Idealnie Nieidealni cz.2

Sobota:
Najgorsze było zwalczenie chęci pobiegnięcia za Rafałem. Całą noc przesiedziałam w korytarzu pod drzwiami szlochając. Objęłam rękami kolana i kołysałam się w przód i w tył jak debil jakiś, nie mogąc się uspokoić. Chyba mam coś nie tak z głową. Teraz już moje oczy są suche. Wypłakałam łzy. Zostało tylko pociąganie nosem, urywany oddech i nerwowe drgania klatki piersiowej. Umarł kolejny kawałek mojego serca. I znów mam tam dziurę. Tylko teraz ogromną i pochłaniającą wszystko co się do niej zbliży. Taką paskudną i nienapasioną. Pieprzony kontener pochłaniający wszystkie pozytywne uczucia. Paskudztwo!
W głowie mam już wszystko uporządkowane. A przynajmniej tak sobie wmawiam, bo nie jestem w stanie ogarnąć całego panującego tam bajzlu. Z Rafałem nie spotkam się już wcale. Teraz żałuję że usunęłam wszystkie smsy od niego nie czytając ich. Nie powinnam działać tak impulsywnie. Byłam wściekła i czułam się upokorzona i wykorzystana. "Trzeba było jeszcze tupnąć nóżką!" - dogryza mi mózg. Ma rację. Zachowałam się jak mała dziewczynka. Rozpłakałam się i uciekłam z krzykiem. Ale ja mam w zwyczaju uciekać. Musiałam się schować i przeczekać burzę uczuć. Teraz siedzą cholerstwa zapakowane w niedomkniętej walizce i owinięte grubym łańcuchem. Wyciągają łapy żeby się uwolnić. Rzucają we mnie butami, żeby zwrócić na siebie moją uwagę. Ale ja już jestem ogarnięta pustką. Nie czuję nic. Jest mi obojętne co się już teraz stanie. Wszystko się skończyło. Rozpadło na małe kawałki. Serce próbuje to jeszcze układać, ale puzzli jest zbyt wiele. Nie da się już tego naprawić. Serce otoczyło się grubym murem i nie wyściubia nosa ze swojego bunkra.  
  Ocknęłam się dopiero gdy Pan Alkoholik wysłał mi prezencik w kuchni pod stołem i zaczęło strasznie śmierdzieć. Podnoszę się i sprzątam. Nawet nie jestem zła na tą małą gadzinę. Otwieram okna żeby wywietrzało. Rany, co on żarł że tak tu capi!? Wali jakby mu coś w dupie zdechło. Fuj! Nalewam niewdzięcznikowi mleka do miski, a ta sirota ładuje się tam z łapami i wywraca porcelanową skorupę. Ścieram podłogę i z braku laku nalewam mu tym razem do małej patelni.  
- Tylko się pijusie do niej nie przyzwyczajaj - warczę do niego, bo przecież mu jej nie pożyczę na zawsze, ale mnie ignoruje nurkując w mleku. No pieprzony kretyn i tyle. Zostawiam go żeby się zatankował i teleportuję się na łóżko. Palę papierosa za papierosem, chociaż nigdy wcześniej nie paliłam w swoim mieszkaniu. No dobra, czasami w kuchni przy otwartym oknie, ale zazwyczaj po prostu wychodziłam na klatkę. Nadal drżą mi ręki, co mnie denerwuje nielitosiernie, bo ciężko mi fajka utrzymać we wskazującym i serdecznym palcu, więc muszę sobie pomagać kciukiem. Za oknem wstaje słońce, a po wczorajszej burzy nie ma nawet śladu. Tak jak po obecności Rafała w moim życiu. Zero odzewu. Po tym co mu naskrobałam, chyba nie powinnam się dziwić. A jednak w głębi duszy czuję się rozczarowana. Chyba przesadziłam z tym smsem. Włączam na telefonie piosenkę "Oranżada" zespołu Koniec Świata. Nie chcę słuchać nic bardziej przygnębiającego. Wściekłość minęła. Został tylko smutek, żal i cholerna tęsknota, która wypala mnie od środka. Postanawiam wziąć zimny prysznic, tak jak moi bohaterowie z książek, żeby trochę ochłonąć. Zabieram z sobą telefon i kładę na pralce. Ładuję się do wanny i puszczam na siebie strugi zimnej wody. Wyskakuję stamtąd z piskiem jak oparzona i wywijam orła na płytkach.
