. Dziewczyna ma nikłe szanse, skoro reanimacja nie przyniosła skutku na plaży. Boję się usłyszeć, że ona już jest na tamtym świecie. Jestem wściekły na siebie samego. Bałem się, że nie będę mógł z nią żyć, a teraz nie wyobrażam sobie życia bez niej. Mogłem ją uratować. Mogłem zostawić to dmuchane dziadostwo i poświęcić życie kolesia, którego prawie nie znam. Żyłbym z poczuciem winy, czuł bym się jak ostatni skurwiel i zastanawiał się, czy mogłem uratować obydwoje. Ale nie, ja musiałem zgrywać bohatera i pomóc obydwojgu. Zawiodłem ją na całej linii. Tak kurewsko bardzo zawiodłem. Jeśli ona umrze, nie wybaczę tego sobie. Czekając na Barmana, uświadomiłem sobie, że powinienem zadzwonić do Anki. Pomyślałem też o rodzicach Marty, ale nigdy o nich jeszcze nie wspominała, więc darowałem sobie grzebanie w jej telefonie. Cholera wie jakie ją łączą z nimi relacje. Wybrałem numer Piotrka i czekam. Jeden sygnał. Drugi. Trzeci... Kolejny... Następny... I od nowa. Pierwszy. Drugi... Dobiłem się dopiero za piątym połączeniem.
- Naprawdę dzwonisz nie w porę - warknął, gdy w końcu odebrał. Domyśliłem się w czym mu przeszkodziłem, bo w tle usłyszałem chichot Gołębicy.
- Nie czas na kłótnie, daj mi Ankę - powiedziałem siląc się na spokój.
- Nie ma mowy. Ta Diablica jest moja. A w ogóle czego Ty od niej chcesz!? Z nią się jeszcze tylko nie pokłóciłeś!? - powiedział zimno. Jest na mnie wściekły po ostatnim. Nie dziwię mu się, zachowywałem się jak ostatni kutas.
- Kurwa, po prostu mi ją daj - zacząłem znowu płakać, bo przed oczami pokazał mi się obraz bezwładnego ciała Marty.  
- Wszystko w porządku? - zapytał zmieszany.
- Nic nie jest w porządku i być może już nigdy nie będzie. Proszę, daj mi ją do tego cholernego telefonu - wychlipałem.
- Cóż mogło tak wzruszyć naszego Jaśnie Romantycznego Pana? Niech zgadnę... Czyżbyś myślał, że pomogę Ci z Martą? - zakpiła, ale postanowiłem to zignorować. Zasłużyłem na jej wściekłość.
- Marta... Marta się... Bo ona... - słowa nie chciały mi przejść przez gardło.
- Wkurwiła się i nie chce się do Ciebie odzywać? Dziwisz się jej!? Bo ja wcale. Jesteś pierdolo... - nagle urwała, bo wszedłem jej w słowo.
- Ona chyba nie żyje - powiedziałem głosem pełnym bólu.
- Co!!!!!!!? - krzyknęła.
- Ona się chyba... utopiła - rozkleiłem się na dobre.
- O ja pierdolę... O kurwa mać... JA PIERDOLĘ!... Jezus, Maria! Powiedz, że żartujesz. Powiedz, że to kurewsko nieśmieszny ŻART - jej głos był pełen niedowierzania.
- Wyciągnąłem ją, ale nie odzyskała przytomności. Już powinna być w szpitalu. Muszę kończyć, bo Krzysiek przyjechał i jedziemy do niej.
- Dobra, będę pierwsza w szpitalu. Jak coś, to zadzwonię - rzuciła na pożegnanie. - Ubieraj się kurwa szybko! Jedzi... - usłyszałem jeszcze słowa skierowane do Piotra, za nim się rozłączyła.
