Idealnie Nieidealni cz.26

Sobota:
   Wróciłem z Sandomierza do domu i z mety walnąłem się na łóżko. Czułem się wykończony. Nic nie było w porządku. Permanentnie spieprzyłem wszystko co dotyczyło Marty. A właściwie to nawet nie ja, tylko jakaś ruda franca małymi paskudnymi łapskami wszystko zepsuła. Uśmiechnąłem się smutno pod nosem. „Małe paskudne łapy”. Tak mówiła Marta i nieświadomie dodałem sobie niektóre z jej powiedzonek do słownika. Nawet taki szczegół przywoływał mi jej obraz i powodował uścisk w gardle.  
   Oprócz tego nie byłem taki pewien, czy dobrze zrobiłem mówiąc matce prawdę o zdradzie ojca. W każdym razie nie czułem ulgi, a zamiast tego dodatkowy balast. Miałem nadzieję, że to się wkrótce zmieni. Chciałem zadzwonić do Pauliny, zapytać jak sytuacja w domu, ale gdy moja dłoń spoczęła na pustej kieszeni, przypomniałem sobie, że zgubiłem telefon.
   Poleżałem chwilę dumając nad ostatnimi zdarzeniami. Nie mogłem znieść bezruchu i przytłaczającej ciszy, więc poszedłem do kuchni. Otworzyłem zamrażarkę i wyciągnąłem z niej mocno oszronioną butelkę wódki, która kleiła mi się do lekko spoconych palców. Obróciłem ją kilkakrotnie w dłoniach i pewnym ruchem odkręciłem aluminiowy korek. Zatrzymałem rękę z wódką dosłownie centymetr od ust. Jej nieprzyjemny zapach wdarł się do nosa. Gapiłem się przez chwilę w parującą szyjkę. Zakręciłem z powrotem to gówno i schowałem tam gdzie było. Oparłem się dłonią o lodówkę. Nie - powiedziałem sobie. Nie tym razem. Wyjąłem z kieszeni paczkę czerwonych Marlboro i spaliłem jednego papierosa strzepując popiół do kuchennego zlewu. Zgasiłem filtr pod kranem i wyrzuciłem peta do kosza. Nadal nie wiedziałem, co mam ze sobą zrobić, ale coś musiałem, bo momentami miałem ochotę coś rozjebać, najlepiej wszystko po kolei z rudą suką na czele.
**
   Nieco ponad czterdzieści minut później jechałem Wisłostradą swoim krosem. Ryk silnika zagłuszał myśli i chociaż przez chwilę mogłem skupić uwagę na czymś innym niż Marta. Pojechałem tam, gdzie jeszcze nie dawno jeździłem z Wojtasem, z tą różnicą, że teraz byłem sam. A przynajmniej myślałem że będę, bo kiedy zbliżyłem się do piaskowych gór, zobaczyłem cztery quady i dwa jeepy. Żaden nie należał do moich znajomych. Nie miałem ochoty z nikim gadać, więc przemknąłem między nimi dalej.
   Wybijałem się rozpędzonym motocyklem w górę i opadałem zręcznie z powrotem. Uwielbiałem adrenalinę, która mi wtedy towarzyszyła. Wystarczyłby jeden zły skręt kierownicy, nieodpowiednie przechylenie motoru lub zbyt chujowy teren, żeby zaliczyć glebę i się połamać. Serce biło mi na większych obrotach, a na ciele występował pot. Zapomniałem o lekkim bólu nadgarstka spowodowanym dociskaniem manetki gazu. Zawsze ćmił mnie, gdy wcześniej mało jeździłem i był nieprzyzwyczajony. Dwa razy nieomal spadłem z krosa, gdy nieświadomie wjechałem w grząskie miejsce i nagle spowolniony motor zaczął szarpać wyrzucając za siebie fontanny piachu.
   Po na oko godzinie zatrzymałem się na sporej górce, z której było widać na horyzoncie Tarnobrzeg. Motocykl stał w pionie tylko dlatego, że tylne koło było prawie do połowy zagrzebane w piachu. Zdjąłem kask i rękawice. Otrzepałem ubranie z białej ziemi. Zapaliłem papierosa i głęboko zaciągałem się dymem. Zdjąłem plecak i wygrzebałem z jego otchłani małą butelkę gazowanej wody. Usiadłem i upiłem łyk. Smakowała paskudnie, bo zdążyła już się nagrzać. Schowałem ją z powrotem, ale nie wstałem. Patrzyłem na krążące nieopodal mewy i wrony. A później z powrotem na odległe miasto. Gdzieś tam, zostało moje szczęście, które nosiło cudowne imię Marta. Pewnie płakała, nienawidziła mnie, a już na pewno miała mnie dosyć. Zastanawiałem się, co teraz robiła moja Mała Wiedźma. Chociaż w sumie już nie moja. Czy nadal była u tej dziwnej staruszki? Czy tęskniła tak bardzo jak ja? Czy też nie mogła przestać o mnie myśleć? Nie miałem pojęcia jak to wszystko odkręcić i naprawić. Czemu mi nie ufała, skoro tyle razy jej mówiłem, że liczy się tylko ona? Miała prawo być wściekła za tamto zdjęcie, ale dlaczego do chuja z taką łatwością mnie odrzuciła!? - dumałem nad niesprawiedliwością świata.
- Romeo, chujasie! Paliwa Ci brakło?
   Gruby zadarł się głośno, jakby mu co najmniej za to płacili. Wyrwał mnie z niemożliwych do ogarnięcia rozkmin. Szedł w moją stronę głupio się szczerząc. Od zawsze uważałem, że ma zdrowo nasrane w głowie, ale mimo to lubiłem go i był moim wieloletnim kumplem.  