- Kurrrrrrrrwa mać! Co za pierdolony debil to wymyślił!? W dupę niech sobie wsadzą te zasrane zimnie prysznice! - wyrzucam z siebie głośno.
Rozmasowuję łokieć i stłuczone biodro. Boli jak diabli. Szlak! Jednak w tych książkach to głupoty wypisują! Życiowe mądrości, kuźwa. Chyba dla morsów. Nagle wsłuchuję się w muzykę. Z komórki płyną słowa jednej z moich starych, ulubionych piosenek. "... Co zrobiłbym, gdybym mógł wrócić tam? Co bym dał? Co poświęcił? Oddam wszystko za to by, czasami cofnąć czas. Móc jeszcze raz tam stać, przemyśleć jeszcze raz!"*** Czuję ucisk w klatce piersiowej. Zastanawiam się nad tym, co ja w ogóle wczoraj zrobiłam!? Bałam się usłyszeć że mnie kocha, ale nie możemy być razem. Cokolwiek chciał mi przekazać, po jego wyrazie twarzy widziałam, że nie chciałam tego usłyszeć. "A może chciał ci powiedzieć coś ważnego?" - podpowiada nieśmiało okaleczone serce. Morda w kubeł i się kuruj naiwne ustrojstwo! To coś ważnego mogłoby mi pójść tak w pięty, że bym się nie pozbierała. Nalewam do wanny ciepłej wody i się tam ładuję. Od razu lepiej. Tylko ten cholerny łokieć boli jeszcze bardziej. Znów pojawiają się łzy. Cholera wie jakim cudem się wyczarowały, ale na pewno nie przez bolącą łapę. Nie żałuję żadnej z chwil spędzonych obok Rafała. Przez ostatnie tygodnie dał mi więcej szczęścia, niż ktokolwiek w całym moim nędznym życiu. Nigdy wcześniej nie czułam takiej magii i przyciągania. Chciałabym przeżyć to wszystko jeszcze raz. Tak samo. Krok po kroku. Niczego nie przyspieszając i nie zmieniając. Gdybym mogła cofnąć czas... Może serce ma rację? I byłoby wszystko w porządku? "To nie film, mała, nie film" - szepcze mózg, o dziwo nie złośliwie. Ten związek jest dla mnie zbyt toksyczny. Przeraża mnie i przerasta. Postanawiam nie siedzieć w domu, żeby się nie powtórzyła sytuacja sprzed lat. Zamknęłam się wówczas w sobie na bardzo długo i wcale nie chciałam stamtąd wyłazić. Odcięłam się od świata i moje życie przypominało gównianą wegetację. Dlatego nie zamierzam zostawać w domu i płakać.
  Jadę rowerem wygrzebanym z piwnicy nad Jezioro Tarnobrzeskie. Sama, z plecakiem w brązową kratkę na ramionach i w okularach na nosie. Na pupie mam spodenki w różowo-czarną kratkę, górę okrywa seledynowa bokserka bez nadruków, a na stopach siedzą już wysłużone trampki. To żółte ustrojstwo na niebie napieprza po oczach jakby się wściekło. Cała wysmarowałam się balsamem do opalania, żeby mi skóry za bardzo nie zjarało. Nie jestem jeszcze gotowa na to, żeby rozmawiać o Niebieskookim z kimkolwiek. Nawet z Anką. To wszystko jest zbyt świeże i bolesne. Co rusz zatrzymuję się i bezsensownie sprawdzam telefon. A nóż widelec jednak dzwonił i nie usłyszałam? Albo napisał? Niestety komórka milczy. Ciągle mam nadzieję że wszystko będzie dobrze. Ale podświadomie wiem, że tak nie będzie. Nadzieja we mnie jednak żyje swoim życiem i nie martwi się że to niedorzeczne. Chcę zapomnieć o Rafale, żeby przestać cierpieć. Chcę pamiętać każdy szczegół naszych wspólnych przygód, bo to najpiękniejsze co mnie spotkało. Kurwa, nie wiem czego chcę. A właściwie to wiem. Chcę JEGO. Chcę, pragnę i potrzebuję żeby był obok mnie. Bez niego jestem nie kompletna. Prosiłam gwiazdy żeby "jeszcze kiedyś pokochać kogoś całym sercem". Kto by pomyślał że to się spełni tak perfidnie!? Życzenie z rzęsy też się zrealizowało. Szkoda że nie poprosiłam żeby Rafał mnie pokochał równie mocno jak ja jego. Naprawdę mogłam lepiej sprecyzować to pieprzone