Idealnie Nieidealni cz.5

Niedziela:
Przez ponad godzinę nie mogłam się rozbudzić i wstałam jakoś po dwunastej. Z podkrążonymi bardziej niż zwykle oczami, zaspana i z wciąż towarzyszącym mi smutkiem. Kimałam tak długo tylko dlatego, że Morfeusz porwał mnie w swoje objęcia dopiero przed siódmą rano. Typowy facet, jak potrzebny - to go nie ma. Pewnie spałabym do piętnastej, ale nastawiłam budzik na jedenastą, żeby zadzwonić do Sebastiana. Od dwóch tygodni jest już w Polsce i będzie jeszcze przez kolejne dwa miesiące. Nie rozmawialiśmy długo, bo jest nad Bałtykiem i nie chciałam mu przeszkadzać. Najważniejsze jest to, że przyjeżdża do mnie za miesiąc. Cholernie się cieszę. Potrzebuję go i bardzo mi go brakuje. Planował do mnie zawitać dopiero w sierpniu, ale udało mi się go przekonać na wcześniejszy przyjazd. Na szczęście jemu to różnicy nie robi. Później postanowiłam jeszcze pospać. W końcu niedziela dzisiaj, a ja się żadnych gości nie spodziewam, więc co się będę jak se mogę.
  Ktoś dzwoni i dzwoni jakby się paliło. Ku woli świętego spokoju zwlekam się niechętnie z łóżka i plaskam bosymi stopami do kuchni. Podnoszę słuchawkę domofonu i zanim udaje mi się cokolwiek powiedzieć, słyszę głos Ani.
- Cześć Misiu! Otwórz!
- Siema Dałnico - mówię krótko, wciąż zaspanym głosem i otwieram przyjaciółce klatkowe drzwi. Przemywam twarz, żeby się chociaż trochę rozbudzić. Wracam do sypialni, zakładam bieliznę, luźną koszulkę i spodenki. Po chwili rozlega się ciche pukanie do drzwi mojego mieszkania. Wpuszczam Anię do środka. Rzuca mi się na szyję o mało nie przewracając nas obu i mocno mnie ściska na powitanie. Moja kochana wariatka. Rozbiera się z cienkiej kurtki i idziemy do kuchni. Nastawiam czajnik i opieram się pośladkami o aneks kuchenny. Ania patrzy na mnie wyczekująco.
- No gadaj co się stało! - mówi ze wzrokiem nagle utkwionym w wystających z łazienki mokrych ciuchach, w których szlajałam się w nocy. Ups, mogłam te cholerstwa wrzucić do pralki.
- A co się miało stać? - odpowiadam z uśmiechem. - Byłam na piwie i zmokłam w nocy.
- Nie o to pytam! Co się dzieje między Tobą i Rafałem? Piotrek mi powiedział, że kopłaś go w dupę. - Na dźwięk jego imienia czuję ucisk w sercu.
- Aaaa... Takie buty. To mów że o to Ci biega. Tak powiedział!? - odpowiadam.
- Nie dosłownie. No gadaj, Gamonico!
- No więc tak. Dał mi kota i powiedział że mu nie wystarczam.
- Że co? - pyta z głupią miną.
Idę do sypialni i przytarguję krzesło razem ze śpiącym na nim Panem Alkoholikiem.
- Dał mi to ustrojstwo i powiedział, że przeznaczone mu jest chodzić na imprezy i jebać plastikowe kaszaloty po kiblach. Woli to, niż mnie.
- Ta!?
- Nie dosłownie.  
- Czyli co powiedział?
- Że nie chce stabilizacji. Że chce się bawić. Że potrzebuje nowości i fascynacji. I takie tam głupoty.
- A Ty co na to?
- Zaczęłam ryczeć. Nie mogłam tam już dłużej wytrzymać. Zajebałam mu w twyrz i uciekłam. Coś jeszcze chciał mi powiedzieć, ale jakoś nie miałam już nastroju do słuchania go - tłumaczę. Nadal się głupio uśmiecham, ale jeśli przestanę, to zacznę beczeć. Wóz albo przewóz.
- A to skurwiel. Trzeba było mu krzesłem zajebać.
- Uderzyłabyś Piotrka krzesłem? - unoszę powątpiewająco brwi.
- Jakby zasłużył.
- Tak kurwa. Już to widzę. Rozpierdziel totalny, flaki na krzakach, tfu! Na ścianach! Teksańska masakra piłą mechaniczną! Kuba Rozpruwacz, to przy Tobie pestka! - mówię i pukam się w czoło, a przyjaciółka się ze mnie śmieje.
- No dobra, może krzesłem nie. Może mniejszym kalibrem, ale by dostał.
- Chyba kutosa do nosa - mruczę pod nosem robiąc nam cappuccino.
Stawiam przed przyjaciółką kubek pełen aromatycznego napoju, cukier i łyżeczkę.
- Słuchaj dalej. Rafał chwilę po tym jak wybiegłam, przyszedł tu za mną. Nie chciałam go dalej słuchać, to mu napisałam że kocham bardziej Bartka, niż jego - kontynuję.