   Jedziemy prosto do szpitala. W samochodzie udaje mi się powstrzymać szloch, ale nie płynące łzy. Siedzę jak na szpilkach, a czas się dłuży niemiłosiernie. Pomimo tego, że szpital jest na samym początku naszego miasta, a od Jeziora Tarnobrzeskiego jest oddalony o jakieś dwa, góra trzy kilometry, martwię się czy zdążyli ją dowieść na czas. Boję się usłyszeć, że ona umarła i równocześnie nie mogę dopuścić do siebie tej myśli. Nie potrafię ocenić jak długo ją wyciągaliśmy z wody, ani ile trwała reanimacja. Wszystko działo się tak szybko, a równocześnie koszmarnie powoli. Nigdy w życiu się jeszcze tak nie bałem. Ciągle mam przed oczami jej mokre, nieruchome, oblepione piaskiem ciało, z nienaturalnie wykrzywionymi palcami, z klejącymi się kosmykami włosów, które się jakimś cudem wymknęły i opadały jej na czoło i policzki. Nie mogę zadzwonić do Sebastiana, bo mam jego telefon, który zostawił w plecaku Marty. Jestem wykończony zarówno psychicznie jak i fizycznie. Drżą mi nogi i ręce. Nie wiem czy bardziej z wysiłku, ze strachu o nią, czy z nerwów. Uratowaliśmy Emila, ale czy dałem rady pomóc Marcie na czas? Zawiodłem ją, czy nie? Jest mi niedobrze z nerwów i boli mnie brzuch. Parkujemy i wysypujemy się z auta. Zarzucam sobie plecak Marty na ramię. Zaczyna mi dzwonić telefon. Odbieram od razu, bo to Piotrek.
- Stary, nie musisz się śpieszyć - rzucił bezbarwnym, cichym i poważnym głosem. Odchyliłem głowę do tyłu i gwałtownie wciągnąłem powietrze do płuc. Zamknąłem oczy, a płynące spod rzęs  krople, zamieniły się w strumienie. Odechciało mi się żyć. Wszystko straciło sens.  Zawiodłem ją. Zawiodłem dziewczynę, dla której mógłbym zrobić wszystko, a nie zrobiłem nic. Byłem tylko nadętym dupkiem. Czy ona musiała zginąć, żebym to zrozumiał!? Dlaczego to się musiało stać? Dlaczego... - ... robią jej jakieś badania i trzeba czekać, ale niedługo powinna tu przyjść. Jesteś tam? - dotarły do mnie tylko jego ostatnie słowa.
- Możesz powtórzyć? - wymamrotałem ściśniętym głosem.
- No właśnie Ci powiedziałem, że nic poważnego jej nie jest. Ma mieć prześwietlenie dłoni i jakieś badania mają jej zrobić. Jest tu jej brat z jakimś kolesiem i mówią, że nic jej nie będzie. Anka z nimi jeszcze gada... - dalej nie słucham. Jestem tak kurewsko szczęśliwy, że nie potrafię nawet tego wyrazić. Nic jej nie będzie. Jest bezpieczna. Żyje. Kurwa, ONA ŻYJE. Czuję ogromną ulgę. To takie uczucie, jakbym niósł niewyobrażalny ciężar na barkach i nagle ktoś mi go zdjął. Jakbym dostał od losu drugą szansę. Mała Wiedźma żyje!  - ... No jesteś tam!? - powtarza Piotrek.
- Jestem, Stary. Wyjdziesz po mnie? Właśnie przyjechaliśmy.
- Za raz będę - mówi i się rozłącza.
   Czekaliśmy chwilę pod drzwiami wejściowymi.  Słone krople nadal płynęły z moich oczu, ale to były łzy szczęścia i niedowierzania, że wszystko z Martą w porządku. Alicja podaje mi chusteczki, a ja przecieram nimi co chwilę oczy. Nie potrafię opanować targających mną uczuć. Kiedy pojawia się Piotrek, przepraszam go za moje ostatnie zachowanie, a on się śmieje, że będę musiał mu tą krzywdę w polu odrobić. Innymi słowy sprawa idzie w niepamięć, bo nawet jakby miał pole, to by mi nie kazał przecież tam ślęczeć z motyką. Wsiadamy do windy i jedziemy w górę. Nawet nie spojrzałem, na które piętro. Gdy drzwi się rozsuwają, Piotrek prowadzi mnie pod salę Emila. Wszyscy siedzą na krzesełkach, na korytarzu.
- Co z Martą? - pytam na wstępie.
- Ocknęła się w karetce, za nim w ogóle wyjechaliśmy z zalewu - tłumaczy Sebastian. - Lekarze mówili, że nic jej nie będzie. No i niestety, ale musi tu zostać do jutra na obserwacji.