życzenie. Mądry Polak po szkodzie. A w ogóle to od kiedy ja wierzę w takie gówna!? Dlaczego tak ciężko mi o NIM nie myśleć? Oddycham głęboko żeby się nie rozpłakać i mrugam szybko oczami. Już małe france chciały płynąć. Ni chu-chu. Nad zalewem o mały włos nie wjeżdżam w jakiegoś grubego kolesia. Toczy się to to połową drogi i nie przejmuje że ludzie mają problem z wyminięciem i jeszcze macha łapami jakby się z much oganiał. Musi się toczyć po wąskim asfalcie, bo pewnie boi się że grunt się pod nim zapadnie. Co rusz robi się za nim korek. Rany, muszę się opanować, bo za raz ktoś wyląduje z moją kierownicą w głowie. Na miejscu przypinam rower do stojaka oblepionego takimi samymi dwuśladami. I ruszam powoli plażą, szukając miejsca do opalania. Znajduję je już po stu metrach. Rozbieram się, kładę na kocu i biorę się za czytanie książki. I tu odkrywam że ten balsam do opalania to pieprzona tandeta, bo piach się do mnie klei jak potoczny żyd do dupy. Ustrojstwa! W końcu pogrążona w lekturze nie wiem kiedy zasypiam.
  Budzę się i zrywam. Już piętnasta, a ja mam poparzony cały tył. Ja pierdolę, ale idiotka ze mnie! Oj, będzie piekło w nocy. Odruchowo smaruję spieczone usta pomadką. Często mam suche wargi cholera wiedzieć czemu. Odpalam sobie Nevadę. Nawet głupi papieros nie smakuje już tak dobrze jak kiedyś. Zostawiam duperela na brzegu i wchodzę do wody. Szkoda że ja nie potrafieju pływać. Początkowo woda wydaje się ohydnie zimna, ale to dlatego że przebywałam długo na słońcu. Wchodzę po żebra i zanurzam się na trzy sekundy cała. Organizm szybko się do niej przyzwyczaja i przyjemnie ochładza. Woda trochę capieje mułem. Skąd tu tyle tego syfu naniosło? Wszędzie plaga człowieków. No cóż, sezon się zaczyna, to ciągną jak miś do miodu. Albo raczej jak muchy do gówna. Kręci się tu cała masa rodzin z dziećmi, nastolatków, grubasów, wielorybów, brzydkich facetów, wytapetowanych dziewczyn, chudzielców i kurdupli. I w całym tym tałajstwie nie dostrzegam ani jednej znajomej twarzy. Nawet ładnych chłopaków nie mam w zasięgu wzroku, żeby móc się pogapić. Ja to mam pecha. Wyłażę ze śmierdzącej mułem cieczy na plażę, żeby wyschnąć trochę. I wracam do wody żeby zmyć zielonkawy nalot na udach i brzuchu, który przyczepił się do włosków. Byłam za leniwa żeby zgolić to niewidoczne gówno na noziach, to mam za swoje. Lenistwo nie popłaca. Kładę się na kocu na plecach, puki jeszcze nie zaczęły mnie piec. Nie wiem czy leżę z pół godziny, gdy dobiega mnie znajomy głos.
- Cześć koleżanko! - Czyjaś mokra dupa klapie na skrawku mojego kocyka. Muszę przyznać że nieprzyjemne uczucie, gdy się o mnie tak ociera zimnymi galotami. Otwieram niechętnie oki i japa mi się od razu cieszy.
- Zabieraj ode mnie tą mokrą, zimną dupę - mówię ze śmiechem Pawłowi na powitanie.
Czerstwy jest mniej więcej mojego wzrostu. Nie chudy, ale i nie gruby. Ciemne, blond włosy zgolił na łyso. Przynajmniej te na głowie, bo te drugie to nie wiem i wcale nie chcę wiedzieć. Lubię go, bo jest szczery i mówi to co myśli. Bywa przez to strasznie bezczelny. Ot, taki jego urok.
- Fajną mam dupę, co się czepiasz?
- Bo zimna i mokra, fuj!
- Sama jesteś? Gdzie masz naszego Romeo? - mówi, a wyraz twarzy ma wciąż ten sam. Zaciesz i iskierki w oczach. Chyba już jest podpity.
- A szlaja się gdzieś - mówię to tak lekko, jakby nic się wczoraj nie stało. Jakby ta głupia niebieskooka menda, nie powiedziała że nie chce stabilizacji.