- Co Ty gadasz!?
- Wiem że to głupie... Ale to było jedyne rozwiązanie jakie wtedy przyszło mi do głowy, żeby mnie zostawił samą.
- Może i głupie, ale skuteczne - uśmiechnęła się. - A tak w ogóle, to Romeo był wczoraj z nami w Sandomierzu.
- Nie moja sprawa - krzywię się. Oczywiście że mnie interesuje to, co tam wyczyniał. Chcę wiedzieć o nim wszystko i to na każdy temat.
- Dobra, ale słuchaj. Była też Mariola. No i jak się skapnęła że Cię nie ma, to zaczęła za nim latać. Na początku gadał z nią normalnie, ale później jak się wstawił, to nie wiem co jej powiedział, ale zaczęła się drzeć na niego i dała mu spokój.
- I dobrze. Nie lubię jej - odpowiadam obojętnie. Ciekawe co jej powiedział? Mam nadzieję że coś perfidnie jadowitego.
- W ogóle jakieś dziewczyny do niego podchodziły, ale on je o dziwo olewał! Nawet nie tańczył. Tylko siedział jak ta sirota przy stoliku i wlewał w siebie morze alkoholu. Tak się nawalił że musieliśmy go wnosić z Piotrkiem do domu. A ciężki jest jak szlak - opowiada z pasją. Skądś ja już znam to targanie go do domu...
- Musimy o nim gadać? - znów się krzywię. Ciekawe czy on za mną tęskni?
- No dobra, nie. Ale muszę Ci się do czegoś przyznać... Tylko mnie nie zabijaj. To było za nim mi powiedzieli, że już nie jesteście razem. Tak czy siak przepraszam - patrzy na mnie niepewnie.
- Co zrobiłaś? - Mój uśmiech zgasł bez mojej wiedzy. Co ona mogła stworzyć?
- No bo za nim wczoraj zdecydowaliśmy się jechać do Bajli, to poszliśmy do Irish-a na piwo. No i gadaliśmy chwilę i Romeo zapytał mnie o Bartka.
- I co mu powiedziałaś? - pytam z gulą w gardle. Ciekawe czy Ania słyszy jak wali mi serce?
- Że parę lat temu cholernie Cię skrzywdził i że niedawno dopiero sobie wszystko wyjaśniliście. No i że masz go daleko i głęboko, odkąd podpierdolił kwiatki i mu naściemniał... - opowiada z niepewnym uśmiechem na twarzy.
Zastanawiam się, czy gdybym jej powiedziała że o mało się wtedy nie przekręciłam przez tego idiotę Bartka, to czy też by mu to powiedziała. I dochodzę do wniosku, że jeśli poprosiłabym ją o milczenie, to to akurat zostawiłaby dla siebie.
- A co on na to? - pytam szeptem. Sama nie wiem czy się bardziej cieszę że wie że go oszukałam, czy boję się że mógłby mnie znienawidzieć za kłamstwo.
- A cholera go tam wie. Jebnął poker fejsa i tyle - mruczy. Dopada mnie masa myśli. Ucieszył się? Wkurzył? Przyjdzie pogadać? Będzie udawał że nie wie i czekał aż sama z nim pogadam? Zapomni o mnie? Nie będzie chciał mnie więcej widzieć? Cholera, on jest taki nieprzewidywalny...
- Jesteś na mnie zła? - dopytuje Ania.
- Nie jestem, ale zmieńmy temat.
- Okej. A Ty, co wczoraj robiłaś? - pyta, a ja się szeroko uśmiecham.
- Byłam na Machowie z Czerstwym... - Dwukrotnie wzruszam szybko brwiami.
- Co Ty gadasz?
- No cóż. Chamidło się przyczepiło i chciało mnie utopić, to spanikowałam i rzuciłam się na niego jakbym chciała go rozprawiczyć w tej wodzie - mówię ciesząc michę.
- Pewnie chciałaś - śmieje się ze mnie.
- Wolałabym rekina niż jego.
- Było mu o tym powiedzieć.
- Powiedziałam i nabijał się ze mnie. A kleiło się toto jak gacie do dupy.
- To było mu rękę do twarzy przykleić.
- Tak, jasne, krzesło od razu.
- Kamieniem Łajzę!
- Nie miałam pod ręką.
- Szkoda.
- No z deka. Weź, gamoń gadał mi ciągle o seksie. Żałuj że nie widziałaś min ludzi, którzy nas mijali.
- Aż taki zboczony?
- Bardziej niż myślisz, ale przynajmniej się uśmiałam.
- To może jak będzie ciepło, to razem się wybierzemy?
- Ale bez Pawła.
- No raczej że bez tej kreatury. Może Wojtka namów. On jest spoko.
- To wcale nie jest taki głupi pomysł.
- Wiem, bo mój.
- Oj tam, oj tam. Nudzi mi się. Idziem gdzieś?
- Możemy skoczyć na piwo.
- Lepiej na Michel-a.