   Oddałem plecak Marty Sebastianowi i gadaliśmy jakieś półtorej godziny. Wciąż lekko drżały mi kończyny, co nie uszło uwadze Anki. Jednak zostawiła to bez komentarza. Kot się obwiniał, że to przez niego, bo za daleko od niej odpłynął i że niepotrzebnie zgodził się z nią ścigać. Tłumaczyliśmy mu, że to nie jego wina, bo tego nikt nie był w stanie przewidzieć. Atmosfera była grobowa. Seba też się obwiniał, że niepotrzebnie się z niej śmiał, bo inaczej nie próbowałaby na siłę uczyć się pływać. Właściwie to i mnie nie ominęło poczucie winy. Mogłem iść z nimi. Byłbym szybko przy niej, za nim ogarnęłaby ją panika. Wszyscy jesteśmy winni i nikt nie jest. Stało się i czasu nie cofniemy. Wszedłem do toalety dla pacjentów, bo nie chciało mi się iść na dół. Gdy myłem dłonie, usłyszałem wesoły pisk Anki i od razu wiedziałem, że Marta się w końcu zjawiła. Wyszedłem i patrzyłem na nią.
- Co to kurrrwa ma być!? Stypa beze mnie??? - głośno rzuciła do roześmianej czwórki. Jakiś facet zaczął się oburzać na jej słownictwo, ale wszyscy go zignorowaliśmy.
   Stałem i patrzyłem osłupiały, na jej roześmianą buźkę. Powoli szła w biało-różowych spodenkach do kolan i luźnej koszulce, które zapewne są własnością szpitala. Patrzyłem jak towarzystwo, które rzuciło się na nią, mocno ją tuliło - brat, przyjaciółka, Kot, a nawet Gołąbek. Wszyscy na raz. Miała tak szczęśliwą twarz, jakby nic się dziś nie stało. Nie było po niej widać, że dopiero co otarła się o śmierć. Albo że coś ją boli, a bolały na pewno chociażby zabandażowane dłonie. Gdy nasze spojrzenia się w końcu skrzyżowały, jej radość prysła na chwilę. Zastąpiły ją niedowierzanie i powaga. Zabolało mnie to. Zabolało, bo ostatnio ciągle gaszę ten jej uśmiech. Daję jej więcej bólu, niż szczęścia. A ona zasługuje na nie, nawet jeśli podąża złą drogą. Przeze mnie jest nieszczęśliwa. Ma cienie pod oczami i sporo schudła. Niszczę ją. Krzywdzę tę piękną, grzeszną istotę. Odwróciła wzrok ode mnie i znów na jej twarzy malowała się sielanka.
- Kupiliście mi coś do żarcia? Bo tu już chamy kolację wpieprzyły beze mnie - wyrwał mnie z myśli jej wesoły głos, chociaż pytanie nie było skierowane do mnie.
   Zaczęli żartować i w końcu Piotrek poszedł jej coś kupić. Po chwili podeszła niepewnie do mnie.
- Po co przyszedłeś? - zapytała cicho. Patrzyła na mnie tymi swoimi, dużymi oczami.
- Przeprosić Cię za wszystko, Malutka - odpowiedziałem. Nie miała na twarzy żadnego makijażu, a i tak była piękna. Poczochrane włosy dodawały jej tylko uroku.
- To znaczy? - nadal mówiła cicho. Jej radość gdzieś znikła, jak mydlana bańka. Pragnąłem, żeby cieszył ją mój widok, ale podświadomie czułem, że wszystko zepsuliśmy na amen, już na początku znajomości, kiedy pojawił się ten śmieszny Bartek.  
- Za to, że namieszałem w Twoim życiu. Za to, że Cię okłamałem, że chcę być Twoim przyjacielem. Za to, że Cię nie obroniłem przed Bartkiem i jeszcze się za to obraziłem. Za to, że przeze mnie płakałaś. Za to, że zachowywałem się jak palant. Za to, że nie potrafię Ci zaufać... - ostatnie zdanie wyszeptałem, ale nie chciałem jej okłamywać.
   Robiłem co mogłem, żeby się nie rozpłakać ponownie. Patrzyła tylko na mnie, a z jej twarzy prawie nic nie można było wyczytać. Jedynie zmarszczone brwi, pokazywały jak bardzo jest wkurzona.
- Skąd wiesz o Bartku? - zapytała pozornie spokojnie o to, o czym najmniej chciałem gadać.