- To chodź na piwo - proponuje. Już mam odmówić, ale właściwie czemu? Moja dusza pragnie samotności, ale ja jej nie chcę. Postanowiłam że nie będę siedzieć i użalać się nad sobą. Bo i po co? Życie mam tylko jedno. A ból można zignorować. Nie na długo, bo wkrótce i tak znów zostanę sam na sam z tęsknotą. Ale teraz zakładam maskę czystej radości z życia. Czy to ważne że mi zbrzydło i nie chce mi się żyć? Wiem o tym tylko ja. Ból to nie jest coś na pokaz z czym trzeba się obnosić i wyżalać całemu światu. Ludzi i tak gówno obchodzi los innych i cieszą się jak ci się noga potknie. Takie ukrywane "Ale fajnie! Ma gorzej niż ja! Ha ha ha..." Samej mi się tak zdarza myśleć, chociaż tylko w stosunku do irytujących człowieków. "Cierp w milczeniu, żołnierzu"**, podsumowując. A litości nie znoszę, nie chcę i nie potrza mi jej.
- To idziem - mamroczę i biorę się za pakowanie do plecaka swoich dupereli.
Celowo się nie śpieszę. Czerstwy kręci głową i uśmiecha się pod nosem, ale nic nie mówi. Spróbował by! Kupujemy po piwie z sokiem malinowym i siadamy na trawie w cieniu. Oczywiście chciał stawiać, ale groźba natychmiastowej ewakuacji z mojej strony skutecznie ostudziła jego zapał.Są tu stoliki, ale obklejone bydłem na wszystkie możliwe sposoby. Najpierw gadamy o seksie. Chce mnie przelecieć i wcale nie ukrywa że tylko o to mu chodzi. Mówi mi ze szczegółami jak by wyglądał nasz stosunek. Kreatywny chłopak, muszę przyznać. On zaczął ten temat, ale chciałam się pośmiać i mi to nie przeszkadza, chociaż czuję się lekko niezręcznie. Że ludzie dziwnie się patrzą, też mi nie przeszkadza. Szczegóły. Paweł pyta mnie jak poznałam Rafała. Więc mu z grubsza opowiadam. Śmieje się ze mnie, gdy mówię mu że nie umiałam później do domu wrócić. W końcu Tarnobrzeg to małe miasto, a ja poprostu jakimś cudem nigdy nie byłam w tamtym rejonie. Opowiada mi że on i Rafał chodzili razem do klasy i stąd się znają.
- Dlaczego mówicie na niego Romeo?
- Bo jest głupi i się łatwo zauracza, chociaż na krótko. Tylko w takiej Patrycji się zakochał kiedyś. Dopóki się nie dowiedział że ma sponsorów i on ma zaliczyć ich grono. Chodził później jak struty przez miesiąc. Strasznie uczuciowy chłopak - mówi patrząc przed siebie. Przenosi wzrok na mnie. - Ale ty, to sam nie wiem co mu zrobiłaś. Nigdy nie widziałem go tak szczęśliwego - szczerzy się do mnie.
Nie mówię nic. Bo nie wiem co powiedzieć. Serce bije mi szybciej. Kontroluję oddech żeby się nie rozwyć. No teraz to Niebieskooki pewnie rzyga tęczą z tej radości i skacze ze szczęścia. Albo rucha jakiegoś morświna na otarcie łez. Tak ciężko mi o nim gadać. Więc uśmiecham się tylko.
- A ty go kochasz? - jego pytanie wyrywa mnie z zadumy.
Kocham. Kocham tego zasranego idiotę. Tak bardzo że mnie to przeraża. Tak bardzo że odeszłam od niego, za nim mi powiedział że... że go za bardzo ograniczam i nie możemy być razem. Bo on "nowości i fascynacji potrzebuje". Mam nadzieję że jest kurwa usatysfakcjonowany.
- Kocham go - mówię cicho, głosem pełnym emocji patrząc mu w oczy.
- E e e! Tylko mi tu nie becz. Nie słuchaj tego co o nim gadają. Jest w porządku - uśmiecha się do mnie. Jasne, dla ciebie może i jest. Bo nigdy nie byłeś jego "zauroczeniem". Bo nigdy nie przeglądałeś się w jego oczach. Bo nigdy nie byłeś jego zabawką. Po opróżnieniu kubka z piwem, wchodzimy do wody. Znów jest tak zimna, że aż mnie przygarbia. Czerstwy oblewa mnie nią i chlapiemy się przez chwilę, śmiejąc się jak głupi. Nalało mi chamidło wody do oczu i mrugam żeby się jej pozbyć, bo nic nie widzę. Czerstwy podchodzi i odpina mi górę stroju. - Oszalałeś!? W lesie cię wychowali!? - warczę śmiejąc się i trzymam za piersi, żeby stanik nie opadł. - Zapnij to, bo nie ręczę za siebie!