- Może być - podsumowuje Ania.
  Pogoda jest w sam raz. Wieje lekki wiaterek, a niebo jest zasnute ciemnymi chmurami. Mimo to, nie ma zimna. Ale żeby nie było nam za fajnie, pełno tu tych pieprzonych komarów. Siedzimy na wale nad Wisłą i słucham pieprzenia Ani. Dokładnie w tym samym miejscu, byłam z Rafałem tydzień temu. Tylko że wtedy mogłam się chociaż o niego opierać, a on kiział mi kostkę. Chętnie poszłabym gdzieś indziej, ale to najlepsza miejscówka. Można siedzieć na asfalcie i prawie z każdej strony osłaniają nas drzewa. W lukach widać alejki, więc nie ma szans, żeby zaskoczyła nas policja. Zaciągam się głęboko Nevadą, ale tym razem zieloną, ponieważ palę dwukrotnie więcej i źle się czułam po niebieskich. Powiem szczerze że te fajki w smaku dupy nie urywają. A poza tym brzuch mnie po nich pobolewa. Chyba przerzucę się na LD. Zielone akurat mają dobre. Wiem, bo paliłam od Wojtka.
- Cześć dziewczyny, można się przysiąść? - dobiega zza naszych pleców.
Odwracamy się jak na komendę i lustrujemy przybyszy. Widziałam ich już z daleka, ale nie myślałam że do nas podejdą i nie zwracałam na nich szczególnej uwagi. Ten, który do nas zagadał, ma na oko góra dwadzieścia dwa lata. Jest szczupłym blondynem, chyba naszego wzrostu i wygląda jak typowy szczurek. Jego kolega jest w podobnym wieku. I wygląda podobnie. Tylko jego twarz zdobi masa piegów i ma niemal czarne włosy.
- Spoko, siadajcie - odpowiada Ania i się uśmiecha.
Przedstawiają się nam. Ten pierwszy ma na imię Krystian, a ten z piegami to Adam.
- Same tu siedzicie? - pyta Krystian.
- Tak. Pilnujemy wału, żeby czasem nie ukradli - odpowiada mu Ania.
- Nie myślałem, że tu tak kradną.
- Widoczne myślenie nie jest Twoją mocną stroną - odpowiadam mu, na co się do mnie czarująco uśmiecha.
- Kwestia sporna - mruczy.
- Przyszłyście tu odpocząć? - pyta Adam.
- Nie, na ryby - odpowiadam tym razem z poważną miną.
Anka zaczęła się chichrać, a ja i faceci poszliśmy w jej ślady. Szczerze powiedziawszy szampan to nie piwo, a wydźgałyśmy już po półtora butelki na głowę i strasznie nam wesoło.
- Skąd jesteście? - znów odzywa się blondyn.
- Z kątowni - mówi Anka i śmiejemy się wszyscy.
Cholernica podłapała to od Niebieskookiego! Samce wygrzebują z plecaków piwa i zaczynają żłopać.
- A tak serio? - dopytuje Adam.
- Atak jest na wojnie - mówię cicho, ale za mało cicho, bo przyjaciółka znów się chichra i chłopaki też.  
- Nic nam nie chcecie powiedzieć. Trzeba jakoś przełamać pierwsze lody - mówi Krystian.
- Znamy się ledwie parę minut, a temu już się lody marzą... Nie mogę. Ten świat schodzi na psy - kręcę głową ze słabo udawaną dezaprobatą. Słabo, bo przy Ance nie da się nie śmiać.
- Nie takie lody - tłumaczy się chłopak.
- A ten znowu o lodach - chichra się przyjaciółka.
- Głodnemu chleb na myśli - wspomaga kolegę Adam.
- Głodny głodnemu zawsze wygarnie - odpowiadamy z Anką równocześnie.
- Ale Wy zboczone jesteście - cieszy się Krystian.
Moje brwi się unoszą.
- Ale że niby my? My!? To Ty o lodach ciągle gadasz - komentuję.
- Ale ja nie o takich mówiłem - odpowiada Krystian.
- Tak się teraz tłumacz - szczerzę się do niego.
- Ja miałem na myśli inne lody.
- To znaczy jakie? - dopytuje Ania.
- Przełamywanie lodów - odpowiada zrezygnowany.
- Przestań gadać o lodach, bo zaczynam się Ciebie bać - fuczę na niego, ale uśmiech nie schodzi mi z twarzy.
- Ale... Okej, nie ważne - kręci głową zrezygnowany z uśmieszkiem pod nosem.
- Często tu jesteście? - wtrąca Adam.
- Sporadycznie, a wy? - odpowiada Ania.
- Na skatepark często przychodzimy.
- Na czymś jeździcie? - dopytuje przyjaciółka.
- Na bmx-ach.
- Ja bym się bała że ktoś wyląduje z moim kołem w dupie - mruczę.
- Eeee tam. Nie było by tak źle. Jeżdżenie jest proste - odpowiada Krystian. Od dłuższej chwili jego wzrok wisi tylko na mnie.