- Wiem i już, to nieistotne. Chciałem Cię przeprosić i obiecać, że więcej nie będziesz przeze mnie płakać. Nie będę się już pchał w Twoje życie, bo obydwoje źle na tym wychodzimy. Beze mnie byłaś szczęśliwa, a ja wszystko psuję. Tak będzie lepiej mała... - wstałem, bo łzy pchały mi się do oczu. Musiałem stąd szybko wyjść. Nie chciałem, żeby widziała jak płaczę. Odwróciłem się do niej plecami i ruszyłem przed siebie. Doszedłem do szklanych drzwi oddziału.
- Rafał? - zawołała za mną.
   Przystanąłem z ręką na rączce wejścia, wziąłem głęboki oddech i mrugnąłem kilka razy, żeby odgonić napływające do oczu łzy. Odwróciłem się. Biegła w moją stronę. Jej prawa ręka była odchylona do tyłu, a wyraz twarzy obojętny. Wiedziałem, że dostanę z liścia, ale zasłużyłem, więc pozwoliłem jej na to. Zatrzymała się przede mną. Jej ręka powędrowała szybko do góry i wylądowała na mojej szyi. Podciągnęła się i stanęła na palcach, a jej usta momentalnie znalazły moje. Całowała mnie zachłannie, a ja po sekundzie zaskoczenia, zacząłem oddawać pocałunki. Przywarła do mnie całym ciałem i ocierała się o mnie w rytm ruchów naszych języków. Podniecenie ogarnęło mnie w ułamku sekundy. Pożądanie zbierało się w dole brzucha, a cała krew odpłynęła do drugiej głowy. Pragnąłem jej dużo bardziej, niż byłem w stanie przyznać sam przed sobą. Przyciągnąłem ją mocno do siebie, a jej wolna ręka momentalnie znalazła się na moich włosach. Brakowało mi lekkiego ciągnięcia za nie, ale bandaż jej to uniemożliwiał. Po chwili odsunęła ode mnie usta ciężko dysząc, a ja chciałem więcej. Dużo, dużo więcej. Nigdy niczego tak bardzo nie pragnąłem, jak jej w tym momencie.  Wciąż stała na palcach. Ujęła moją twarz w dłonie i oparła swoje czoło o moje. Patrzyliśmy sobie w oczy. Widziałem jej bursztynowe tęczówki podwójnie.
- Kocham Cię Ty pierdolona Łajzo i nie ma w moim popieprzonym życiu nikogo oprócz Ciebie - powiedziała szeptem, a ja mimowolnie uśmiechnąłem się szeroko. - Porozmawiaj ze mną, bo ja już mam dość tych zasranych niedomówień i nieporozumień - z jej oczu popłynęły łzy. - Jeśli mnie kochasz, to przestań mnie wkurwiać i po prostu bądź ze mną...
- Nie płacz, Kochanie... Ciiiii... - szeptałem jej do ucha i przytuliłem mocno do siebie.
   Staliśmy tak dość długo. Nie zwracaliśmy uwagi na docinki i śmiechy przyjaciół. Czułem się pełny. Tak kurewsko szczęśliwy. Wyprowadziłem ją bocznym wyjściem przed szpital, na schody. Usiedliśmy na stopniu i odpaliłem nam po fajce. Ludzi tu było mało i nikogo w zasięgu słuchu. Przed nami był parking dla pracowników i zabudowania. Słońce było już nisko na niebie, ale i tak było gorąco. Objąłem Martę ramieniem i przyciągnąłem do siebie.
- Powiesz mi dlaczego napisałaś, że bardziej kochasz Bartka? - zadałem jedno z najbardziej nurtujących mnie pytań.
- Bo chciałam, żebyś sobie wtedy poszedł. Nie chciałam z Tobą rozmawiać - odpowiada smutno, więc głaskam ją delikatnie po pleckach, tak na zachętę.
- Czemu? - pytam.  
- Bo Twoje słowa zabrzmiały jak potwierdzenie tego, co o Tobie mówią.
- A co o mnie mówią? - zapytałem, chociaż dobrze wiedziałem, co o mnie gadają.
- Że ruchasz i porzucasz wszystko, co ma cycki i jest chociaż trochę ładne z pyska.
- Kto Ci tak powiedział?
   Zastanawiałem się w myślach, który wspólny znajomy był tak życzliwy, żeby jej takie rzeczy powtarzać.