- Gruby, pajacu, co tam sapiesz? - odparłem w ten sam sposób.
- Ruchaj dupę na dół, nie będę się tam wdrapywał!
   Podniosłem się i siadłem na motor. Odpaliłem go, zjechałem na dół po przekątnej, bo chociaż nie było stromo, to piasek na zboczu był sypki i się osuwał. Jeszcze tylko mi brakowało żeby zaliczyć glebę i narobić sobie siary przed Grubym. Zaparkowałem w ten sam sposób co wcześniej i zsiadłem. Przywitaliśmy się zwyczajowym uściskiem dłoni. Najwidoczniej puścił w niepamięć, że gdy ostatnio się widzieliśmy, to kazałem mu wypierdalać i trzymać się ode mnie z daleka.
- Co Ty odpierdalasz stary z tymi Juliami? Miało być wesele, a wy już po rozwodzie i masz nową Julię  - ni to zapytał, ni stwierdził.
- Nie pytaj. Po prostu nie pytaj – pokręciłem głową.
- Nie no, stary, naprawdę niezła ta Twoja Iza i ma czym kobita oddychać. Do takich wymion sam bym się chętnie przytulił - kontynuował.
- Gruby, lepiej się zamknij, bo wkurwiasz mnie w tym momencie.
- Dobra, dobra, żarty Romeo. Nie bądź zazdrosny, przecież nie będę się dobierał do Twojej nowej Julii.
- Gruby, kurwa debilu, nie ma żadnej nowej Julii. To jest jebane nieporozumienie – wyjaśniłem.
- Fotoshop?
   Westchnąłem. Kurwa, czy wszyscy mieli mnie za jakiegoś niewyżytego jebakę!?
- Fotochuj! - żachnąłem się. - Błażej, kurwa, to jest jebane nieporozumienie. Nawet nie tknąłem tej laski. Była pijana, potknęła się, spadła mi na kolana, a ta ruda szmata jej koleżanka, zrobiła nam wtedy zdjęcie. Nawet nie znam ani jednej, ani drugiej cipy.
- A Marta?
- Wierzy mi tak samo jak Ty i chyba mnie nienawidzi.
- O chuj, stary, ale Ty masz najebane z tą laską. Daj se już z nią siana. A w ogóle to dzwoniłem do Ciebie rano, ale miałeś wyłączony telefon. Zmieniłeś numer? - zmienił płynnie temat.
- Nie, zgubiłem wczoraj telefon. A co chciałeś?
- No właśnie się zapytać, czy jedziesz tu z nami poszaleć. Zwyczajowo pierdykniemy później jakieś ognisko.
- Kto jeszcze jest? - zapytałem.
- Czerstwy ze swoją i ojcem, Tiger, Maruda, Barman z Pałką i paru chłopaczków z okolicy. Wojtas za raz będzie i może później Gołąbek z tą swoją ptaszyną, ale nie wiem, bo od południa nie da się do niego dobić.
- Gołąbek ma zjebany telefon, nawet nie dzwoń. Widziałem się z nim wcześniej. Najwyżej wyślemy Krzyśka po niego.
- Krzysiek jebnął dziś browara, a Alicja Ci nie pojedzie.
- Sam pojadę Krzyśka samochodem - odparłem.
   Pojechaliśmy krosem na drugą stronę piaskowych gór* do reszty ekipy. Barman bez problemu dał mi kluczyki do auta, a ja jemu do krosa. Gruby wsiadł ze mną do samochodu i pojechaliśmy z powrotem do Tarnobrzega. Przez całą drogę słuchałem jak kumpel skatował swój motor. Później wydłubywał stopiony tłok i zawoził cylinder do szlifu, bo się zrobił mały próg. Znałem już tę opowieść od Wojtka, ale Gruby był tak podjarany, że mu o tym nie powiedziałem.
**
   Dochodziła już siedemnasta, ale nadal było niemożliwe gorąco. Chwilę poczekaliśmy i Gołąbek wyszedł przed blok. Miał na sobie spodenki w niebieską kratę i szarą koszulkę przewieszoną przez ramię.
- A gdzie masz swoją ptaszynę? - zapytał go Błażej.
- Nie jedzie, focha ma. Dostałem zjebę i od razu poszła z powrotem do Marty - wzruszył ramionami Piotrek.
- Co wy robicie tym pannom, że spieprzają od was z krzykiem? - zaśmiał się Gruby.
- Od nas przynajmniej dopiero po czasie uciekają, do Ciebie nawet żadne nie podchodzą - zripostowałem.
- Spierdalaj chujasie - parsknął śmiechem Błażej.
- Właśnie Rafał. Odstosunkuj się od Grubego - powiedział Piotrek.
- O widzisz! Jeden mądry chociaż - ucieszył się Błażej.
- I tak on jest do przodu, bo przecież jego żona dalej za nim szaleje, nie to co te nasze - wyjaśnił Piotrek mając na myśli Tigera.
- A odpierdolcie się obaj - zirytował się nasz Grubasek.
   Śmiejąc się przybiłem piątkę z Gołąbkiem. 
- Hihihihi... O jakie kurwa zabawne. No hihihi... - przedrzeźniał nas Gruby, a my zialiśmy jeszcze bardziej.
   Poszliśmy do samochodu nie przestając się śmiać. Błażejowi zadzwonił telefon i jak na ironię to był Tiger.
- Co żona chciała? - zapytałem, gdy skończył rozmawiać.
- Pewnie się już stęskniła - podpowiedział Gołąbek.
- Ta, za piwem. Zahacz Romeo o jakiś sklep - sprecyzował Gruby.