- Jak dwa metry drutu w kieszeni - mruczę.
- Przesadzasz - znów uśmiecha się do mnie. Oj, coś za często to robi.
Wypijam ostatni łyk szampana i soczyście odbekuję. Wszyscy idą w moje ślady i śmiejemy się z tego, chociaż nie wiem co w tym zabawnego. Chamstwo i prostactwo. Pomagam Ani skończyć Michel-a, bo ona to już się ledwo trzyma. Oj, nie ma biedna głowy do picia.
- Macie jakiś ulubiony sport? - pyta blondyn.
Obie zaczynamy rechotać. Jak się ma takich śmiesznych kolegów jak nasi, to człowiek szybko się uczy nie używać słów, które są dwuznaczne. A co za tym idzie, wyłapuje je u innych i sam też się zaczyna bawić w skojarzenia. Takie błędne koło.
- O normalny sport pytam - cieszy się do nas.
- A to są jakieś nienormalne? - dopytuje Ania.
- Nie wiem, ale chciałem podkreślić że nie chodziło mi o bzykanie.
- Sugerujesz, że nam seksy w głowach? - Anka patrzy na blondyna podejrzliwie, a ja się zastanawiam, czy taki właśnie jest ulubiony sport Rafała. Dam sobie rękę uciąć, że wyszczerzyłby te bielutkie ząbki w baaardzo szerokim uśmiechu i powiedziałby: "A jak myślisz, Mała Wiedźmo?" Uśmiecham się do tych myśli.
- Nie, no co wy. Tak tylko chciałem zaznaczyć dla jasności.
- Sugerujesz że jesteśmy ciemne? - pytam wesoło i celuję w niego palcem.
- Nie, no co Wy. Ja nic nie sugeruję - broni się biedak.
- My tylko chcemy uniknąć nieporozumień - ratuje go Adaś.
- To macie, kurwa, szczEEĘście - odpowiada przyjaciółka czkając.
  Siedzimy z nimi i przekomarzamy się do późnego wieczora. Wypijam im dwa piwa, a Anka trochę trzeźwieje przez ten czas. Odprowadzamy Anię pod jej blok, a później eskortują mnie.
- To może dasz swój numer, to się umówimy jeszcze na jakieś piwko? - prosi Krystian.
- Daj swój, bo ja mojego nie znam na pamięć - uśmiecham się do niego.
Kłamię. Doskonale pamiętam swój numer, ale nie zamierzam się więcej z nim spotkać. Podaje mi dziewięć cyfr, a ja je wpisuję i zapisuję w pamięci telefonu, ponieważ gapi mi się na wyświetlacz. Cholera, nie lubię lubię jak ktoś patrzy mi na ręcę, ani jak zbyt blisko podchodzi.  
- To do następnego, koleżanko - uśmiecha się do mnie po raz milionowy i patrzy mi na usta i oczy. Oooo... niedoczekanie! Nie będzie żadnego całowania.
- Cześć, pa - odpowiadam z uśmiechem, odwracam się i znikam w klatce.
Wraz ze zniknięciem pociesznych chłopaków, spadła moja maska radości. Już na schodach po moich policzkach popłynęły pierwsze, gorące łzy. Weszłam do mieszkania, zamknęłam za sobą drzwi i osunęłam się po nich plecami na pupę. Szloch targał mną całą. Pieprzone emocje. Za długo je powstrzymywałam, a teraz cholerstwa wzięły górę. Kiedy przestaję w końcu ryczeć, zaliczam prysznic, karmię Pana Alkoholika i idę na łóżko. Serce mam boleśnie ściśnięte tęsknotą. Od ostatniego spotkania z Niebieskookim nic jeszcze nie jadłam, ale nie czuję głodu. Leżę na łóżku i zastanawiam się czy mam jeszcze po co żyć. Boli mnie pikawa. Znowu, tak jak poprzedniej nocy, tylko dużo bardziej. Zwijam się na łóżku, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Czuję jakby ktoś wbijał mi szpile po żebra. Serducho łomocze jak oszalałe, czuję każde jego silne uderzenie. Zawału w końcu dostanę przez te pieprzone nerwy. Kurwa, boli co raz bardziej. Oj Niebieskooki, będziesz mnie miał na sumieniu, jak tak dalej pójdzie. Kręcę się jakbym miała owsiki w dupie, a ból się co raz bardziej nasila. Staram się uspokoić i rozluźnić, ale niewiele mi to pomaga. Więc leżę i czekam aż mi przejdzie. Pan Alkoholik miauczy w kuchni, więc się zwlekam z wyrka, biorę to ustrojstwo na ręce i kładę się z nim spowrotem. Z początku się wyrywa, ale w końcu zaczyna mruczeć i zasypia. Gładzę jego śmieszne futerko i delikatnie się do niego przytulam. Zmęczona w końcu pogrążam się we śnie.