- Tak dosłownie to nikt, ale mniej dosłownie, to kilka osób.
- Jestem aż tak chujowym facetem, że im uwierzyłaś?
- Z początku nie wierzyłam.
- Więc co się później zmieniło?
- Pamiętasz co powiedziała Mariola na imprezie u Wojtka? - spytała.
- Pamiętam - przyznałem zgodnie z prawdą i przeniosłem wzrok na nieistniejący punkt przed sobą. Miałem ochotę tą francę wtedy ukatrupić, ale nie chciałem się z tym wdawać w dyskusje, bo to pierdolnięte takie i niekumate.
- Nie zaprzeczyłeś wtedy. Nie wiedziałam, co mam o tym myśleć. A później rano, słyszałam jak powiedziała, że kochaliście się w Staszowie, jak pojechałeś z nią do sklepu. Czułam się wykorzystana i upokorzona. Po prostu zwątpiłam w Ciebie...
   Z jej oczu popłynęły łzy. Przytuliłem ją mocno do siebie i pocałowałem w czoło. Moja głupiutka dziewczynka.
- Niunia, ona kleiła się do mnie jak gacie do dupy. Nie będę kłamał, że wcześniej mnie nic z nią nie łączyło. Z początku mi się podobała, ale szybko pokazała swoje prawdziwe oblicze. Odkąd spotkałem Ciebie prowadzącą Ankę do domu, nie liczył się dla mnie nikt inny. Nie mogłaś mnie o to od razu zapytać?  
- Mogłam, ale bałam się, że to okaże się prawdą i wszystko się między nami zepsuje - wyszeptała.  
- A powiesz mi kogo Magda widziała wczoraj u Ciebie?
- Sebastiana.
- W samych gaciach? - popatrzyłem na nią z powątpiewaniem.
- W piżamę miałam go wsadzić, w taki upał? - zmarszczyła brwi.
- Nie wkręcaj mi, że spał tak długo.
- Osiołku, przyjechał o trzeciej rano, więc chciał się wyspać. Co w tym dziwnego? Zapytaj go o to, jak mi nie wierzysz.  
- Malutka, ja na prawdę myślałem, że masz kogoś innego.
- Już Ci mówiłam, że myślenie nie jest Twoją mocną stroną - powiedziała z uśmiechem. Też się zacząłem cieszyć. Brakowało mi jej radości.
- Nie żebym coś sugerował, ale Twoją też nie - pokazałem jej język.
- Oj tam, przecież nigdy nie twierdziłam, że jest - pocałowała mnie. Moje podniecenie znów przybrało na sile. Chciałem ją stąd zabrać do domu. Trzymać w ramionach i nie wypuścić.
- A co sprawiło, że znów we mnie uwierzyłaś? - zapytałem, gdy odsunęła swoje usta.
- Piotrek - uśmiechnęła się.
   Czego jak czego, ale tego, to się nie spodziewałem. Co on może mieć z tym wszystkim wspólnego!? Jej ciepły uśmiech się poszerzył, gdy zobaczyła moje zdziwienie.
- Przyszedł do mnie w sobotę i wytłumaczył, że wcale nie jesteś ostatnim dupkiem.
- Co Ci powiedział? - zapytałem ciekawy.
   Piotrek jest moim najlepszym kumplem, na którego zawsze mogę liczyć. Nigdy nie mieszał się w moje sprawy bez konsultacji ze mną. Przywykłem, że mogłem z nim rozmawiać niemal o wszystkim. Będę musiał zapytać jego, co jej powiedział.
- Że jesteś przed ostatnim dupkiem - zaczęła się ze mną droczyć.
- Dobrze, że nie Małą Wiedźmą - nie pozostałem jej dłużny.
   Cudownie było znów usłyszeć jej głośny śmiech. Patrzyłem na dołeczki w jej policzkach. Ten w prawym był głębszy, niż ten w lewym. Pocałowałem ją. Najpierw delikatnie musnąłem jej usta, a po chwili przywarłem do jej warg. Nasze języki zaczęły się pieścić. Miałem ochotę ją przytulić tak mocno, jakbym chciał ją przeniknąć. Nie byłem już kompletny bez niej. Przygryzłem jej dolną wargę, a z jej ust wydobył się cichy jęk. Nie musiałem sprawdzać, żeby wiedzieć, że jest mokra. Odsunęła mnie delikatnie od siebie, ale tylko tyle, żeby móc mówić.