**

   Już kiedy wysiadałem z samochodu zauważyłem, że w naszą stronę idzie Wojtas z nietęgą miną. Był wkurwiony, a jego wzrok był utkwiony we mnie. Kiedy zdjął koszulkę i rzucił niedbale za siebie, od razu wiedziałem o co chodziło. Nie zamierzał o nic pytać, od razu rzucił się do mnie z pięściami. Dzięki Ci, Ty ruda kurwo za to zdjęcie, w piekle mają specjalne miejsce dla takich suk jak Ty – pomyślałem.
- Uspokój się kurwa debilu! - wysapałem, gdy szarpaliśmy się na żwirowej drodze.
- Mówiłem Ci chuju, że Cię rozpierdolę jak ją skrzywdzisz! - powiedział wkurwionym głosem, chociaż przegrywał.
- Nic nie zrobiłem idioto!
- Zdradziłeś ją skurwysynu!!!
- Nie będę się kurwa Tobie tłumaczył!
- Zejdź z niego, chujasie! - krzyknął do mnie Błażej.
   Gruby ściągnął mnie z Wojtka, a Gołąbek pomógł mu się pozbierać. Tylko że ani ja, ani Wojtek nie mieliśmy dość i jak na komendę wyrwaliśmy się chłopakom i zaczęliśmy się z powrotem bić. Wojtkowi bardzo leciała farba z nosa, zostawiłem mu też pizdę pod lewym okiem i drugą trochę niżej na policzku. Chyba miał rozjebaną wargę, bo mu zaczęła bardzo puchnąć. Pod zdartą skórę kolan, pleców i łokci miał nawbijane mnóstwo żwiru, który powoli znikał maskowany wypływającą krwią. On tylko podarł mi koszulkę i uderzył kolanem w brzuch. Przez chwilę mnie przydusił, a później już musiał się bronić przede mną, bo się niemiłosiernie wkurwiłem. Nie miał prawa wpierdalać się między mnie i Martę. Kiedy Błażej mnie odciągał, kopnąłem z całej siły Wojtka w brzuch za nim się podniósł. Już się nie podniósł, tylko leżał skulony i próbował się nie rozpłakać.
- Puść mnie Gruby – powiedziałem wciąż dysząc z wysiłku.
- Uspokój się kurwa. Zostaw go już – odpowiedział, wciąż mnie przytrzymując.
- Jestem kurwa spokojny, nie widzisz!? Puść kurwa – wyszarpnąłem się po raz kolejny i podszedłem do Wojtka. Usiadłem obok niego. Nie robiło mi już różnicy, czy się bardziej ubrudzę czy nie, bo i tak byłem ujebany jak świnia w chlewie. Wpatrzyłem się w jakiś nieistniejący punkt przede mną.
- Zrobił bym dla niej wszystko, rozumiesz? Gdyby ktoś ją skrzywdził, to bym go rozjebał na strzępy. Jej szczęście jest moim szczęściem, a ból moim bólem. Pamiętasz, co czuliśmy nad zalewem? Wiem, że ją kochasz, nie jestem kurwa ślepy. W każdym razie nie mógłbym jej zrobić czegoś takiego. Po prostu kurwa bym nie mógł – powiedziałem cicho powoli dobierając słowa.
   Wojtas milczał. Też na mnie nie patrzył. Wstałem i wyciągnąłem do niego rękę, żeby pomóc mu się podnieść, ale odepchnął ją łokciem.
- Pierdol się. Po prostu pierdol się popaprańcu – powiedział pełnym emocji głosem.
- Bardziej popierdolony już raczej być nie mogę – odparłem.
   Kiedy odchodziłem czułem jego palący wzrok na plecach.
- Ty, bożyszcze kobiet, gdzieś Ty był jak Cię nie było? - zapytał Tiger.
- Chowałem się przed Tobą, a co? Tęskniłeś? – mruknąłem.