Podchodzi i z masą zbędnych, niby przypadkowych ruchów i otarć o moje plecy zapina mi to ustrojstwo. Odwracam się żeby za karę poczęstować go kolejną porcją wody, ale bezczelna łajza mnie popycha. Dla jasności nie potrafię pływać ani nurkować, a stoimy w wodzie do połowy piersi. Odkąd pamiętam panicznie boję się głębokiej wody. Zawsze myślałam że powiedzenie "tonący brzytwy się chwyta" jest bez sensu. Teraz już tak nie uważam. Mam napad niekontrolowanego strachu i piszczę. Odruchowo łapię go za rękę i przyciągam się do niego obejmując go drugą za szyję. Przywieram do niego mocno jakbym chciała go udusić, serce wali mi jak głupie o żebra, a ja oddycham głęboko. O mały włos nie wywracam nas obojga, a ten kretyn się cieszy ze mnie. Maskuję strach nerwowym śmiechem.
- Jak chcesz mnie zgwałcić, to się nie krępuj. Nie będę stawiał oporów - szepcze mrugając brwiami.
- Wolałabym się pieprzyć z rekinem - wyrywam mu się z rąk i spieprzam od niego na pięć metrów.
Woła mnie, ale nie podchodzę bliżej. W ogóle nie czuję już w sobie tego piwa, które wypiłam i muszę przyznać, że się czułam po nim jak normalnie po trzech. To przez ten żar lejący się z nieba. Alkohol przestał dawać się we znaki, ale nadal mi jakoś wesoło. Idziemy po kolejne piwo. A później znowu chlapać się jak dzieci do wody. Siedzimy nad zalewem i gadamy do dwudziestej pierwszej. Czerstwy zaczyna się do mnie wtedy kleić, więc mówię że wracam. On ma rodzinę w Tarnobrzegu i ma u nich kimać, więc mnie odprowadza. I tak nie zamierzałam jechać rowerem. Z jednego zrobiło się pięć piw i chociaż jeszcze nie czuję, to wiem że jestem pijana. Przynajmniej mi wesoło. Odprowadza mnie pod blok. Chce mnie pocałować, ale udaję że tego nie widzę i ładuję się do klatki. Zatarguję dwuślad do piwnicy i wspinam się do mieszkania. Pan Alkoholik, gnojek pieprzony, znów nasrał pod stołem, chociaż w łazience ma kuwetę. Mściwy bachor! Tylko pół dnia mnie nie było! Sprzątam to świństwo z podłogi lekko się gibiąc i złorzecząc pod nosem Panu Alkoholikowi. Gadzina no! Biorę szybki prysznic i kładę się na łóżku. Mały łobuz woli krzesło, więc go tam zostawiam. Długo nie mogę zasnąć. Brakuje mi obok niebieskookiego dupka. Takie to wredne i fajne w jednym. Jak ja wytrzymam bez tego jego głupiego ryja? Łzy znów płyną po mojej twarzy, a z ust wydobywa się cichy szloch. Telefon pluje słowami:  
"[...]Stąpamy we dwoje po niepewnym gruncie
Kiedy myślę, że Cię kocham,  
kiedy czuję, że Cię chcę
Dawno mamy już za sobą pierwsze kroki w chmurach
Znamy dobrze swoje miejsce,  
wiemy dobrze gdzie nasz brzeg
Przy nadpalonych mostach
Gdzieś pomiędzy wierszami
Na skrzyżowaniu słów - niewypowiedzianych
Gdzieś pomiędzy wierszami
Gdzieś pomiędzy wierszami
Znów wybucha w nas permanentne siódme niebo
Już nie panuję nad zmysłami
Moje oczy są oczami wariata
Kiedy spotykają się z Twoimi oczami..."*
Po chwili ryczę jak zarzynany baran i nie mogę się uspokoić. Pieprzony Niebieskooki! Losie, kocham go... Chciałabym żeby tu teraz był i mnie przytulił. Dość długo krążę myślami przy moim Idealnym Nieideale, aż w końcu zasypiam wykończona całym dniem, płaczem i krążącym w żyłach alkoholem. Nawet na sekundę moje myśli nie powędrowały do Pawła, chociaż to właśnie z nim spędziłam pół dnia...