- Co mi chciałeś powiedzieć, mówiąc o przeznaczeniu? - zapytała cicho.
- Że jestem kompletnym świrem, że nigdy moje życie nie będzie normalne, że nie przestanę być sobą nawet dla Ciebie, ale chcę żebyś była częścią mojego życia. Tą najważniejszą częścią. Będę Cię przedrzeźniał, droczył się z Tobą i wygłupiał, nie patrząc co powiedzą inni. Prawdopodobnie nigdy nie dorosnę i nie spoważnieję. Ale niczego nie pragnę tak bardzo, jak dzielenia mojego śmiesznego życia z Tobą, Mała Wiedźmo, bo Cię kocham do szaleństwa - powiedziałem patrząc w jej bursztynowe oczy.
   Oplotła mnie ramionami i mocno przytuliła. Czułem jak jej ciało delikatnie podrygiwało od spazmów powstrzymywanego płaczu. Pociągała cicho nosem.  
- Przepraszam - wyszeptała mi w szyję, a ja nie rozumiałem za co. Za nim zdążyłem zapytać, sama zaczęła wyjaśniać. - Wybacz, że nie dałem Ci wtedy dokończyć, ale przynudzałeś jak cholera Łajzo paskudna i dlatego to wszystko Twoja wina  - zaczęła mi się chichrać w szyję.
- Wiedźma - burknąłem, a ona zaczęła się głośno śmiać. I jak tu nie kochać takiego gamonia?
- Oj tam, może troszkę. Ja z natury wredna jestem - powiedziała ze śmiechem.
- No cóż, nie czarujmy się, jesteś - powiedziałem, a ona szturchnęła mnie pod żebra.
- Łajza - mruknęła, ale jej oczy wciąż się śmiały. - Zobaczymy się jutro? - spytała z nadzieją w głosie.
- Bardzo bym chciał, ale muszę do Radomia jechać - powiedziałem smutno.
- Na pewno musisz? - zrobiła proszącą minę.
- Mógłbym zostać, ale znów pokłóciłbym się z tatą, Niunia.
- No dobra, ale w piątek się widzimy?
- Pewnie że tak, Skarbie.
- Dziękuję, że mi uratowałeś życie - uśmiechnęła się lekko.
- Nawet nie wiesz jak się bałem, że nie zdążyłem na czas - powiedziałem poważnie.
- A co Kot robi w szpitalu?
- Nie powiedzieli Ci? - po jej minie widziałem, że nie.
- Malutka, on chciał Ci pomóc, ale nie dał rady i musieliśmy z Wojtkiem ratować was oboje - odpowiedziałem.
- Przecież on dobrze pływa - popatrzyła na mnie z powątpiewaniem.
- Niunia - ująłem jej dłoń w swoją. - On dobrze pływa, ale jak go zaczęłaś wciągać pod wodę, to mu to nic nie pomogło - powiedziałem cicho.
- Ja!? - popatrzyła zaskoczona i jakby dopiero do niej dotarło, co się stało. - Ja Ci to zrobiłam? - dotknęła palcem mojej rozciętej wargi.
- Nie. Wojtek za to, że Cię uderzyłem - odpowiedziałem.
- Nie ogarniam. Mnie? Za co? - zmarszczyła brwi.
- Kochanie, jak dopłynąłem do was, to obydwoje z Kotem byliście pod wodą. Musiałem Cię jakoś ogłuszyć, żeby Cię od niego odciągnąć. A później, jak nie odzyskałaś przytomności, to Wojtek się wkurzył. Zwalił winę na mnie i zajebał mi.
- Nie zrobiłeś mu krzywdy? - popatrzyła na mnie przestraszona.
- Nie Słoneczko, nawet sobie nie oddałem - wzruszyłem ramionami.
   Dalszą rozmowę przerwało pojawienie się towarzystwa, które zostawiliśmy na górze. Przy tych świrach już się nie dało normalnie gadać. Ale najważniejsze już sobie wyjaśniliśmy z Martą, więc nam nie przeszkadzali. Pierwszy raz od bardzo dawna, wróciłem do domu szczęśliwy. Korciło mnie, żeby zadzwonić do ojca, ale wiedziałem, że wkurzyłby się niemiłosiernie gdybym poprosił o wolne. Nie pozostało mi nic innego, jak czekać niecierpliwie na piątek...  