- Jak glizda za kurą, stary – odparł z szerokim, rozbrajającym i zaraźliwym uśmiechem.
**
   Przez kilka następnych godzin jeździliśmy na krosach i kładach, często się między sobą wymieniając. Wkurwiało mnie, że niemal wszyscy się na mnie gapili, gdy myśleli, że nie patrzę. Zwykle lubiłem być w centrum uwagi, ale nie dziś. Nie, kiedy życie mi się posypało.  Nie kiedy wszyscy milkli, kiedy do nich podchodziłem. Dlatego nie zostałem na ognisku. O dwudziestej drugiej pomimo namów kumpli pojechałem z powrotem do Tarnobrzega.
   Zamieniłem krosa na Audi, zamknąłem garaż i wsiadłem do samochodu. Po drodze zrobiłem drobne zakupy. Jadąc dalej omal nie jebnąłem baby, która szła prosto i nagle odjebała zwoda skręcając w prawo na pasy. Nawet krówsko nie popatrzyło czy coś jedzie. Ja jechałem. I to dość szybko, bo przede mną akurat zapaliło się zielone światło. Depnąłem po hamulcach i ledwo wyhamowałem kilka centymetrów przed babskiem. Miała na sobie luźną koszulkę z dużym dekoltem i spódnicę do kolana. Gdyby nie przesadny makijaż, mogłaby uchodzić za atrakcyjną na oko trzydziestkę. W łapsku trzymała małą przezroczystą reklamówkę z Pepco, a w niej jakieś różowe ubranko.  
- AAA! Jezus Maryja! Jak jeździsz Ty podły chamie! O Jezu, moje serce! Kto Ci dał prawo jazdy!? - darła się damulka, trzymając się jedną ręką za pierś.
   Tego było już za dużo. No kurwa za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Wsiadłem z samochodu nawet nie zamykając za sobą drzwi. Podszedłem do niej bardzo blisko i nachyliłem się do niej, bo była dość niska. Popatrzyłem jej prosto w ślepia.
- Wiem gdzie mieszkasz, skarbie – szepnąłem lekko unosząc kąciki ust.
   Wytrzeszczała na mnie przerażone oczy z rozdziawionymi ustami nagle zbita z pantykału.
- Grozisz mi gówniarzu!? - odzyskała rezon cofając się odrobinę, ale jej głos stracił na pewności siebie.
- Masz śliczną córeczkę – zablefowałem i odwróciłem się do niej plecami.
   Powoli wróciłem do samochodu, zatrąbiłem i uprzejmie jej pokazałem, żeby przeszła. Gdy mnie mijała jej wzrok wbijał się w moją tablicę rejestracyjną. Uśmiechnąłem się do siebie dopiero, gdy kobieta została z tyłu. Spokojnej nocy, babsztylu – pomyślałem złośliwie.
   Kiedy wysiadałem przed blokiem zorientowałem się, że spod fotela wypadł mój telefon. Poczułem już wcześniej, że coś uderzyło mi w but podczas hamowania, ale byłem pewien, że to tylko butelka z napojem.
   Doznałem olśnienia, że wczoraj za nim poszedłem spać, byłem w aucie po papierosy. Kiedyś ktoś zostawił je w samochodzie i od tamtej pory jeździły w schowku, bo jakoś zawsze zapominałem je wyciągnąć. Na CPN nie chciało mi się iść, więc wczoraj postanowiłem je wziąć. Najprawdopodobniej gdy się wychyliłem po fajki, telefon wysunął mi się z kieszeni i wpadł pod siedzenie.
  Wziąłem komórkę z rozładowaną baterią i poszedłem do mieszkania.  