_______________
*** - Daniel Kaczmarczyk - Oddałbym Wszystko.
** - Cytat Andrzeja Ziemiańskiego
* - Pidżama Porno - Stąpając Po Niepewnym Gruncie.

Poczytałam ostatnio trochę o pociesznym stalkerze i jego przygodach w Czarnobylu i jakoś wena mnie naszedła :D ja też nie wiem, co ma jedno do drugiego :D :P

4 242 czyt.
1168995% 19
DziecieChaosu

DziecieChaosu opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 3452 słów i 18838 znaków. ·

Komentarze (5)

 
  • SzalonajestemXD

    SzalonajestemXD 20 cze 2015

    Juz sie niecierpliwie na kolejną część!!! To jest takie dobre opowiadanie !

  • mysza

    ~mysza · ip:83.26.190.* · 19 cze 2015

    Kiedy kolejna? Nie moge już wytrzymać...

  • yzo

    ~yzo · ip:46.112.98.* · 17 cze 2015

    "Kasia94" ma rację. nie wysłuchała go a teraz cierpi. mam nadzieję że gdzieś sie jeszcze spotkają

  • Kasia94

    ~Kasia94 · ip:46.113.251.* · 17 cze 2015

    Żadne tam "Martusia i Pawełek "! Romeo moim zdaniem nie zawinił to ona nie dała mu dojść do słowa i na własne życzenie cierpi. Mam nadzieję że się dogadaja bo fajna z nich para. Każdy może się zmienić i zasługuje na drugą szansę ;-) życzę im szczęścia a Tobie dużo weny ;-)

  • mysza

    ~mysza · ip:83.30.117.* · 17 cze 2015

    Och, jakie to piękne :'( Mówiłam, że będzie przez niego cierpieć...piep*zony Romeo! Czyżby Martusia i Pawełek?