______
A oto są i moje wypociny, na które tak długo czekaliście :P we własnej ocenie, nie popisałam się :P
Przepraszam, że nie dodałam wczoraj, ale weny mi brakło, a później jeszcze baterie mi się wyczerpały i zasnęłam :P Nie wiem kiedy kolejna część, bo nie mam za wiele czasu, żeby wymyślać fabułę :( Dziękuję za liczne komentarze i polubienie pod dwiema ostatnimi częściami :D bardzo miło się je czytało :) miłego popołudnia, kochani :*

9 801 czyt.
12431100% 75
DziecieChaosu

DziecieChaosu opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 4134 słów i 21605 znaków. ·

Komentarze (39)

 
  • mariplosa

    mariplosa 1 maj 2016

    No juz myślałam ze cie uduszę po poprzedniej części ale teraz to ci daruje hehehe Dobrze ze w końcu sobie wszystko wyjaśnili ... Przypadkowo trafiłam na twoje opowiadanie i tak sie wciągnęłam że nie mogę przestać czytać a za tą czesc to cie poprostu uwielbiam

  • Buhuhuhu

    ~Buhuhuhu · ip:77.45.24.* · 25 sie 2015

    Kiedy kolejna?

  • Nata208

    Nata208 23 sie 2015

    Ludzie spm wakacje kazdy chce odpoczac a ona jeszcze pracuje wy macie fajnie bo tylko czytacie a ona zebyscie to przeczytali musi sie napracowac

  • czytambodobre

    ~czytambodobre · ip:78.10.79.* · 21 sie 2015

    Myślę, że każdy ma prawo do odpoczynku.. od pisania także, wszyscy interesują się tylko kiedy będzie następna część żeby zaspokoić swoją ciekawość, a nikt nie zapyta czy coś może dzieje się u autorki. Skoro taki długi czas nic nie dodaje musi mieć pewien powód ale jestem pewna, że nikogo nie olała i wkrótce wszystkich nas zaskoczy

  • kocham to opowiadanie i unane

    ~kocham to opowiadanie i unane · ip:87.116.238.* · 19 sie 2015

    Oj ludzie to sami napiszcie coś tak dobrego!! I to tak w krótkim czasie! I to w wakacje!

  • tala

    ~tala · ip:95.40.160.* · 19 sie 2015

    Za kilka dni nikt juz nie będzie czekał na to opowiadanie. A ty jak mialas przez miesiac nas gdzies tak masz do teraz. !!!!

  • mysza

    ~mysza · ip:5.172.252.* · 18 sie 2015

    Ludzie mają rację. Pokazałaś gdzie nas masz. W taki sposób traci się czytelników. Ludzie pójdą tam gdzie jest coś nowego.

  • -'~Nick

    ~-'~Nick · ip:77.45.24.* · 18 sie 2015

    Za 3 dni minie miesiac od kad dodalas.. Jak masz napisane nmnie mogłabyś dodac ? Xd

  • tala

    ~tala · ip:95.40.27.* · 17 sie 2015

    Najlepsza historia, a autorka zawiodła . Szkoda szkoda. Wypadam stąd zegnam.

  • -'~Nick

    ~-'~Nick · ip:77.45.24.* · 16 sie 2015

    Zawodzisz kobieto

  • madziax

    madziax 15 sie 2015

    Kiedy kolejna ??

  • tala

    ~tala · ip:31.1.3.* · 15 sie 2015

    Zaniedbujesz swoich czytelników przykro..

  • Ojoj

    ~Ojoj · ip:77.45.24.* · 14 sie 2015

    Moge wszystko zrozumiec ale.. Mineło juz 3/4 dni kiedy miałas dodac xd postaraj sie dodac dzisiaj xd

  • fhh

    ~fhh · ip:79.189.192.* · 13 sie 2015

    Kiedy następna część?

  • mmm

    ~mmm · ip:46.151.20.* · 13 sie 2015

    Czo z kolejną częścią? Nie mogę się doczekać

  • DziecieChaosu

    DziecieChaosu 7 sie 2015

    Kochani, większość opowiadania już mam, ale muszę iść w kimę, bo cały weekend będę ciężko tyrać -.- a więc myślę że kolejna część będzie w poniedziałek lub wtorek pozdrawiam i błagam o jeszcze odrobinę cierpliwości

  • madziax

    madziax 7 sie 2015

    Kiedy kolejna ??