-----------
Takie trochę pisane na siłę, ale u mnie z weną niestety nadal krucho :P

3 357 czyt.
11973100% 19
DziecieChaosu

DziecieChaosu opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 3059 słów i 16021 znaków. ·

Komentarze (6)

 
  • madaia0702

    ~madaia0702 · ip:77.65.25.* · 1 lip 2015

    kiedy kolejna część?

  • Jadzik

    ~Jadzik · ip:5.174.0.* · 1 lip 2015

    Haha uwielbiam te rozmowy, odzywki i porównania, zawsze poprawiają nastrój z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg akcji ^^

  • Faith

    Faith 1 lip 2015

    Super

  • mysza

    ~mysza · ip:83.30.134.* · 30 cze 2015

    Dlaczego nie było tutaj Rafała?! :'(Przecież to widać, że on ją kocha. Jeszcze namieszała z tym Bartkiem. Ja Cię błagam, spraw by byli razem! :( Życze weny bo już czekam na następną część.

  • ccc

    ~ccc · ip:46.151.20.* · 30 cze 2015

    Super ale niech oni się wkońcu spotkają

  • Tessa001

    ~Tessa001 · ip:178.43.35.* · 30 cze 2015

    Ja to normalnie kocham, uwielbiam Najlepsze opowiadanie ever, naprawdę ^^ Czekam na kontynuację i życzę duużo weny