----------
* Piaskowe góry - miejsce istnieje naprawdę, ale nazwa jest czysto potoczna. Jest to spory odcinek kilku (może nawet kilkunastu) metrowych górek.

-----------------------------------------
Tak jak obiecałam jest 2309 słów, więc część troszkę ( o prawie 800 słów :P ) dłuższa :D Jeśli liczyć przygody moich wariatów od początku, to właśnie jest czterdziesta dziewiąta część ich przygód :D Jest mi bardzo miło, że znów mam co raz więcej czytelników :) Dziękuję Kochani za komentarze i rosnącą liczbę polubień :) pozdrawiam cieplutko :*

2 456 czyt.
18867100% 29
DziecieChaosu

DziecieChaosu opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2918 słów i 15856 znaków. ·

Komentarze (7)

 
  • madzia897

    ~madzia897 · ip:185.92.157.* · 16 cze 2016

    Kiedy kolejne?

  • NeferIsTheBest

    NeferIsTheBest 13 cze 2016

    Jak ja na to czekałem :3 Pięknie jak zawsze Czekam na kolejną A teraz zatańczmy

  • mariplosa

    mariplosa 12 cze 2016

    Świetne jak zwykle

  • Wiktor

    ~Wiktor · ip:82.160.125.* · 9 cze 2016

    Witaj Dziecię. Właśnie po pracy jestem i to taka moja chwila oddechu. Świetne. Dzięki za część. Pozdrawiam Wiktor

  • DemonicEagle

    DemonicEagle 8 cze 2016

    Bardzo lubię to opowiadanie, pisz tak dalej a będę w siódmym niebie

  • nacpanapowietrzem

    nacpanapowietrzem 8 cze 2016

    No no no szalejesz dziewczyno Z rozdziału na rozdział dzieje się Oczywiście jak zawsze cudeńko

  • marTYNKA

    marTYNKA 8 cze 2016

    Uwielbiam