  • Nicdodacnicująć

    ~Nicdodacnicująć · ip:77.45.24.* · 7 sie 2015

    Mozna sie dowiedziec kiedy (mniej wiecej ) bedzie kolejna ? Pozdrawiam

  • Faith

    Faith 6 sie 2015

    Czytałam komentarze i nwm jakim cudem ja żadnego nie napisałam no ale co tu można powiedzieć ? Nic dodac nic ująć. Wszystko co mogłam napisać juz zastało opublikowane przez innych życzę duuuuzo weny i mam nadzieję ze historia tych dwojga będzie kontynuowana jeszcze jakiś czas. Pozdrawiam

  • ala12345

    ~ala12345 · ip:37.47.33.* · 6 sie 2015

    Dawaj tą część

  • natall

    ~natall · ip:185.54.59.* · 4 sie 2015

    Kiedy będzie? ))))

  • DziecieChaosu

    DziecieChaosu 28 lip 2015

    Witajcie kochani Nie mam bladego pojęcia, na kiedy będzie kolejna część :( najpierw chcę napisać perspekywę Marty po odzyskaniu przytomności a następnie, za waszym poparciem, na prośbę "anonim1", będzie erotyk z obu perspektyw pozdrawiam i błagam o cierpliwość PS: dziękuje za komentarze i aż tyle polubień

  • Marlens

    ~Marlens · ip:46.174.224.* · 27 lip 2015

    DziecieChaosu dajesz, dajesz Kochana Twoi fani czekają. !;D ♡♡♡☆♡♡♡

  • ala12345

    ~ala12345 · ip:77.45.24.* · 27 lip 2015

    Kiedy Kolejna ?

  • uwielbiam

    ~uwielbiam · ip:79.186.7.* · 25 lip 2015

    Kiedy kolejna ?? Nie mogę się doczekać.. szyyybkoo Proszę. ..

  • wiazdor

    ~wiazdor · ip:46.112.112.* · 23 lip 2015

    kiedy kolejna?

  • Kasia94

    ~Kasia94 · ip:94.154.59.* · 22 lip 2015

  • prf

    ~prf · ip:79.162.202.* · 22 lip 2015

    Superrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr!!!!!

  • nelka

    ~nelka · ip:79.185.174.* · 21 lip 2015

    Mi w końcu się po godzili jesteś wspaniała warto było czekać

  • Wiktor

    ~Wiktor · ip:88.114.98.* · 21 lip 2015

    Witaj. Bardzo fajna część. Miło się czytało. Pozdrawiam

  • Py64

    Py64 21 lip 2015

    Niesamowite, ale szkoda, że prawdopodobnie koniec :(

  • Marlens

    ~Marlens · ip:46.174.224.* · 21 lip 2015

    Dziewczyno jesteś niesamowita.! Kto by pomyślał o takim zwrocie akcji; ledwo co przeżyła, a teraz grucha ze swoim golabkiem jakby nic się nie stało. !;D No coś niesamowitego, ta część jest świetna, uwielbiam TO OPOWIADA. !!!!!♡♡♡♡

  • anonim1

    ~anonim1 · ip:46.112.112.* · 21 lip 2015

    a teraz długa scenka namiętnego seksu z obu perspektyw!

  • Emcisek

    Emcisek 21 lip 2015

    ku*wa ku*wa te opowiadanie jest zaje*iste .

  • mysza

    ~mysza · ip:5.172.252.* · 21 lip 2015

    Wiesz, mam 4 ulubione opowiadania na tej stronie i te jest jednym z nich. Popłakałam się gdy Piotrek zadzwonił, że Rafał nie musi się spieszyć :'( Tak cholernie się cieszę, że Marta żyje i, że są już ze sobą szczęśliwi. Rafał po raz kolejny pokazał, że jest porządnym facetem. Bałam się, że Marta nawet teraz go odrzuci, ale dobrze, że wybrała dla nich dalszą wspólną drogę i szczęście. Działo się dużo złego. Pozwól żyć im już teraz tylko w poczuciu szczęścia. Szczęścia z powodu wspólnego życia. Wiadomo, że będą się kłócić i pewnie ktoś dalej będzie próbował namieszać, ale ich miłość musi to przetrwać. Bez względu na to kiedy kolejna, ja już czekam i życzę Ci tak dużo weny, jak wielka jest najwieksza studnia świata ♡

  • MoniQa

    MoniQa 21 lip 2015

    Nooooooooooooo

  • Kika

    ~Kika · ip:83.7.131.* · 21 lip 2015

    Jeju...! Uwielbiam Lubię twoje opowiadania Bohaterowie wydają się być tacy fajni że aż sama chciałabym mieć takich znajomych

  • Cassela

    Cassela 21 lip 2015

    Super czekam na następną część! Dobrze, że jest już wszystko ok. Weny życzę

  • Hupa

    ~Hupa · ip:85.14.115.* · 21 lip 2015

    Super super super